poniedziałek, 28 listopada 2016

86(366) Kaj znów się śmieje

Autor: Hartmut Gagelmann
Ocena: 6/6

Dawno żadna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Pozytywnego, niezapomnianego. Dlaczego? Może ze względu na temat. Może na wspomnienia. A może na tak inne podejście do wielu rzeczy...
19-letni Hartmut, student muzykologii, odmawia służby wojskowej. W zastępstwie ma przez jakiś czas pracować jako opiekun w ośrodku dla upośledzonych dzieci. Początkowo pod jego opiekę trafiają ciężko upośledzone fizycznie maluchy, a każdego z nich Hartmut traktuje wyjątkowo i indywidualnie. W jego pracy nie ma miejsca na mechaniczne wykonywanie czynności.Ma świadomość, że "po drugiej stronie" jest człowiek, ze swoimi potrzebami i uczuciami.
Po jakimś czasie Hartmut trafia do innego ośrodka, a jego podopiecznym zostaje m.in. Kaj, którego znają już wszyscy bliżsi i dalsi pracownicy. To dziecko głęboko upośledzone psychicznie, bezkontaktowe, agresywne i destrukcyjne. Początkowo opieka nad nim jest koszmarem, zarówno mężczyzna jak i chłopiec wylewają niejedną łzę wściekłości i bezsilności. Wreszcie Hartmut wpada na pomysł całkiem innego traktowania Kaja. I tak rodzi się wspaniałe uczucie między tymi dwoma. Otwiera się droga dotarcia do chłopca, szansa na jego samodzielny rozwój.
Autor nie jest zapewne szalenie utalentowanym pisarzem, książka ma raczej charakter reportażu niż powieści. Na 120 stronach zawiera opis swoich doświadczeń i przeżyć. Robi to w sposób bardzo szczery.
To nie tylko opowieść o niepełnosprawności. To wielki manifest Człowieczeństwa. Świadectwo dobroci i miłości. Dowód na to, jak często my, uważający siebie za "normalnych" i w pełni sprawnych, jesteśmy ułomni pod wieloma względami.
Długo nie zapomnę o tej książce, o Kaju i Hartmudzie. To jedna z tych pozycji, po zamknięciu której zapada cisza....

piątek, 25 listopada 2016

85(365) Szukając Noel

Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 4/6


Pewnego śnieżnego, zimowego wieczoru Markowi psuje się samochód. Niby nic takiego, ale chłopak ma już dość życia. Niedawno odeszła od niego dziewczyna, matka zginęła w wypadku, mieszka daleko od domu, musiał opuścić studia z braku pieniędzy, na życie zarabia jako woźny w szkole, a z ojcem ma tak złe relacje, że nawet nie chce się z nim spotkać. Brnąć w śnieżnej zadymce przez pustkowie Mark dostrzega jedyne światło w okolicy, należące do kawiarni. Zdąża w ostatniej chwili, gdy Macy, pracownica lokalu, właśnie zamyka drzwi. Jednak na prośbę mężczyzny udostępnia mu telefon, częstuje gorącą czekoladą i obdarowuje chwilą pokrzepiającej rozmowy. Tak zaczyna się niezwykła znajomość dwójki pokiereszowanych przez życie młodych ludzi.
Macy postanawia poszukać swojej młodszej siostry. Jako małe dziewczynki obie trafiły do adopcji, tyle, że do dwóch różnych rodzin. Do Macy los niestety się nie uśmiechnął. Po śmierci biologicznej matki została zabrana od ojca narkomana i przekazana kobiecie, która ją biła i się nad nią psychicznie znęcała. Macy tęskni za swoją małą siostrzyczką. Jednak gdy trafia na jej ślad wszystko okazuje się inne, niż sobie wyobrażała.
To typowy, sentymentalny wyciskacz łez. Tyle, że z ciekawym wątkiem adopcji. Tak dużo tu przeciwności losu, śmierci bliskich, że aż w człowieku budzi się wdzięczność za tak spokojne życie...Akcja dzieje się w okresie okołobożonarodzeniowym, co generuje dodatkowe emocje.
Chyba były mi one jednak potrzebne, bo mimo, że na ogól nie lubię takich ckliwych opowiastek, tą przeczytałam w dwa wieczory!

wtorek, 22 listopada 2016

84(364) Babunia

Autor: F.Deghelt
Ocena: 4/6

Trzydziestoletnia Jade, dziennikarka i początkująca pisarka, dowiaduje się, że ciotki chcą oddać do domu starców swoją matkę, którą po omdleniu uznają za niezdolną do samodzielnego życia. Jej ukochaną Babunię, która dała jej w dzieciństwie tyle ciepła i poczucia bezpieczeństwa! W ciągu kilku minut podejmuje spontaniczną decyzję ratowania staruszki. I tak osiemdziesięciolatka, kobieta z gór, bez wykształcenia, pełna ciepła i uśmiechu, zamieszkuje z wnuczką w paryskim mieszkanku. Obie kobiety zaczynają się na nowo poznawać. Jade odkrywa, że osobowość Babuni nie jest tak prosta, jak myślała! Okazuje się, że starsza pani jest od kilkudziesięciu lat wytrawną, choć ukrytą czytelniczką. Chowając w okładkach Biblii kolejne dzieła, żyła nie tylko swoim życiem, ale i powieściowych bohaterów, z którymi bardzo się zżyła. Babunia postanawia pomóc Jade w poprawianiu odrzucanej przez wydawnictwa powieści. Życie z wnuczką sprawia, że znów czuje się potrzebna. Obie czerpią wiele korzyści ze wspólnego mieszkania.
Powieść jest bardzo ciepła i chwilami wzruszająca. Wspomnienia Babuni naświetlają warunki życia kobiet w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. Książka wzbudziła dużo pięknych wspomnień i myśli w mojej głowie.Jednak najbardziej zaskoczyło mnie zakończenie, nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji...
Czyta się sprawnie, ciekawie i szybko. Uwierał mnie jedynie dość specyficzny język powieści i to, że zbyt dużo miejsca poświęcono poprawianej książce. Chyba jak dla mnie-za mało emocji, za mało poetyckości. Ale to moje zupełnie subiektywne zdanie:)

piątek, 18 listopada 2016

83(363) "Upalne lato Kaliny"

Autor: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Wydawnictwo: IMG
Ocena: 4+/6

Pierwszą część trylogii czytałam już dawno temu. Czekałam tyle czasu, aż upoluję kolejną w bibliotece. I udało się:)
Tym razem tytułową bohaterką jest Kalina, córka Marianny. Są lata 60-te. Młoda kobieta właśnie skończyła studia, jest żoną dużo starszego naukowca i mamą malutkiej Gabi. Jednak daleko jej do stwierdzenia, że życie jakie wiedzie jest szczęśliwe. Kalina nie umie kochać swojej córeczki, zostawiła ją na wsi pod opieką leciwej Gabrieli, która wychowywała w tej rodzinie kolejne pokolenia dzieci. Mąż zapewnia jej poczucie bezpieczeństwa i miłość, jednak Kalina nie umie odwzajemnić tego uczucia. Nie potrafi też zaakceptować siebie. Skrywa jakieś mroczne sekrety z przeszłości, które nie pozwalają jej żyć pełnią życia.
Kalina wraz z mężem i przyjaciółmi wyjeżdża do Zakopanego, na ostatnie "beztroskie" wakacje przed tym, kiedy będzie musiała podjąć się wreszcie pełnienia roli matki, żony i gospodyni domowej.W pociągu poznaje Maćka, który wprowadza duży zamęt w jej duszę i serce. W Zakopanem niespodziewanie odbiera grubą przesyłkę od Gabrieli, która odkrywa przed dziewczyną rodzinne sekrety. Marianna ma szansę zrozumieć swoje relacje z nieobecną wiecznie matką, swój oziębły stosunek do własnej córki. I zmienić swoje życie.
Mimo, że książka jest pisana lekkim stylem i językiem, mimo, że szybko się ją czyta, dotyka trudnych tematów. Nie jest to przyjemne czytadełko o beztroskich ludziach.Wręcz przeciwnie, z każdą kolejną stroną odkrywamy kolejne traumatyczne historie, trudne emocje, zawiłości psychiki kolejnych bohaterów.
Tą część można czytać niezależnie od pierwszej. Jednak dowiadujemy się tu sporo o dalszym życiu Marianny, co jest ścisłym nawiązaniem do poprzedniego tomu.

wtorek, 15 listopada 2016

82(362) Baśń o Aladynie i lampie cudownej

Autor: Bolesław Leśmian
Ocena: 4/6


Klasyczną baśń z tysiąca i jednej nocy o leniwym Aladynie i cudownej lampie zna chyba większość z nas. Jednak po raz pierwszy miałam okazję zetknąć się z wersją w interpretacji tego wybitnego polskiego poety. I od razu można poznać kunszt Autora. Piękny poetycki język sprawia, że tekst można dosłownie smakować, delektować się nim.
Leśmian świetnie namalował słowem również bohaterów baśni. Każdy z nich jest wyrazisty, charakterystyczny. Leniwy Aladyn, czarnoksiężnik-czarny charakter, Maruda, której imię wiele mówi...
Baśń czyta się bardzo przyjemnie. Uważam, że dorosły czytelnik ma z tej lektury więcej przyjemności niż dzieci. Dostrzeże drugie dno, odczyta przenośnie.

poniedziałek, 14 listopada 2016

81(361) Wilki

Autor: Adam Wajrak
Ocena: 4/6


Wajrak jest chyba najbardziej znanym w Polsce autorem reportaży o przyrodzie i zwierzętach. Wiele lat temu zamieszkał w Puszczy Białowieskiej, gdzie ze swoją partnerką Nurią obserwuje, bada i opisuje relacje w świecie naszych braci mniejszych.
Tym razem opowieść dotyczy wilków. Gatunku, który "dzięki" bajkom typu Czerwony Kapturek czy straszeniu dzieci nabawił się niezbyt pochlebnych opinii. Wajrak obala wiele mitów, oswaja czytelników z tymi wspaniałymi, inteligentnymi zwierzętami. Znajdziemy tu relacje z tropienia, ze spotkań z wilkami, ba, poznamy oswojonego Kazana.
Tekst uzupełniony jest pięknymi zdjęciami, całość wydana jest naprawdę ładnie. Okładka wręcz mnie zachwyciła i od dawna intrygowała, zapowiadając równie intrygującą treść.
Jednak mnie czegoś w tej książce zabrakło, czego nie umiem nazwać. Klimatu, który by mnie porwał? Języka, który nie pozwala odłożyć książki na bok? Odkładałam, wracałam, by następnego dnia znów wrócić. Być może obserwacje przyrodników są dla mnie dość monotonne, bo dotyczą podobnego obszaru działania. Marsze przez śniegi i błota po śladach wilków, szukanie padliny itd. Za mało tu dla mnie opisów życia, zwyczajów wilków.
Ale i tak warto przeczytać. Dużo się dowiedziałam. Najważniejsze-że wilki nie jedzą ludzi;)

wtorek, 8 listopada 2016

80(360) Stowarzyszenie Miłosników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek

Autor: M.A.Shaffer, A. Barrows
Ocena: 4+/6



Jest rok 1946. W całej Europie czuje się echo niedawnej wojny. Mnóstwo zniszczeń, zaginionych osób, bieda...Ale jednak i tak to lepsze niż sama wojna! Juliet Ashton, trzydziestodwuletnia pisarka, mieszkanka Londynu, szuka pomysłu na nową książkę. Pewnego dnia dostaje sympatyczny list od niejakiego Dawseya Adamsa z normandzkiej wyspy Guernsey, który to nabył w antykwariacie należącą do niej kiedyś książkę. Powieść Lamba stała się dla Dawseya na tyle ważna, że zwraca się z prośbą do Juliet o przesłanie biografii autora. Wspomina również o niezwykłym Stowarzyszeniu Miłośników Literatury, które powstało całkiem przypadkiem w czasie wojennej zawieruchy. W ten sposób rozpoczyna się korespondencja między nimi, a z upływem czasu Juliet poznaje kolejnych mieszkańców wyspy. W oparciu o ich relacje w formie listów chce napisać o okupowanej Guernsey i o tym, jaki wpływ na życie mieszkańców wyspy w czasie wojny miały książki. Juliet na tyle zaprzyjaźnia się z Ebenem, Isolą czy Amelią, że postanawia wybrać się na wyspę, by poznać osobiście swoich korespondentów. Ta podróż na zawsze odmieni jej życie.
To prawdziwa uczta dla miłośników książek! Członkowie Stowarzyszenia czytają mnóstwo dobrej literatury, klasyki, o której potem burzliwie dyskutują. Aż chce się znów sięgnąć po powieści Austen czy poznać Senekę!
Powieść ma charakter epistolarny, wszystkich szczegółów dowiadujemy się z listów wymienianych między poszczególnymi bohaterami. Jednak pierwsza część, gdy Juliet przebywa jeszcze w Londynie, jest dużo lepsza niż druga, gdy jest już na wyspie. Im bliżej końca tym powieść jest bardziej naiwna i płytka.
Jednak i tak mogę powiedzieć, że dawno nie czytałam tak przyjemnej lektury. Właśnie przyjemnej, bo nie jest ona jakimś arcydziełem szczególnie wysokich lotów. Ale jej klimat jest niezwykły. Przypomina mi ten z powieści Flagg albo atmosferę Avonlea:)

poniedziałek, 31 października 2016

79(359) Granica

Autor: Zofia Nałkowska
Ocena: 3/6

Powrót po latach do szkolnej lektury, której kompletnie nie pamiętałam. Czy udany? Średnio.
"Granica" to opowieść o małżeńskim trójkącie, mezaliansie. Zenon Ziembiewicz, główny bohater, nastawiony na karierę, uwikłany w politykę. Przelotny romans z Justyną Bogutówną, młodziutką służącą, okazuje się brzemienny w skutkach. W całą historię uwikłana jest również Elżbieta Biecka, żona Zenona. Małżeńska zdrada, mezalians, uczciwość, aborcja, wreszcie samobójstwo. Gdzie jest ta cienka granica, której nie powinno się przekroczyć?  Wydaje się, że Autorka porusza bardzo ciekawe i "chwytliwe" tematy, jednak robi to w sposób tak mdły, rozwleczony, wręcz nudny, że trudno mi było przebrnąć przez powieść. Liczyłam na dobrą, psychologiczną ucztę. Jednak znalazłam mdłe danie doprawione dość dużą dawką politykowania, pochwał międzywojennych ideologii. Męczył mnie nadmiar monotonnej narracji, brakowało dialogów.
Nie dziwię się, że powieść nie zapadła w moją pamięć. Czytałam ją jakby po raz pierwszy. Pewnie już do niej nie wrócę.

czwartek, 20 października 2016

78(358) Bromba i inni

Autor: Maciej Wojtyszko
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena: 4+/6


Zbiór opowiadań o dziwnych, niespotykanych stworach wykreowanych przez Autora. Każdy z bohaterów stworzony jest w sposób bardzo szczegółowy. Poznajemy ich styl życia, ulubione i charakterystyczne zajęcia, wygląd. Nie ma tu zbędnego infantylizmu, do każdego z osobna Autor podchodzi bardzo poważnie i rzetelnie;) Chylę czoła przed wyobraźnią Autora!
W trakcie lektury co chwila zastanawiamy się, iluż to Fumów, Psztymucli  czy Gżdaczy możemy codziennie spotkać w swoim otoczeniu!
Historyjki są krótkie i pełne humoru. Opatrzone ilustracjami Autora,  przedstawiającymi opisywane postacie,  są lekturą przypominającą nieco Muminki. Małe rozmiary książeczki pozwalają nosić ją w torbie i co jakiś czas zaglądać w celu poprawienia sobie nastroju. Mimo niewielkiej objętości obfituje w fajne cytaty:)
Do czytania zarówno dla dzieci, jak i dorosłych:)

środa, 19 października 2016

77(357) Martin Eden

Autor: Jack London
Ocena:  4/6


Martin Eden, młody, przystojny, dobrze zbudowany marynarz poznaje panienkę z wyższych sfer. Zostaje zaproszony na obiad do jej domu. Okazuje się, że zupełnie nie przystaje do takiego towarzystwa. Jego obycie w świecie, poczucie humoru, nie rekompensują braku znajomości manier czy choćby poprawnego języka...Niestety, Martin zakochuje się w Ruth i za wszelką cenę chce stać się godnym uwagi i uczuć dziewczyny. Postanawia zdobyć wykształcenie i zostać pisarzem. Wielopłaszczyznowych braków w edukacji i znajomości życia nie da się jednak tak szybko nadrobić. Nie można jednak zarzucić chłopakowi braku pracowitości i ambicji. Systematycznie pnie się ścieżką zbliżającą go do arystokracji i serca ukochanej. Zaczyna też zdobywać sławę. Jednak im dalej jest w swym rozwoju, tym bardziej dostrzega pustkę i miałkość wyższych sfer. Tym częściej czuje się zdegustowany...Pojawia się rozczarowanie, zniechęcenie, wypalenie...
To dość nietypowa powieść Jacka Londona. Nie ma tu dzikiej natury i przygód amerykańskich traperów. Są za to wątki autobiograficzne.
Przez powieść, mimo że czyta się dość mozolnie (przynajmniej mnie) warto przebrnąć. Choćby dla poznania realiów życia różnych warstw społecznych ówczesnej Ameryki. Jedynie wciąż uwypuklany idealizm męczy i nuży.

poniedziałek, 17 października 2016

76(356) Czekolada z chili

Autor: Joanna Jagiełło
Wydawnictwo: Literatura
Ocena: 4

Dalszy ciąg opowieści o życiu Linki. Dziewczyna zaczyna naukę w wymarzonym, społecznym liceum, w klasie fotograficznej. Jednak w domu się nie przelewa, sytuacja jest niewesoła i musi na część czesnego zarabiać sama. Chwyta się różnych prac: roznoszenia ulotek, nocnej pracy w drukarni, hostessy na imprezie firmowej...Wreszcie dostaje ofertę pracy jako dziewczyna do towarzystwa dla pana Antoniego, samotnego 80-latka. Początkowo mężczyzna jest jej niechętny, jednak z czasem ich relacje zdecydowanie się ocieplają.
W domu Linki też się dzieje niewesoło. Po tym, jak wyszła na jaw historia porzucenia dziecka przez Ewę, Adam się wyprowadza. Kaj bardzo ciężko znosi rozstanie rodziców. Także w szkole Linka ma kłopoty, zarówno z nauką (kiedy ma się uczyć, jak musi pracować???) jak i z integracją z klasą. Do kompletu Adrian, który na rok wyjechał do Londynu, przestaje się odzywać, a ich relacja zdecydowanie się ochładza.
Ta część cyklu jest dużo bardziej młodzieżowa, chociaż spod kłopotów dorastającej 16-letniej Linki wyzierają też trudne sprawy dorosłych. Czytając o pracy dziewczyny, o próbach godzenia nauki z zarabianiem pieniędzy na szkołę burzyło się we mnie wszystko. Gdzie jest w tym wszystkim jej matka? A choćby ojczym? Czy nikt nie zwrócił uwagi, że dziewczyna chodzi nieprzytomna ze zmęczenia? Ogólnie relacje Linki z mamą dają wiele do myślenia. Dziewczyna nie raz ostro, ironicznie lub sarkastycznie reaguje na pojedyncze próby zainteresowania się jej życiem. Czuje się zaniedbana, samotna i brakuje jej wsparcia dorosłych. Jest to tak widoczne w tej powieści, że aż boli.
Książkę czyta się dobrze i szybko. Polecam na jesienny wieczór.

czwartek, 13 października 2016

75(355) Kawa z kardamonem

Autor: Joanna Jagiełło
Wydawnictwo: Literatura
Ocena: 4+/6

Współczesna Warszawa, niewielkie mieszkanie w jakimś apartamentowcu, a w nim patchworkowa rodzina. 15-letnia Linka (tak naprawdę Halina, ale nie cierpi swojego imienia) jest uczennicą ostatniej klasy gimnazjum. Przed nią egzaminy i wybór liceum. Nauka nie jest jej pasją, więc wybór łatwy nie będzie...Życie Linki nie jest sielsko-słodkie ani usłane różami. Jej tata zginął w wypadku, gdy była malutka. Mama od dawna dziwnie się zachowuje, nie poświęca uwagi ani córce, ani małemu synkowi z drugiego małżeństwa. Ojczym Linki jest całkiem w porządku, ale co z tego, jeśli wciąż pracuje i rzadko bywa w domu? Jedyną dobrą stroną patchworku rodzinnego jest większa ilość babć, chociaż rozsiane są one po różnych stronach Polski. Pewnego dnia Linka znajduje przypadkowo czarno-białe zdjęcie, na którym jako niemowlaczek jest z mamą. Po bliższej analizie okazuje się, że mama była wtedy w ciąży! Linka nie wiedziała o rodzeństwie. Zaczyna dyskretne śledztwo. Dość szybko okazuje się, że są co najmniej trzy wersje potencjalnych losów nieznanej siostry. Jaka jest prawda? I dlaczego cała rodzina tak skrzętnie ukrywa jakąś tajemnicę???
Prologiem do każdego rozdziału jest opis snu Liny, który okazuje się zapisanymi w podświadomości wspomnieniami. To one rzucają systematycznie pierwsze światło na fragmenty rozwiązania zagadki rodzinnej.
Autorka porusza w powieści wiele trudnych tematów, nie tylko tych nastolatkowych ale i całkiem dorosłych.Krótki romans, którego efektem jest ciąża. Niepełnosprawne dziecko w świetle samotnego macierzyństwa i trudne decyzje z tym związane. Depresja. Nie raz nurtowało mnie pytanie: jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji?
A na dokładkę sporo młodzieńczych dylematów, emocjonalnych potknięć i rozterek.
Dobra, psychologiczna powieść nie tylko dla nastolatków.
Jedyny minus to dla mnie fakt, że bardzo szybko można się domyślić, kim jest siostra Liny.

poniedziałek, 10 października 2016

74(354) Chata

Autor: WM. Paul Young
Wydawnictwo: Nowa Proza
Ocena: 3+/6


Mack wiedzie spokojne, zwyczajne życie. Pewnego dnia pod koniec wakacji postanawia zabrać trójkę swoich dzieci na camping na kilkudniową wycieczkę. W dniu powrotu jego najmłodsza córeczka znika. Okazuje się, że prawdopodobnie została porwana i zamordowana, na co wskazują ślady i dowody znalezione w starej chacie w środku lasu. Od tego momentu Macka spowija nieustannie wielki smutek, a jego życie już nigdy nie będzie takie jak wcześniej. Pewnego dnia, po kilku latach,mężczyzna znajduje w skrzynce tajemniczy list, którego nadawcą jest Tata. Jest to o tyle dziwne, że jego własny ojciec, notabene tyran rodziny, nie żyje od wielu lat, a żona Macka imieniem Tata nazywa Boga. Tajemniczy Tata chce się z nim spotkać właśnie w tej chacie na odludziu...Mack wyrusza w samotną podróż, by spotkać...Boga w Trójcy. Odbywa wiele rozmów z Tatą, najpierw wrzuca z siebie cały żal, a potem znajduje ukojenie w wielkiej miłości Stwórcy.
Byłaby to całkiem dobra powieść "ku pokrzepieniu serc" gdyby nie była tak naiwna i tragicznie zamerykanizowana...Już sam fakt, że Bóg Ojciec został przedstawiony jako Murzynka, a Duch Święty jako Azjatka, wywołał we mnie ironiczny uśmieszek.
Jednak jeśli ktoś umie przejść spokojnie nad podobnymi zabiegami i szuka ukojenia lub utwierdzenia się w tym, że Bóg to wszechogarniająca Miłość, na pewno znajdzie to w tej książce. 

wtorek, 27 września 2016

73(353) Wyspa na prerii

Autor: Wojciech Cejrowski
Wydawnictwo:
Ocena: 4+/5


Ponad 20 lat temu Cejrowski jako student podróżował po Ameryce i imał się różnych zajęć, by zarobić na podstawowe potrzeby. W tym celu trafił na wielkie ranczo w Arizonie, blisko granicy z Meksykiem. Na bezkresnym gospodarstwie stał gdzieś tam na uboczu malutki domek, który bardzo mu się spodobał. I tak stał się właścicielem niewielkiej nieruchomości gdzieś na końcu świata. Najpierw ją dostał, potem wygrał, a w końcu kupił. Także stał się właścicielem trzykrotnie;) Po dwudziestu latach Cejrowski jedzie do swej posiadłości, by spędzić tam ponad rok. Wokoło bezkresna preria, kurz, pył, rdza. Najbliższy sąsiad kilkanaście kilometrów dalej. Gdy przychodzi wichura, lub co gorsza, tornado, wyłączają prąd, na kilka dni, czy na tydzień. Wtedy nie ma żadnego kontaktu ze światem. I w takim to miejscu Autor czuje się szczęśliwy. Delektuje się ciszą, spokojem, poznaje stopniowo mieszkańców okolicznego miasteczka, zwyczaje tubylców. Spędza czas głównie na nicnierobieniu. Okazuje się, że choć na początku to trudne, to jednak możliwe!
 
Mimo, że za Cejrowskim zdecydowanie nie przepadam, drażni mnie jego głos i sposób mówienia, to książkę  czytało mi się bardzo sympatycznie! Przepełniona humorem, opisuje codzienne życie w, jak się okazuje, bardzo egzotycznym zakątku Ziemi. Jest zdecydowanie pochwałą życia w stylu slow, wręcz baaardzo slow! Momentami nie chce się wierzyć, że gdzieś tam w Stanach ludzie żyją w takim tempie, takimi problemami! Ale i trochę tęskno, w codziennym wirze spraw, tempie życia wielkiego miasta, w otoczeniu tłumów ludzi -  za taką pustką, ciszą, za niebieskim krzesłem na porczu, z którego można oglądać wschody słońca, i zachody, i słuchać szumu traw-bez patrzenia na zegarek....
 Jedyne, czego mi brakowało, to zdjęcia! Jest ich bardzo mało, czuję wielki niedosyt!

czwartek, 22 września 2016

72(352) Polska odwraca oczy

Autor: Justyna Kopińska
Wydawnictwo: Świat Książki
Ocena: 5/6


Znana i nagradzana dziennikarka stworzyła zbiór reportaży na trudne, szokujące, zapierające dech tematy. Dotarła tam, gdzie nikt wcześniej nie dotarł, odkrywała prawdę, której nikt nie chciał widzieć. Zaczęła mówić głośno o sprawach, o których nikt nie chciał słuchać. Miłość do wielokrotnego mordercy-jak jej bronić? Dorastający, utalentowany muzycznie chłopak, który od urodzenia był traktowany jak upośledzony, a okazało się, że tylko źle słyszy...Dzieci maltretowane przez zakonnice. Znęcanie się nad pacjentami szpitala psychiatrycznego...To tylko niektóre z tematów, których nie boi się poruszać Autorka.
Jestem pełna podziwu dla jej determinacji. Dla siły, by być z tymi ludźmi, słuchać ich opowieści i zwierzeń.
Justyna Kopińska pisze w stylu reporterskim, zwięźle, cytuje wypowiedzi, nie ocenia. Przedstawia fakty, ich ocenę pozostawiając czytelnikowi. 
Bardzo trudna książka. Dla ludzi o stalowych nerwach.

środa, 21 września 2016

71(351) Pocałunek Fauna

Autor: Iwona Banach
Wydawnictwo:
Ocena: 4+/6

Dawno nie czytałam takiej książki. Innej niż wszystkie. Napisanej rzadko spotykanym stylem. Pełnej tajemnic, które z każdą kolejną stroną odkrywają się malutkimi kawałeczkami. Tak pełnej emocji, niezabliźnionych ran, wyrzutów sumienia.
Wandę, narratorkę opowieści, poznajemy w momencie, gdy leci z Kanady do Polski, do rodzinnego Bolesławca. To podróż wspomnień, po dwudziestu latach nieobecności w ojczyźnie. Co ją sprowokowało? Tajemniczy list, z tajemniczym wierszykiem. Stopniowo dowiadujemy się wielu informacji z przeszłości kobiety. Głównie dotyczą one grupy przyjaciół, z którymi spędzała mnóstwo czasu jako nastolatka. Jakaś tajemnicza tragedia spowodowała, że stali się sobie zupełnie obcy. Każde z nich chciało zapomnieć o tamtych wydarzeniach. Jednak się nie udało...Czy powrót do miasteczka, stanięcie po raz kolejny w tamtych miejscach, pozwoli poukładać fragmenty układanki, ukoić wreszcie duszę i zacząć żyć na nowo?
A wszystkiemu winien posążek Fauna. Znaleziony na cmentarzu. Rozbity przez młodych ludzi na kawałki, by każdy z nich mógł posiadać fragment niezwykłego skarbu. A przecież wiadomo, że Faun rzuca klątwę, przynosi nieszczęście...To od niego wszystko się zaczęło, traumatyczne wydarzenia, które na zawsze przerwały beztroską młodość, położyły się cieniem na reszcie życia, przekreśliły plany o szczęśliwej rodzinie, dzieciach, domku i samochodzie...
W główny nurt opowieści wplecione są wątki dotyczące historii dawnych mieszkańców Bolesławca i okolic. Poznajemy tragiczne losy niemieckich rodzin, które musiały uciekać przed rosyjskim frontem w czasie wojny. Z tych przymusowych, szybkich eksmisji narodziły się legendy o ukrytych skarbach. To właśnie żądza znalezienia skarbu, zaślepienie chęcią wzbogacenia się, które owładnęło jednym z przyjaciół Wandy, doprowadziło w końcu do tragedii...
Powieść, niezbyt długa, napisana jest bardzo specyficznie. Mnóstwo w niej pytań, krótkich zdań, równoważników, pojedynczych wyrazów. Język prosty, bez zbytecznych ozdobników, bez mocnych słów, a jednak tak dobrze oddający emocje. Rozdziały podzielone są na krótkie fragmenty. W każdym rozdziale teraźniejszość miesza się z przeszłością, historia ze wspomnieniami.
Książka bardzo wciąga, stopniowe odkrywanie kawałeczków układanki nie pozwala się oderwać od lektury.
Jedyny mój zarzut to taki, że od pewnego momentu zbyt wiele jest powtórzeń. Pewnie ma to na celu uwypuklenie emocji, jakie budzą się w bohaterce pod wpływem wspomnień. To właśnie te najbardziej traumatyczne obrazy wracają wciąż i wciąż. W tej samej dokładnie postaci, w tych samych słowach.
Nie jest to powieść lekka i przyjemna, ale na pewno warta przeczytania.

wtorek, 20 września 2016

70(350) Po drugiej stronie ściany

Autor: Paweł Mossakowski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka.
Ocena: 3/6

Henryk i Justyna, wieloletni małżonkowie 50+, rodzice dorosłej już córki, mieszkają w podwarszawskiej malutkiej miejscowości w połowie bliźniaka. Lubią swój dom i ciszę, do której wracają po długim dniu pracy w stolicy. On jest wykładowcą akademickim, ona psycholożką pracującą z dziećmi. Pewnego dnia okazuje się, że sąsiedzi, z którymi Henryk i Justyna w sumie nie utrzymywali zbyt bliskich kontaktów, wyprowadzają się. Swoją połowę domu sprzedali ludziom, którzy już na pierwszy rzut oka i pierwsze usłyszane wiadomości ;) nie wzbudzają sympatii. Okazuje się, że nowi sąsiedzi zza ściany są bardzo prości, żeby nie powiedzieć-prostaccy, a do tego mają problemy z alkoholem...Ona-sprzątaczka w szkole, on wieczny bezrobotny, kombinujący, jak by tu wyłudzić rentę. Trzydziestolatkowie, z kilkuletnim synkiem, zaczynają skutecznie burzyć spokój zarówno w domu jak i życiu Henryka i Justyny.
Książka mnie nie zachwyciła. Temat dość "życiowy", ciekawy i każący się zastanowić: co ja bym zrobiła na ich miejscu. Jednak styl pisania Autora, wg mnie typowo "męski";) średnio się sprawdził w tego typu powieści. Ani to czytadło, ani poważna lektura, problemy podobne jeden do drugiego przewijają się od pierwszej do ostatniej strony. To, co na początku budzi emocje, po kilku powtórzeniach zaczyna nudzić. Jednym słowem: całkiem średnio.

piątek, 16 września 2016

69(349) Wszystko w porządku: układamy sobie życie

Autor: Szymon Hołownia, Marcin Prokop
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 3/6

Jak określają pomysł na książkę Autorzy, miała to być próba zrobienia porządków. W swoich notatkach, karteczkach, pamięci, przemyśleniach. A ponieważ porządki skojarzyły im się z domem, podzielili wszystko wg pomieszczeń: kuchnia, salon, przedpokój itd. Niektóre przyporządkowania mają wg mnie rzeczywiście sens (jak wypowiadanie się w "kuchni" na temat kulinarno-smakowych wspomnień z dzieciństwa), inne dużo mniej.Jest to rzeczywiście zbiór najróżniejszych myśli, wspomnień, skojarzeń, chwilami poważnych, częściej humorystycznych i lekkich.
Trochę mnie zaskoczyło, czemu jedna książka akurat tych dwóch, tak różniących się pod każdym względem panów? Ich poglądy są tak inne, że całość wygląda tak, jakby ktoś pociął na kawałki dwie różne książki i przetasował kartki. Między wypowiedziami obu panów nie ma z reguły żadnych powiązań. Brakowało mi choćby wspólnego tematu, by po nim nastąpiła konfrontacja poglądów. Dobrze chociaż, że każdy z panów pisze na innego koloru kartkach, przynajmniej wiedziałam, co kto. Bo inaczej tylko po poglądach trzeba by identyfikować;)
Być może miłośnicy pana Hołowni lub pana Prokopa będą mieli frajdę z takiej pozycji. Dla mnie to chaotyczny zlepek banalnych, płytkich tekstów. Ot, do przejrzenia przy śniadaniu.

czwartek, 15 września 2016

68(348) W górę rzeki

Autor: Barbara Kosmowska
Wydawnictwo:
Ocena: 5/6


Główna bohaterka, Lena, mimo mocno średniego wieku, nie umie się pogodzić ze swoim życiem. Ze śmiercią męża, mimo, że poprzedziła ją długa choroba i że upłynęło od niej już kilka lat; z odejściem z domu dorosłej córki; z niefrasobliwością przyjaciółek; z odchodzeniem pacjentów...
Łucja to jeszcze tak naprawdę dziecko, chowane wcześniej pod rodzicielskim kloszem, karmione górnolotnymi ideami i przyzwyczajane do luksusu. Jest już prawie psycholożką, pełną wiary w to, że zbawi świat. Na razie "zbawia" jednego osobnika. Jako wolontariuszka trafiła na dogorywającego ćpuna, którego postanowiła wrócić do życia, obdarzyć uczuciem i do którego wreszcie się wprowadza do lokalu przypominającego melinę. Czy można się więc dziwić, że Lena ma do córki żal, że ta zrezygnowała z poukładanego, dobrze rokującego na przyszłość życia na rzecz minimalizmu, grzebania w śmietnikach i spania z człowiekiem z marginesu??? A jednak Łucja ma prawo by iść własną drogą i być szczęśliwa. Dokąd ją ta droga doprowadzi?
Kosmowska stworzyła wachlarz ciekawych, różnorodnych i bardzo prawdziwych postaci. Opisuje życie bez słodzenia, wręcz dorzuca do opowieści sporą ilość dziegciu, głównym tematem czyniąc skomplikowane relacje międzyludzkie.
Powieściową rzeczywistość obserwujemy z punktu widzenia Leny, Łucji, jak i Maćka-jej partnera-ćpuna.
Nie jest to lektura łatwa, miła i lekka. Ale na pewno warta przeczytania. Bo i takie życie, jak to przedstawione przez Kosmowską, istnieje zaraz za rogiem...

środa, 14 września 2016

67(347) Rzeka ludzi osobnych

Autor: Katarzyna Enerlich
Wydawnictwo: IMG
Ocena: 5+/6


Staroobrzędowcy (starowiercy) to temat w naszym kraju bardzo mało znany. Dla mnie, przyznaję, również taki był. Do czasu, gdy sięgnęłam po najnowszą powieść pani Enerlich.
Pierwsi staroobrzędowcy trafiają na Mazury, do Puszczy Piskiej, w 1830 roku. Własnymi siłami budują pierwsze osady, drogi, uprawiają ziemię, polują. Są samowystarczalni. Wreszcie powstaje klasztor w Wojnowie, początkowo męski, potem przekształcony na żeński.
Jednym z pierwszych osadników był Fiodor Malewan. To historie właśnie jego rodu, kolejnych pokoleń silnych, samodzielnych kobiet, poznajemy w książce pani Enerlich. Każda z nich miała nieślubne dziecko, córkę, każda sama borykała się z problemami codzienności. Po drodze były dwie wojny, które dotknęły i rodzinę Malewanów. Nie brakowało w niej tragedii i trudnych momentów. Ale nie brakowało też spokoju i radości. Kobiety wyspecjalizowały się w sadownictwie, swoją wiedzę rozszerzały całe życie i przekazywały kolejnym pokoleniom. Były też blisko związane z zamieszkującymi klasztor siostrzyczkami.
To tu właśnie, do Wojnowa, przybywa Katarzyna, współczesna kobieta, która miała męża, kochanka, pracę w teatrze i całkiem udane życie. Mąż zmarł, kochanek odszedł, w pracy się wypaliła. Postanowiła więc na pół roku wynająć stary dom w Wojnowie, by, na zlecenie psychoterapeuty, uleczyć w ciszy i spokoju swą duszę. Sąsiadką Katarzyny jest osiemdziesięcioletnia Augusta, potomkini Fiodora Malewana. Początkowo staruszka jest nastawiona do nowo przybyłej bardzo wrogo, jednak stopniowo, pod wpływem różnych wydarzeń, kobiety zbliżają się do siebie, by w końcu stać się najbliższymi przyjaciółkami. Okazuje się, że Augusta od prawie 60 lat skrywa pewną tajemnicę, która kładzie się cieniem na jej życiu i powoduje, że stało się ono koszmarem lęku przed ujawnieniem tragicznych wydarzeń.
W powieści przeplatają się wątki współczesne z historycznymi, fikcja z prawdą.
To jedna z najlepszych książek, jakie czytałam od dawna! Chylę czoła przed nakładem pracy, jaki musiała włożyć Autorka, by tak rzetelnie opowiedzieć o starowiercach i historii tego kawałka Mazur!!!
O moim zachwycie powieścią i tematem niech świadczy fakt, że wracając z krótkiego urlopu nadłożyliśmy drogi, by przejechać przez Mazury i zobaczyć klasztor, Wojnowo, Krutynię i jezioro Duś:)



środa, 24 sierpnia 2016

66(346) Powrót na Staromiejską

Autor: Anna Mulczyńska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena: 3/6

Weronika, po kilku latach mieszkania w Szwecji, wraca do Polski. Zdradzona przez męża, zraniona, postanawia zacząć nowe życie. Po dziadku odziedziczyła mieszkanie i mały sklepik na ulicy Staromiejskiej, brukowanej, urokliwej w samym sercu starówki jakiegoś małego miasteczka. Chce spełnić swe marzenie i otwiera Robótkowo, idealne miejsce dla wszystkich miłośniczek rękodzieła wszelkiej maści. Równocześnie Weronika szyje patchwork Dear Jane. Jego nazwa wzięła się od imienia pierwszej autorki, która swą pracę szyła w Ameryce czekając na powrót męża z wojny. Ukończyła patchwork w 1863 roku, całość szyje się ręcznie, a składa się z 225 kwadratów i trójkątów. To właśnie wyzwanie podjęła Weronika, by oderwać myśli od smutnej przeszłości. Postanowiła, że dopóki nie skończy szycia, nie zwróci uwagi na żadnego mężczyznę i da czas swemu zranionemu sercu na gojenie się. Jednak życie płata jej figla. Uroczy (choć wcale nie przystojny) sąsiad z przeciwka, właściciel restauracji, szybko zaprząta myśli kobiety. Oczywiście i ona nie jest obojętna Edziowi...Jednak los rzuca pod nogi młodych niejedną kłodę.
Powieść jest bardzo przewidywalna, infantylna, ale jakże miła i przyjemna w czytaniu;) Niestety, akcja zdecydowanie zdominowana jest sercowymi uniesieniami, rozterkami i załamaniami.
Raziło mnie bardzo używanie przez Autorkę zdrobnień imion (Werka, Edzio) nie tylko w dialogach, ale i w narracji. Kilkakrotnie miałam też wrażenie pogubienia w czasie. Np. Weronika wybrała się na spacer w bluzeczce na ramiączka, z gołymi plecami w ...październiku:/ Albo zwichnęła nogę zaraz przed Wigilią, a potem się okazało, że zdążyli jej zdjąć gips...tydzień przed świętami. Takich wpadek było kilka.
Ciekawostką, która odróżnia tą powieść od innych, jest klimat Robótkowa i rękodzieła. Możemy poczytać o wspomnianym patchworku, o technice wyszywania krzyżykami, o decoupagu, tkaninach, dodatkach. Nie są to konkretne informacje, ale opisy działań Weroniki tworzą aurę, która na pewno spodoba się wszystkim miłośniczkom rękodzieła. Co więcej, mnie zachęciła do odkurzenia pudła z mulinami i kanwą:) Uroku akcji dodają opisy wspólnego tworzenia na kursach organizowanych przez Weronikę czy świątecznego jarmarku.
Oko przyciąga okładka, która oddaje urok opisywanej ulicy Staromiejskiej.
Mimo płytkości i wad powieść czyta się bardzo szybko i sympatycznie. Świetna lektura na lato! Jednak rozczaruje się ten, który liczy na coś ambitniejszego niż zwykłe babskie czytadło;)

wtorek, 23 sierpnia 2016

65(345) Księga kodów podświadomości

Autor: Beata Pawlikowska
Wydawnictwo: G+J
Ocena: 2/6

Beata Pawlikowska stała się domorosłą psycholożką. Na podstawie swoich doświadczeń (co wielokrotnie podkreśla) daje recepty innym, jak zmienić swoją podświadomość. Nie tylko recepty. Najpierw stawia diagnozę. Stwierdza, że 99% społeczeństwa ma wbite w podświadomość błędne kody, powodujące, że człowiek czuje się gorszy, słaby, że boi się świata. Co za tym idzie, nie jest szczęśliwy, nie umie się wybić z błędnego koła. Na szczęście pani Pawlikowska wie, jak to zrobić. Najpierw demaskuje podstępną podświadomość, a potem-każdy z kodów po kolei. Co więcej, każdy z tych złych kodów zastępuje dobrym, który ma wprowadzić na drogę wolności i szczęścia. To tylko kwestia czasu i samozaparcia, by wbić sobie w podświadomość dobry przekaz.
Nie umiem jednoznacznie ocenić tej książki. Coś mi krzyczy, że Autorka idzie drogą zbyt prostą, skrótową. Nie pisze nic o przyczynach danych zachowań, myśli, nie zagłębia się w żaden temat. Clou ma być wbijanie sobie jak mantry pewnych sformułowań. Czy to pomaga? Może niektórym tak. Czy jednak nie jest to zamiatanie problemów pod dywan i wmawianie sobie: już mam czysto i ładnie?
Książka napisana jest bardzo prosto. Na końcu Autorka pisze, że pomijanie znaków interpunkcyjnych było jej celowym zabiegiem. Hmmm....Mam wrażenie, jakby książeczka była pisana trochę "na kolanie", na fali popularności, kolejny poradnik-bestseller. W kółko o tym samym.
Nie raz miałam wrażenie, że Pawlikowska myli pojęcia, używa błędnie określenia "podświadomość". Jest to dla mnie dużym zgrzytem w tego typu lekturach.
Na pewno plusem jest spory przekaz pozytywnych myśli w końcowej części książki. Jednak to za mało, żeby polecić ją komuś, kto ma rzeczywiste problemy.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

64(344) Opowieści galicyjskie

Autor: Andrzej Stasiuk
Wydawnictwo: Czarne
Ocena: 4/6

Końcówka ubiegłego wieku. Dawny system chyli się ku schyłkowi. Upadają PGR-y, podstawa bytu.  I niejeden człowiek, który nie umie się odnaleźć w nowej rzeczywistości, chyli się ku upadkowi. Ale nie każdy. Są i tacy, którzy w "nowym" rozkwitają, tacy, którzy wychodzą z szarości i rozświetlają się kolorami niczym motyle. Zaczynają nowe życie. I takie dwa światy, tych upadających i tych rozwijających skrzydła, współistnieją w Galicji. A obok nich jeszcze widziadła.
Taką rzeczywistość opisuje Stasiuk w tej niezbyt grubej książeczce, podzielonej na krótkie rozdziały. Bohaterem każdego z nich jest ktoś inny. Łączy ich wspólne miejsce życia, mała miejscowość w Beskidzie Niskim. Autor stoi z boku, obserwuje, zmieniający się świat opisuje pięknym, poetyckim językiem.



czwartek, 18 sierpnia 2016

63(343) Trudne szczęście we dwoje

Autor: Ewa Klepacka-Gryz
Wydawnictwo: Axel Springer
Ocena: 3/6

Czy szczęście we dwoje łatwo jest osiągnąć? Na pewno nie. To lata kompromisów, prób zrozumienia, zmiany oczekiwań, nastawienia i to obu stron. Ale udaje się. Mimo, że mężczyźni i kobiety pochodzą z "całkiem innych bajek", jak próbuje udowodnić autorka. Wyciąga na światło dzienne mnóstwo różnic. Większość z nich jest bardzo schematycznych. Panie oczekują przysłowiowego kwiatka i zapewnień o miłości, czułych gestów i rozmów. A panowie...no cóż, mają swoje zabawki, pracę, a życie rodzinne jest u nich na dalszym planie. Uważają, że jeśli na wspólne konto wpływa ich pensja, owoc ciężkiej pracy, to jest to wystarczającym dowodem miłości. I tu zaczynają się zgrzyty...
Książka przypomina mi dawno wydaną "Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus", tyle, że bardziej współczesną wersję i przełożoną na polskie realia.
Zgrzytał mi schematyzm, tendencyjność, uogólnienia. Moim zdaniem z lektury mogą skorzystać nastolatki, albo młode kobiety wchodzące w związki. Może mężczyźni też, chociaż miałam wrażenie, że autorka zwraca się raczej do płci pięknej. Starsze osoby, z większym doświadczeniem, pewnie już wiedzą i bez czytania, że podstawą porozumienia w związku jest rozmowa, a nie domysły i przemilczenia, że czasem warto iść na kompromis, a na pewno warto poznać tą drugą osobę, jej oczekiwania, priorytety i charakter.

piątek, 12 sierpnia 2016

62(342) Szare śniegi Syberii

Autor: Ruta Sepetys
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena: 5/6

Bohaterką tej powieści mogłaby być każda nastolatka z okupowanych krajów zza naszej wschodniej granicy, a nawet z przygranicznych miast Polski. Lina ma kilkanaście lat, jej szczęśliwe dzieciństwo upływa w Kownie. Tata Liny jest rektorem uniwersytetu. Dziewczyna ma niezaprzeczalny talent do rysowania, zostaje nawet przyjęta na kurs w odległym Wilnie, gdzie pod okiem sławnych grafików ma szlifować swój warsztat. Ukochani rodzice, brat, kuzynka-najlepsza przyjaciółka, pierwsza platoniczna miłość i pierwszy zawód...Sielanka kończy się pewnej czerwcowej nocy 1941. Oficerowie NKWD wywlekają Linę, jej brata Jonasa i mamę z mieszkania z tym, co zdążyli spakować w ciągu 20 minut. Wsadzają ich, wraz z tysiącami innych Litwinów,  do bydlęcych wagonów. Tak rozpoczyna się długa podróż w nieludzkich warunkach na Syberię, a potem życie w obozie pracy. Rodzi się mnóstwo pytań: dlaczego właśnie oni? Co złego zrobili? Gdzie ich wywożą? Co ich czeka?
Lina przechodzi błyskawiczny kurs dojrzewania. Jest świadkiem śmierci noworodka w wagonie, którym jadą. Obłędu osieroconej matki, którą żołnierz bez skrupułów rozstrzeliwuje. Na Syberii kopie przez wiele dni dół, który prawie staje się jej grobem. Ciągły strach. Niepewność o losy Papy. Głód i praca ponad ludzkie siły. Ziąb. Nieludzkie warunki życia. Ale i wewnętrzny bunt przeciwko temu, co się dzieje. W tych niewyobrażalnie trudnych warunkach dziewczynę ratują przed załamaniem dwie rzeczy: obecność bliskich oraz sztuka. Lina, kiedy tylko może, rysuje to, co widzi. O to poprosił ją przy ostatnim spotkaniu między bydlęcymi wagonami Papa. Obiecał, że po tych rysunkach ją pozna i znajdzie.
Książka jest trudna w odbiorze. Tak nasycona emocjami, okrucieństwem, scenami, których żadne dziecko nie powinno widzieć, że nawet dorosłego czytelnika przeraża i przytłacza. Autorka, z pochodzenia Litwinka, główną bohaterką i równocześnie narratorką, uczyniła nastolatkę, co jeszcze potęguje przekaz.
Sepetys stworzyła niesamowitą gamę bohaterów. Każdy z nich jest bardzo wyrazistą, charakterystyczną postacią. Zbuntowana Lina, jej młodszy braciszek Jonas, który z dziecka ma stać się opiekunem, mama ukrywająca prawdę, by oszczędzać psychikę dzieci, przyjaciel Liny, , z którym w przyszłości zwiąże swe życie, łysy, cierpiący i zgorzkniały mężczyzna ze złamaną nogą, Ona zabrana prosto z porodówki z noworodkiem, którego nie umie wykarmić i skazuje na śmierć i wiele, wiele innych...Każda z tych osób stara się inaczej, na swój sposób radzić sobie z tym, co się dzieje.
Powieść napisana jest prostym językiem, pasującym do nastolatki. Krótkie zdania, krótkie rozdziały, niewiele opisów. A jednak każde słowo kipi od emocji, każde zdanie buduje obraz, który nie mieści się w głowie współczesnemu człowiekowi....W opowieść Liny, relację z tego, co przeżywała na bieżąco, wplecione są fragmenty jej wspomnień z domu przepełnionego miłością, ze szczęśliwego dzieciństwa, które minęło bezpowrotnie.
To utwór, który zapada głęboko w duszę i serce. Nie pozwala o sobie zapomnieć. Nie pozwala zapomnieć o tych wszystkich, którzy wyruszyli w podróż na koniec świata, przeżyli mnóstwo lat w obozach pracy, o tych, którzy do końca drogi nie dotrwali, albo zostali zagrzebani w szarych śniegach Syberii...

środa, 10 sierpnia 2016

61(341) Pół życia

Autor: Jodi Picoult
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Ocena: 4+/6

Luke jest biologiem. Bada życie wilków. Angażuje się tak intensywnie, że przez kilka lat żyje w stadzie z wilkami. Dla tych zwierząt porzuca swoją rodzinę. Jedynie córka, Cara, po rozwodzie rodziców, mieszka z ojcem i pomaga mu w opiece nad stadem.
Georgia, była żona Luka, do pewnego momentu akceptuje specyficzną pasję męża. Jednak pod wpływem jakiegoś wydarzenia małżonkowie rozstają się, a Georgia zakłada nową rodzinę.
Edward, syn Luka, w wieku 18 lat ucieka z domu. I to "na poważnie", bo do odległej Tajlandii, a z rodziną zrywa kontakt.
Lepiej lub gorzej poukładane klocki rozsypują się w dniu wypadku samochodowego. Cara wychodzi z niego ze złamaną łopatką i innymi drobnymi urazami. Jednak Luke, w wyniku wylewów do mózgu, zapada w śpiączkę i pozostaje w stanie wegetatywnym. Okazuje się, że jedyną osobą decyzyjną w jego rodzinie jest pełnoletni Edward, z którym od lat ojciec nie miał kontaktu. Chłopak przylatuje do Stanów z drugiego końca świata i staje przed najtrudniejszą decyzją swojego życia: czy odłączyć ojca od aparatury podtrzymującej życie. Zdecydowaną przeciwniczką jest jego siostra. I tak zaczyna się walka o życie ojca. Walka, której finał będzie miał miejsce w sądzie. Przy okazji wychodzą na jaw liczne rodzinne tajemnice, a wraz z odkrywaniem każdej z nich zmienia się obraz całej sytuacji.
Powieść porusza bardzo trudny temat osób będących w stanie wegetatywnym oraz przeszczepów narządów. Pozwala zastanowić się, jak czytelnik zachowałby się w sytuacji bohaterów, jaką podjąłby decyzję.
Książkę czyta się bardzo szybko. Jest dobrze napisana, nie "przegadana", akcja to czy się wartko. Jak zwykle u Picoult, narratorami w kolejnych rozdziałach są poszczególni bohaterowie, dzięki czemu sytuację poznajemy z różnych perspektyw.



wtorek, 9 sierpnia 2016

60(340) Domy na piasku. Domy dziecka

Autor: Marek Andrzejewski
Ocena: 4+/6
Wydawnictwo: Media Rodzina

Marek Andrzejewski przez wiele lat był wychowawcą w państwowym domu dziecka. W książce porusza wiele kontrowersyjnych tematów, które dotykały go w trakcie pracy. Dzieli się doświadczeniami z codziennego życia placówki.
Patrząc na dzieci mieszkające w domu dziecka, każdy z nas ma różne odczucia, od lęku, bo to patologia i chuligani,po litość, bo biedne sierotki. Autor obala wiele mitów. Zwraca uwagę, że to przede wszystkim młodzi ludzie, odrzuceni przez najbliższych, samotni, czasem zbuntowani, zagubieni. Ludzie, którzy mimo, że są jeszcze dziećmi, muszą zmierzyć się z sytuacją,jaka przerosłaby niejednego dorosłego. Wyrwani ze swojego środowiska, postawieni w obcym miejscu, które wcale nie zasługuje na miano domu. Bo żadne z tych dzieci nie czuje się tu jak u siebie. Czy ktoś z nas zastanowił się kiedykolwiek, jakie znaczenie ma dla tych dzieci poranna, serdeczna pobódka? Albo wspólne robienie kolacji?
Autor próbuje również rozliczyć nie zawsze dobrze działający system opieki społecznej. Współpraca z rodzinami biologicznymi, traktowanymi jak niewarta uwagi patologia-czy słusznie można z góry założyć, że dziecku wszędzie będzie lepiej niż w rodzinnym domu? Czy rzeczywiście nie lepiej byłoby pomóc tym ludziom wyjść z kryzysu i odbudować podstawową komórkę społeczną?
Także dobór personelu placówek poddany jest analizie i krytyce. Jednak Autor nie potępia zachowań tych osób, dla których opieka nad dziećmi jest po prostu pracą. Są wśród nich i tacy, którzy traktują ją jak powołanie, próbują pomóc mimo ograniczonych możliwości i trudnych warunków.
Dzięki Autorowi poznajemy kilka historii i sytuacji "z życia wziętych". Jednak z szacunku dla bohaterów nigdzie nie pada ich prawdziwe imię czy jakiekolwiek szczegóły mogące pomóc w identyfikacji.
Książka została napisana ponad 10 lat temu. Myślę, że przez ten czas zmieniły się zarówno przepisy dotyczące opieki zastępczej, stosunek społeczeństwa do dzieci z domów dziecka jak i sposób postrzegania rodzin biologicznych tych dzieci. Wzrosła świadomość znaczenia współpracy z rodzicami i konieczności pomocy.
Jako osobie współpracującej z domem dziecka książka uzmysłowiła mi wiele szczegółów dotyczących odczuć czy powodów zachowań ich wychowanków, których nie zawsze byłam świadoma. Uważam ją za ważną pozycję dla osób, które w jakikolwiek sposób zajmują się tym tematem. Tym bardziej, że książka napisana jest bardzo przystępnym językiem, daleka od grania na emocjach, konkretna i spójna.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

59(339) Wzgórze dzikich kwiatów

Autor: Kimberley Freeman
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena: 5


Lata 30-te XX wieku, Anglia. Beattie jest inna niż wszystkie kobiety. Jawnogrzesznica. Wyklęta. Jeszcze przed dziewiętnastymi urodzinami zachodzi w ciążę ze swym żonatym, dużo starszym kochankiem. Pochodzi z ubogiej rodziny, stara się zarabiać na życie, jednak na wieść o ciąży pracodawczyni wyrzuca ją z pracy. Także matka nie jest w stanie zaakceptować odmiennego stanu córki i wyrzuca ją z domu. Zrozpaczona dziewczyna trafia do przytułku dla takich jak ona, skąd wyciąga ją przyszły ojciec dziecka. Razem wyruszają do odległej Australii, gdzie rodzi się Lucy, ich córka i całą małą rodziną, okrytą niechlubną tajemnicą grzesznej przeszłości, próbują ułożyć sobie życie. Jednak Henry, do tej pory idealizowany kochanek,okazuje się zaborczym tyranem, hazardzistą i pijakiem. Po kilku latach życia na skraju ubóstwa Beatti postanawia uciec z córką. Po długiej i trudnej podróży znajduje pracę na owczej farmie Wzgórze Dzikich Kwiatów, która jest własnością nieodpowiedzialnego młodego arystokraty. Zawiła sytuacja prowadzi dziewczynę do desperackiej decyzji: rzuca swemu pracodawcy wyzwanie. Wygraną w pokera ma być albo noc spędzona z mężczyzną, gdy przegra, albo darowanie jej posiadłości, gdy wygra. I tak staje się właścicielką Wzgórza dzikich kwiatów. Niestety, to nie koniec problemów w jej życiu. Henry, do którego wróciła żona i wciągnęła go z powrotem na drogę przyzwoitości, chce odebrać Beatii córkę, którą bardzo kocha. Na drodze Beatti staje też Charlie, zarządca farmy, Aborygen, obiekt zakazanej miłości....
Po latach, po opuszczeniu farmy w tragicznych okolicznościach, Beatti zostaje żoną dyplomaty, matką dwójki dzieci, projektantką ubrań i właścicielką znanej marki, osobą poważaną i szanowaną. Jednak nikt nie zna jej tajemniczej, tragicznej przeszłości...
Początek XX wieku. Emma, wnuczka Beatti, jest znaną tancerką, oddaną w pełni swej pracy. Gdy ulega wypadkowi przekreślającemu dalszą karierę, a narzeczony ją porzuca, postanawia wrócić do rodzinnej Australii. Tam dowiaduje się o spadku, jaki zostawiła jej ukochana babcia: Emma staje się właścicielką Wzgórza dzikich kwiatów. Jedzie na farmę w dalekiej Tasmanii z zamiarem uprzątnięcia pamiątek po babci i sprzedaży posiadłości. Jednak w miarę rozpakowywania pudeł natrafia na coraz więcej elementów tajemniczego życia Beatti. Postanawia rozwiązać zagadkę. Jej pobyt się przedłuża, a przy okazji dziewczyna w samotności dojrzewa do innego życia, niż wiodła dotychczas. Zaczyna odkrywać, co tak naprawdę jest dla niej ważne...
Na pierwszy rzut oka to banalne, babskie czytadło. Jednak to porywająca opowieść o silnej kobiecie, która prawie 100 lat temu musiała samodzielnie i samotnie stawić czoła wielkim, życiowym wyzwaniom. Zawsze starała się działać dobrze, rozważnie i uczciwie. Jednak konsekwencje swoich decyzji musiała ponosić do końca życia.
Czytając o życiu Beatti nie raz w oku kręci się łza, jak bardzo los działał przeciwko tej kobiecie. Powieść przepełniona jest emocjami młodej, samotnej dziewczyny, która pragnie komuś zaufać, chce mieć w kimś oparcie. Jednak kolejne, najbliższe osoby zawodzą, a ona z tej, o której inni mogą decydować, coraz bardziej staje się tą, która sama decyduje o sobie.
Narracja prowadzona jest dwutorowo: rozdziały pisane w trzeciej osobie o losach Beatti przeplatają się z tymi o Emmie, gdzie opowieść jest pierwszoosobowa.
Mimo, że książka liczy sobie 500 stron, czyta się ją bardzo szybko i trudno się od niej oderwać.

wtorek, 2 sierpnia 2016

58(338) Najcenniejszy dar

Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 3+/6

Richard jest młodym biznesmenem, ojcem i mężem. Dopiero rozkręca swoją firmę wypożyczającą stroje na eleganckie okazje, dlatego finansowo rodzinie niezbyt dobrze się wiedzie. Gdy żona Richarda znajduje ogłoszenie w gazecie o tym, że starsza pani poszukuje rodziny do pomocy w domu w zamian za mieszkanie w wiktoriańskim domu, nie wahają się zbyt długo. I tak poznają Mary, która szybko staje się przyjaciółką i przyszywaną babcią. Na strychu starego domu Richard znajduje starą szkatułkę, a w niej kilka listów miłosnych. Domyśla się, że Mary ma jakąś tajemnicę. Wkrótce potem, tuż przed pierwszym wspólnym Bożym Narodzeniem, wychodzi na jaw, że Mary jest ciężko chora, a w same święta umiera. Jednak wcześniej zadaje młodemu, zabieganemu mężczyźnie trudne pytanie: co było pierwszym darem w pierwsze Boże Narodzenie? Gdy tajemnica Mary ujrzy światło dzienne, Richard uświadamia sobie, co chciała mu przekazać starsza pani.
To typowy ckliwy, amerykański wyciskacz łez. Podobno to pierwsza powieść Evansa, od której zaczęła się jego błyskotliwa kariera pisarska. Książeczka jest mała i cieniutka, do przeczytania w godzinkę.
Mimo, że jest co cna przewidywalna, napisana nieco sztucznie, naiwna i grająca na emocjach, zostawia po sobie jakiś delikatny ślad w sercu. Odpowiedź na pytanie Mary każe się na chwilkę zatrzymać i zastanowić...



poniedziałek, 1 sierpnia 2016

57(337) Wilczy brat

Autor: Michelle Paver
Wydawnictwo: W.A.B.
Ocena: 4+

Pierwszy tom sagi Kroniki pradawnego mroku.
Tysiące lat temu. Ludzie żyją  podzieleni na klany. Polują, szyją odzież se skór, zbierają owoce lasu.  Pewnego dnia w puszczy pojawia się niedźwiedź. Okazuje się, że nie jest to zwyczajne zwierzę, lecz demon uwięziony przez tajemniczego czarownika w ciele ogromnego czworonoga.
Torak ma 12 lat. Poznajemy go pochylonego nad ojcem umierającym w wyniku ataku niedźwiedzia. Mężczyzna wymusza na synu obietnicę, że odnajdzie Ducha Góry. Równocześnie kryje przed nim jakąś tajemnicę. Chłopak rusza w niebezpieczną podróż przez puszczę. Towarzyszy mu poznany w drodze młody Wilczek. Niespodziewanie okazuje się, że Torak, należący do Klanu Wilka, umie się z nim porozumieć. Wilk ma być jego przewodnikiem. Torak trafia w ręce przedstawicieli Klanu Kruka, którzy widzą w nim Słyszącego. Grozi mu śmierć, gdyż ludzie boją się jego mocy i umiejętności. Z drugiej strony chłopak jest jedyną osobą, która zgodnie z Przepowiednią, może uratować świat od niedźwiedzia-demona. W ucieczce  z obozowiska pomaga mu młodziutka Renn.Stopniowo wyjawia mu zasłyszane elementy tajemnicy, którą ojciec skrzętnie chronił przed synem. Początkowo wrogo do siebie nastawieni, wraz z upływem czasu i kolejnymi niebezpieczeństwami nabierają do siebie zaufania i budują zaczątki przyjaźni.
Książka od pierwszej strony trzyma w napięciu. Akcja jest niezwykle wartka, obfituje w mrożące krew w żyłach przygody. Na różne sytuacje możemy spoglądać z różnych punktów widzenia, raz oczami Toraka, raz Wilczka, a czasem Renn.
Autorka stworzyła niesamowity, baśniowy, pradawny świat, opisy są zachwycające! Skupiła się na wielu szczegółach, dzięki czemu łatwo można sobie wyobrazić przedstawione miejsca, wręcz czuje się zapach dymu z ognisk czy słyszy szelest poruszanych wiatrem traw.. Również bohaterowie przedstawieni się w sposób bardzo ciekawy, ich różnorodność zdecydowanie czyni akcję jeszcze atrakcyjniejszą. Główne postacie przechodzą pozytywną przemianę, co wyraźnie jest zaznaczone. Zdecydowanie daje się zauważyć znajomość antropologii przez Autorkę. Sytuacje, zachowania ludzi, ich sposób życia są bardzo prawdopodobne.
Kolejne rozdziały opatrzone są nie tytułem a małym, symbolicznym szkicem, który wskazuje na to, o czym przeczytamy.
Jedyne, co mogę powieści zarzucić, to trochę za prosty język. Barwny, piękny, ale zabrakło mi w nim takiej głębi. Ale być może powodem tego jest fakt, że po powieść sięgnęłam zaraz po skończeniu Hobbita, może w takim zestawieniu porównanie wypadło blado? Poza tym nie zapominam o tym, że docelowym odbiorcą ma być młody czytelnik, którego oczekiwania są nieco mniejsze;)
Zdecydowanie mam zamiar kontynuować lekturę cyklu, a tym bardziej moją przygodę ze światem fantasy:)


piątek, 29 lipca 2016

56(336) Planeta dobrych myśli

Autor: Beata Pawlikowska
Wydawnictwo: G+J
Ocena: 4+/6

 Oto, co Autorka pisze o Planecie:
„Planeta dobrych myśli” powstała znienacka. Podczas letnich popołudni, kiedy chwytałam za pióro i rysowałam. A na innych kartkach ołówkiem notowałam to, co samo układało się w akapity i zwrotki. Zaczęłam publikować te myśli na Facebooku. Dwieście lajków. Pięćdziesiąt udostępnień. Tydzień później tysiąc lajków i pięćset udostępnień.
I wszyscy pytali: kiedy to się ukaże jako książka?
Proszę bardzo – oto jest.
"Planeta dobrych myśli".

Wszystko to, w co wierzę i czego jestem pewna. To, co uznaję za 100% prawdę na podstawie wszystkiego, co wiem o życiu i o świecie.
A ponieważ długo szukałam mojej drogi i sposobu, żeby stać się szczęśliwym człowiekiem, naprawdę wierzę w to, co piszę i wiem to z najlepszego źródła – czyli z mojego własnego doświadczenia.
Warto zmieniać swój sposób myślenia na pozytywny.
Warto ćwiczyć pozytywne myślenie.
Warto nauczyć się żyć bez strachu, uwolnić się od przesądów, uprzedzeń i ograniczeń.
Warto być dobrym i uczciwym.
To, co myślę o sobie i o świecie, który mnie otacza, przekłada się na to, jak wygląda moje życie.

Beata Pawlikowska

To rzeczywiście zbiór myśli. Pozytywnych, motywujących. Niektórym pomoże ułożyć sobie w głowie pewne tematy. Innym przypomni to, co już kiedyś zrozumieli. O tym, że warto i można być szczęśliwym. Bez analizowania. Bez konieczności udowadniania swoich racji i stawiania zawsze kropki nad i. Bez walk z wrogami. Bez roztrząsania wciąż na nowo swojej trudnej przeszłości. Bo żyje się tu i teraz. Warto się tego nauczyć, by zacząć cieszyć się życiem.
Forma książki jest nietypowa. To zbiór zapisek, krótszych, dłuższych myśli, opatrzonych rysuneczkami autorstwa pani Pawlikowskiej. Co jakiś czas pojawiają się strony z rysunkiem planety Dobrych Myśli do wypełnienia przez czytelnika:)
Mnie się książeczka podoba. Zaglądam sobie do niej często, czytam kawałek, pomyślę, uśmiechnę się i idę dalej.

czwartek, 28 lipca 2016

55(335) Ostatni całus dla mamy

Autor: Casey Watson
Wydawnictwo: Amber
Ocena: 4+/6


Casey Watson od lat jest rodziną zastępczą dla wielu skrzywdzonych dzieci. Tym razem pod jej dach trafia 14-letnia Emma, która jest już mamą malutkiego Romana. Dziewczyna nigdy nie zaznała miłości i bezpieczeństwa, dlatego szuka ich w ramionach dealera narkotyków. Mężczyzna zdążył spłodzić jej dziecko zanim trafił do więzienia, a i stamtąd próbuje sterować jej życiem i uzależniać ją w pełni od siebie. Emma próbuje jak najlepiej opiekować się malutkim Romanem, pod czujnym okiem Casey, tak, by nie dawać powodów opiece społecznej do odebrania dziecka. Jednak gdy narzeczony wychodzi z więzienia, zaczątki stabilizacji w życiu Emmy legną w gruzy. Dziewczyna zaczyna pić, zapomina o dziecku, które zostawia pod opieką Casey. Jak można się domyślić, Roman dość szybko zostaje odebrany młodocianej mamie i trafia do innej rodziny zastępczej. A Emma po raz kolejny zachodzi w ciążę...Czy uda jej się odzyskać synka i zamieszkać z dwójką swoich dzieci w mieszkaniu socjalnym?
Autorka szczegółowo opisuje swoje zmagania ze zbuntowaną nastolatką. Mimo, że posługuje się dość prostym językiem, umie nasączyć powieść mnóstwem emocji. Czytelnik staje się obserwatorem przemian dziewczyny i karkołomnych działań Casey, by pomóc jej się usamodzielnić. Przyznaję, że nie raz podziwiałam autorkę za cierpliwość i wytrwałość!
Książkę czyta się bardzo szybko, jednak jest bardzo podobna do wszystkich pozostałych tej autorki, jak i innych należących do kategorii relacji z działalności rodzin zastępczych.


środa, 27 lipca 2016

54(334) Pani zyskuje przy bliższym poznaniu. Krystyna Janda w rozmowie z Katarzyną Montgomery

Autor: Krystyna Janda, Katarzyna Montgomery
Wydawnictwo:
Ocena: 4+


Muszę przyznać, że za Jandą nie przepadam. Jako aktorka jest świetna, ale jej głos, śmiech, żywiołowe zachowanie-drażnią mnie, męczą. Jednak sięgnęłam po przepastną księgę w twardej okładce (ponad 500 stron!) z jej twarzą na okładce. Zaintrygowana tytułem chciałam sprawdzić jego prawdziwość. Rzeczywiście, po lekturze pani Janda nieco zyskała przy bliższym poznaniu;)
Książka napisana jest bardzo fajnie. Dużą jej część stanowi wywiad-rozmowa autorek. Oprócz niej cytowane są wypowiedzi aktorki z różnych artykułów, jej felietony, a nawet fragmenty jej dziennika. Znajdziemy tu również sporo zdjęć, zarówno tych pochodzących z domowych, rodzinnych zasobów, jak i z archiwów różnych gazet.
To wszystko składa się na barwną, porywającą opowieść o barwnym życiu aktorki. Wspomnienia z wczesnego dzieciństwa, z czasu studiów, opowieści z planów filmowych, wrażenia z ról teatralnych. Bardzo osobiste wyznania dotyczące drugiego męża-miłości jej życia, jego odchodzenia, jej żałoby. Opowieści o przyjaźniach. Relacje z czasu budowania własnego teatru. I takie zwyczajne, życiowe historie domowe, o dzieciach, o gosposiach, o zwierzętach.
Mimo wielkiej objętości książkę czyta się szybko, za sprawą tej dużej ilości zdjęć. Tekst nie jest jednolity i nużący, wprost przeciwnie - poszatkowany, z wtrąceniami, porywa jak bystra rzeka. Minusem jest wkradający się chwilami chaos, autorki przeskakują w czasie raz w przód, raz w tył i trzeba dokładnie patrzeć na daty cytowanych artykułów czy dziennika, by nie pogubić się w chronologii.
Polecam, nie tylko miłośnikom Jandy, ale także tym, którzy jak ja dają jej szansę na bliższe poznanie;)

wtorek, 26 lipca 2016

53(333) Mała wielka podróż

Autor: Rosie Swale-Pope
Wydawnictwo: Hachette Polska
Ocena: 4/6

Po długiej chorobie i śmierci ukochanego męża Rossie nie poddaje się rozpaczy, nie zamyka w czterech ścianach. Postanawia podjąć niezwykłe wyzwanie. Chce obejść kulę ziemską i szerzyć w ten sposób wiedzę na temat profilaktyki i raka. Wyrusza ze swego domu w Walii i wraca do niego po pięciu trudnych latach. Część trasy przebiegła, gdyż ma duże doświadczenie w tej dziedzinie. Resztę przemaszerowała. Spała głównie pod namiotem, na pustkowiach. Czasem wędrowała głównymi trasami, czasem małymi ścieżkami leśnymi. Swój dobytek najpierw niosła na plecach, potem ciągnęła w wózku zmontowanym na potrzeby wyprawy. W książce opisuje swoje przeżycia.
Robi to w sposób zwięzły i dość konkretny. Nie ma tu zbędnych opisów miejsc czy przyrody. Autorka skupia się raczej na spotkaniach z ludźmi, na życzliwości, która ją spotyka z ich strony. Wspomina o kilku niebezpiecznych przygodach: spotkaniu z wilkiem, niedźwiedziem czy pijanymi mężczyznami. Nie pomija też opisów sprzętu, jaki otrzymywała od sponsorów, wysokiej jakości specjalistycznej odzieży, namiotu czy kuchenki, które ratowały jej życie na Syberii czy Alasce. Książka zawiera opis trasy, jaką przebyła Rossie, ale także sporo szczegółów z niecodziennej codzienności. Gotowanie herbaty z kory, czy kolejne zdarte buty.
Książkę czyta się ciekawie, mnie fascynowała determinacja, odwaga i radość życia tej niemłodej już kobiety. Niektóre sytuacje wydawały mi się mało wiarygodne, ale czy mam prawo dyskutować? Mogę najwyżej pozostać ze swoimi wątpliwościami.
Momentami lektura stawała się nieco monotonna, a to za sprawą powtarzalności problemów. Jednak Autorka, mimo oszczędnego, reporterskiego stylu pobudza wyobraźnię. Tekst uzupełnia kilkoma zdjęciami z własnego archiwum, dzięki którym jeszcze lepiej można się wczuć w jej przeżycia. Aż by się chciało wyruszyć na wyprawę, choć nie tak ekstremalną;)



poniedziałek, 25 lipca 2016

52(332) Hobbit czyli Tam i z powrotem

Autor: J.R.R. Tolkien
Ocena: 6/6




Czy wśród miłośników książek znajdzie się ktoś, kto nie zna Hobbita, kto o nim nie słyszał? Ja dopiero teraz sięgnęłam po to kultowe dzieło Tolkiena, Mistrza fantasy. Co więcej, to chyba jedna z pierwszych w ogóle powieści z tego gatunku w moim dość już długim życiu!
Bilbo Baggins wiedzie spokojne, szczęśliwe życie w swojej przytulnej norce. Do dnia, w którym u progu zjawia się Gandalf, a zaraz za nim cała grupa krasnoludów. To wydarzenie rujnuje cały poukładany świat hobbita. Ma on wyruszyć z krasnoludami na wielką przygodę pod przewodnictwem Thorina. To wyzwanie całkiem sprzeczne z naturą hobbita. Nikt nie może mu nawet zagwarantować, czy wróci szczęśliwie do swej norki. Jedno jest pewne: jeśli wróci, to bardzo odmieniony.
Dawno temu krasnoludy żyły szczęśliwie i dostatnio. Aż do dnia, kiedy smok Smaug zniszczył ich miasto i zawładnął skarbem, którego strzeże do dziś. Kompania dwunastu krasnoludów wraz z hobbitem, który ma być włamywaczem, rusza w pełną przygód podróż, by pokonać smoka i odzyskać należne Thorinowi dobra.
Powieść napisana jest rewelacyjnie. Tolkien stworzył niezwykle plastyczny, barwny świat, pełen czyhającego zła i trudnych sytuacji. Dla mnie opowieść o przygodach hobbita i krasnoludów jest piękną alegorią życia człowieka, codziennych zmagań, mierzenia się ze swoimi słabościami, wewnętrznych przemian, poznawania samego siebie. Bilbo wyruszając na przygodę był stworzeniem zamkniętym w swojej norce, zasklepionym w przyzwyczajeniach, nawykach, osiadłym w swej strefie komfortu. Pokonując kolejne przeszkody, ratując krasnoludy z opresji zaczyna wierzyć w siebie, w swoje możliwości, staje się coraz wytrwalszy i rzutki.
Czy żałuję, że wcześniej nie sięgnęłam po tę książkę? Nie. Myślę, że jako osoba dawno dorosła, z własnym bagażem doświadczeń czytałam ją zupełnie inaczej, niż nastolatek.
To powieść, którą można czytać wielokrotnie i za każdym razem wyczytać coś nowego.
Mam przeczucie, że Hobbit otworzył nowy rozdział w moim czytelniczym życiu, przygodę ze światem fantasy, w którym chyba nigdy dotąd nie byłam:)

sobota, 16 lipca 2016

51(331) Chata Magoda. Ucieczka na wieś

Autor: Jagoda Miłoszewicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena: 5/6

Zaczęło się od tego, że kiedyś, przez przypadek trafiłam na bloga pani Jagody i...zostałam:) Kilka lat temu byłam w Bieszczadach i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Dlatego ten blog był lekarstwem na smutki, ucieczką od szarości i hałasu codzienności. A do tego wspaniały styl pisania pani Jagody, przepełniony ciepłem, spokojem, szczęściem i miłością płynącymi z jej osoby.
Z tego bloga narodziła się książka. Równie piękna, wspaniała, zachwycająca.
Autorka dzieli się z nami kawałkami swojego życia. Zaczyna od momentu, gdy wraz z mężem przenieśli się w Bieszczady ze Szczecina i zaczęli remontować drewnianą, wiekową chatę. To nie tylko iście reporterskie wspomnienia, ale także spora garść przydatnych porad. W ten sposób powstało miejsce niezwykle klimatyczne, tytułowa Chata Magoda. Gospodarze zaczęli w niej prowadzić gospodarstwo agroturystyczne, przyjmować gości, otoczyli się zwierzętami, założyli przydomowy ogród.
Dalej znajdziemy mnóstwo historii "z życia wziętych", opowiedzianych z humorem i radością. Nie zabraknie przepisów na domowe potrawy, bo pani Jagoda wyczarowuje w kuchni niesamowite proste, zdrowe dania ze składników "własnej produkcji", m.in. produkuje sery, przetwory. Bohaterami książki są też domowe zwierzęta, goście, przyjaciele i oczywiście bieszczadzka, niezapomniana przyroda.
Jednak nad tekstem przeważają chyba zdjęcia. Zapierające dech w piersiach, takie, które zapadają w pamięć i serce. Chciałoby się rzucić wszystko i uciec na przykryte mgłą połoniny!
Ta książka to opis drogi do odnalezienia swojego szczęścia. Dowód na to, że można spełnić swoje marzenia i żyć tak, jak się zawsze chciało. A także na to, że można się cieszyć każdym dniem, każdą chwilą, w każdej rzeczy dostrzec piękno.
Książka jest pięknie wydana. Duży format, wysokiej jakości papier, twarda okładka i wyraziste zdjęcia sprawiają, że nie przejdzie się obok niej obojętnie:)Czytając ją i oglądając mam wrażenie, że jestem mile widzianym gościem:)

piątek, 15 lipca 2016

50(330) Do Santiago. O pielgrzymach, Maurach, pluskwach i czerwonym winie

Autorzy: Emilia i Szymon Sokolikowie
Wydawnictwo: Carta Blanca
Ocena: 4/6


Młode małżeństwo, Emilia i Szymon, wyruszają na pieszą pielgrzymkę do Santiago szlakiem Camino de Santiago - drogą świętego Jakuba. niespełna 30 dni marszu opisali w liczącej prawie 400 str książce. Oprócz własnych obserwacji, doświadczeń, przemyśleń zawarli tu fragmenty historii szlaku, legendy z nim związane,opisy miejsc. Na końcu znajduje się praktyczny poradnik dotyczący różnych aspektów pielgrzymowania: jaką wybrać trasę, jak zadbać o zdrowie, co ze sobą zabrać, gdzie nocować. Na pewno pomocna jest również lista linków do różnych stron.
Czy książka jest ciekawa? Ogólnie sama wędrówka jest na pewno wspaniałą przygodą. Jednak Autorzy za dużo miejsca poświęcili na opisywanie osobistych drobiazgów. Schemat każdego dnia jest bardzo podobny, dlatego dość szybko książka zaczyna nużyć. Wstaliśmy przed świtem, przeszliśmy tyle i tyle km, tu siedliśmy na posiłek, bolą nas nogi, buty uwierają, odcisk się zrobił. Wieczorem doszliśmy do schroniska, śpimy na sali z 10 osobami, kolejka do łazienki. I tak w kółko.
Myślę, że książka jest ciekawsza dla osób, które pokonały Drogę Św. Jakuba, gdyż dużo jest tu ciekawych opisów miejsc, ich historii. Widać, że Autorzy szli dobrze przygotowani. Dla planujących pielgrzymkę na pewno przydatne będą praktyczne informacje dotyczące miejsc noclegowych, przejść itd.
Mnie czytało się dość żmudnie i od pewnego momentu już dość nudno...

czwartek, 14 lipca 2016

49(329) Na rozstaju dróg

Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 3/6


Ciąg dalszy opisu wędrówki Alana, głównego bohatera i narratora cyklu powieści "Dzienniki pisane w drodze".
Tym razem trafiamy na moment, kiedy Alan po przebytym napadzie przebywa w szpitalu. Odwiedza go przypadkowo spotkana w drodze kobieta, nazywająca siebie Angel. Imię to raczej wybrane zostalo nieprzypadkowo. Kobieta deklaruje Alanowi swą pomoc i przygarnia go pod swój dach na czas rekonwalescencji.
Z historią Alana przeplatają się opowieści o innych, napotkanych osobach. Sporo miejsca zajmuje też tajemnicza Angel. Jest tu na tyle dużo wspomnień mężczyzny, że nie czytając pierwszej części cyklu czytelnik doskonale wie, o co chodzi.
Kolejna letnia, tkliwa, grająca na emocjach powieść. Może nieco mało realistyczna? Ale i takie są potrzebne na upalne popołudnie;)

środa, 13 lipca 2016

48(328) Dotknąć nieba

Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 3/5


Alan ma wszystko, o czym może marzyć młody mężczyzna: własną firmę reklamową, a w niej przyjaciela-wspólnika, dom za dwa miliony dolarów, wspaniałą żonę, sportowe samochody i zagraniczne wakacje. Wszystko zawala się, gdy kobieta spada z konia i łamie kręgosłup. Wspólnik Alana zakłada własną firmę i zabiera wszystkich klientów i pracowników, żona umiera z powodu sepsy, dom i samochody zabierają komornicy. Alan zostaje sam i bez niczego. I wtedy postanawia wyruszyć w podróż, przejść pieszo w poprzek Stanów Zjednoczonych. Ta wędrówka ma być ucieczką, zapomnieniem, przeżyciem wewnętrznym. Jednak tych przemian wewnętrznych i głębszego sensu nadaremno w powieści szukałam.
Moje zniechęcenie zaczęło się od złości na nieodpowiedzialność i naiwność bohaterów. Gdy tylko firma Alana zaczęła dobrze prosperować i przynosić pierwsze dochody, ustawili swoje życie ponad stan, kupili rezydencję za grube pieniądze, sportowe auta, konie, a wszystko to na kredyty. Szybko okazało się, że bohaterowie słabo potrafią zarządzać pieniędzmi i środków na spłaty rat jakby brakuje...Finałem było wtargnięcie przedstawicieli banku i zajęcie nieruchomości, a Alan z milionera stał się bezdomnym...
Potem doszło znudzenie opisami podróży. Mdłe, nudne, bez wyrazu. Co gdzie jadł, jaką drogą przeszedł ile kilometrów, kogo spotkał w którym barze...A gdzie przemyślenia, wewnętrzna przemiana???
Każdy rozdział rozpoczyna nagłówek będący cytatem z dziennika głównego bohatera, będącego równocześnie narratorem. Jedynie te kilka linijek często ma jakąś głębię, zachęca do zatrzymania się i zastanowienia.
Równocześnie książka jest napisana lekko, czyta się ją błyskawicznie. Przynajmniej nie zabierze dużo czasu, może być przerywnikiem między bardziej ambitnymi lekturami;)
To pierwszy tom cyklu "Dzienniki pisane w drodze".

czwartek, 7 lipca 2016

47(327) Florystka

Autor: Katarzyna Bonda
Wydawnictwo: Videograf
Ocena: 4/5


Hubert Meyer był najlepszym profilerem w kraju. Jednak w trakcie jednego ze śledztw popełnił błąd i zrezygnował z dalszej pracy. Po śmierci rodziców osiadł w odziedziczonym domku w głuszy, zaniedbał się strasznie i próbował zapomnieć o życiu. Jednak dawny przyjaciel prosi go o pomoc w odnalezieniu 9-letniej dziewczynki. Gdy jej ciało zostaje znalezione na cmentarzu, główną podejrzaną staje się miejscowa florystka, a sprawa zostaje powiązana z zabójstwem 11-letniego syna kobiety.
To moje pierwsze spotkanie z prozą Katarzyny Bondy. Książka jest ciekawa, ale wg mnie zbyt rozwlekła. Akcja długo się rozkręca, a potem jest nieco przegadana.
Powieść jest mroczna, nie brak w niej brutalnych, szczegółowych opisów z miejsc zbrodni. Dodatkowo pojawiają się elementy metafizyki i chorób psychicznych.
Czyta się dobrze, ale jak dla mnie za ciężki kaliber na pogodne letnie dni.

niedziela, 3 lipca 2016

46(326) Nie lubię kotów

Autor: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena: 5/6
Sześć osób, sześć historii splecionych ze sobą.
Wojtek, trzydziestokilkulatek, ma dwa życia. Jedno w Polsce, gdzie w weekendy stara się być mężem i ojcem. W penthousie ma wieść szczęśliwy, wreszcie wystawny żywot, ma spełniać swe marzenia, czego nie doświadczał w dzieciństwie. Drugie życie, w Niemczech, to awans zawodowy w nagrodę za lojalność wobec firmy. Cały tydzień pracuje w wielkiej korporacji, dowożony taksówką, wciśnięty w ekskluzywny garnitur, w porze lunchu spotyka się z kochanką w dogodnej restauracji. Czy jest szczęśliwy? Ileż można żyć w zakłamaniu?
Karolina-trzydziestoczteroletnia, pracuje w wydawnictwie. Czuwa przy łóżku umierającego ojca, którego kocha bezwarunkowo. Nie umie ułożyć sobie życia osobistego, gdyż jedyny mężczyzna,którego kocha, nie chce odwzajemnić jej uczuć. Kiedy okazuje się, że po jedynej wspólnie spędzonej nocy jest w ciąży, wie, że musi podjąć najtrudniejszą decyzję swojego życia. Czy jej dzieciństwo było rzeczywiście takie idealne?
Daniel-brat Karoliny. Zawsze „ten gorszy” w oczach ojca, nigdy nie dorastający do jego oczekiwań. Jako dziecko nie raz życzył ojcu śmierci, ale teraz, gdy ta stała się namacalnym faktem, wpada w przerażenie. Bo do tej pory wszystko robił po to, by ojcu zaimponować...
Dagma przyjechała do stolicy z malutkiego miasteczka, by spełnic swe marzenia, zrobić karierę. I gdy stanęła na jej progu, poznała Daniela. A ten nie miał skrupułów, by dla udziałów w kancelarii adwokackiej „sprzedać” ją i ich związek...Została zdradzona, bez pracy, ale nie sama, bo pod jej sercem rosła wspólna córka.
Konrad, ekskluzywny ćpun, który białym proszkiem szczęścia zagłusza śmierć brata, niespełnioną miłość, rekompensuje pokładane w nim nadzieje rodziców. Mistrz noszenia masek.
Malina – żona Wojtka. Zamknięta w złotej klatce matka, weekendowa żona, zdradzana kobieta. Coraz głębiej wpadająca w przepaść samotności i rozpaczy.
Prawdziwy aż do bólu obraz współczesnego pokolenia trzydziestolatków. Wiecznych dzieci, które nie potrafią lub nie chcą dorosnąć. Ludzi, którzy życiem na pokaz, plastikowym i szklano-metlaicznym luksusem pokrywają swoje zagubienie i wewnętrzne zranienia. Warszawska elitka, która nie umie wyprostować swojego poplątanego życia....
Powieść pełna niedomówień, każda z historii ma otwarte zakończenie, czytelnik nie wie, jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. Ich wzajemne relacje też poznajemy etapami, powoli odkrywają się karty, ukazujące, że nikt nie jest tym, za kogo go uważamy od początku.
Treść doskonale podkreśla styl powieści, język bez zbędnych upiększeń, prosty i zwięzły. A jednak zdania aż kipią od emocji.
Nie jest to książka łatwa i przyjemna, jej tematyka każe się zastanowić nad życiem. Na szczęście opisywany tu świat odległy jest od mojego, może tym bardziej przerażający i zasmucający...

czwartek, 23 czerwca 2016

45(325) Ukryte terapie. Czego ci lekarz nie powie

Autor:  Jerzy Zięba
Ocena:  3/6
Wydawnictwo: Egida

Sama nie wiem, co o tej książce napisać. Z jednej strony: zgadzam się z większością poglądów Autora. Z drugiej: sama książka napisana jest fatalnie!
Pan Zięba, naturopata, zaczyna od ataku na lekarzy, firmy farmaceutyczne i medycynę akademicką ogólnie. Dowodzi, że firmy te działają zgodnie z prawami rynku czyli są nastawione na zysk. A z tego wynika, że zależy im na tym, aby ludzi leczyć, ale nie wyleczyć. Lekarze zaś pracują na usługach tychże firm. Co więcej, o ile medycyna jako nauka przez ostatnie 80-100 lat zrobiła ogromne, niesamowite wręcz postępy jeśli chodzi o leczenie zabiegowe i ratujące życie (intensywna terapia, chirurgia itp) o tyle w leczeniu chorób przewlekłych nadal jest w tym samym miejscu, jeśli nie cofnęła się. Uważa większość z tych chorób za nieuleczalne i skupia się jedynie na leczeniu objawów.
Autor książki próbuje udowodnić, że po pierwsze: choroby przewlekłe są uleczalne (cukrzyca, nowotwory, stwardnienie rozsiane, reumatoidalne zap. stawów itp) i po drugie: bardzo prostymi i tanimi środkami! W tej książce skupia się na witaminie C, D, K2, obala mity związane z cholesterolem. Podkreśla znaczenie diety i wskazuje błędy, jakie popełniamy. Zaznacza, jaką wagę ma odpowiednia suplementacja, jednak nie podaje konkretów, które można by wykorzystać w codziennym życiu.
Zięba zapewnia o swojej ogromnej i rozległej wiedzy. Książka jest efektem ponad 20 lat poszukiwań, dokształcania się, spotkań na całym świecie. Jednak tak naprawdę niewiele tej wiedzy przekazuje pospolitemu czytelnikowi. Owszem, przytacza mnóstwo odnośników do artykułów, wyników badań, wypowiedzi naukowców, w większości w języku angielskim. Jednak wszystkie one dotyczą metod leczenia nie do zastosowania w domowych warunkach. A konia z rzędem temu, kto znajdzie lekarza, który te metody wcieli w życie. Jak pisze sam Autor, niejeden polski lekarz z tytułami odmówił współpracy, gdyż metody te nie podlegają polskim normom i straciłby prawo do wykonywania zawodu..
Nie raz Autor wspomina o działaniu, jakie wcielił w swoim życiu, by doprowadzić organizm do równowagi czy poprawić wyniki badań. Jednak jest to tylko tajemnicza wzmianka, bez szczegółów, bez podania argumentów, dlaczego akurat tak i jakie dokładnie efekty te działania przyniosły.
Dobrych kilkadziesiąt początkowych stron to obszerny wstęp i automarketing Autora. Drażniło mnie to na tyle, że kilka razy miałam ochotę po prostu książkę odłożyć, jednak ciekawość zwyciężała. I nadzieja, że za chwileczkę zacznie się jednak coś ciekawego i wnoszącego jakieś konkrety.
O ile tematyka bardzo mnie interesuje, o ile zgadzam się z wieloma zarzutami, wnioskami i poglądami, o tyle książka mnie rozczarowała. Za dużo w niej marketingu, obiecywania, a za mało konkretów.

czwartek, 16 czerwca 2016

44(324) Ucho od śledzia

Autor:  Hanna Ożogowska
Ocena:  4/6
Wydawnictwo: Siedmioróg

 Powojenna Warszawa. Stara kamienica na nabrzeżu, wręcz ruiny...Wydaje się, że w walącym się budynku nikt już nie mieszka. Ale nic bardziej mylnego! W czteropokojowym mieszkaniu, należącym kiedyś do państwa Szafrańców, oprócz dawnych właścicieli mieszka jeszcze kilka rodzin! Państwo Piotrowscy z dwoma synami, pani Aniela, pielęgniarka ze swoim ukochanym pieskiem, pani Tołłoczko - nauczycielka o zszarganych nerwach i pan Czernik. Jak można się domyślać, mieszkanie w takim skupisku ludzi na tak małej powierzchni generuje mnóstwo konfliktów. Każdy marzy tylko o jednym: by móc się wreszcie wyprowadzić, mieć własne mieszkanie! Z kuchnią i łazienką do wyłącznego użytku i ciszą umożliwiającą odpoczynek, a dzieciom - godziwe warunki do odrabiania lekcji i nauki! Jednak okazuje się,że lokatorów zamiast ubywać, to jeszcze przybywa! Do pana Czernika siostra przywozi swojego 14-letniego syna, Michała, gdyż w rodzinnym domu w Łodzi nie może się on nijak dogadać z ojczymem i pięści idą w ruch...A pani Tołłoczko pilnie musi przyjąć do swojego i tak ciasnego pokoju dalszą krewną, nastoletnią Agnieszkę, która jako sierota trafiła do krewnych, gdzie żyć już spokojnie nie mogła...I tak pod jednym dachem spotykają się trzy bardzo różne, nastoletnie osobowości. Łobuzowaty, pyskaty i skory do bójek Michał próbuje "ożywić" trochę ciapowatego, uległego Witka, z którym nie dość, że mieszka to i chodzi do klasy. Chłopcy nie raz pakują się w jakąś kabałę. To męskie grono urozmaica spokojna, grzeczna i usłużna Agnieszka, której Michał nie toleruje, ale czy tak naprawdę nie chce jej zaimponować? Bo Agnieszka jako jednak z bardzo niewielu dziewczyn nie dostrzega uroku pyszałkowatego chłopaka, na czym zdecydowanie cierpi jego męska duma...
Zamiarem Autorki było napisanie powieści dla młodzieży, jednak i dorosły czytelnik znajdzie w niej coś dla siebie. Świetne portrety psychologiczne każdego z bohaterów mogą być nie docenione przez nastolatka. Rewelacyjnie opisane warunki życia w powojennej stolicy, problemy, z jakimi wtedy borykali się ludzie to tematy, które pewnie bardziej zaciekawią doświadczonego dorosłego. Moim zdaniem dużo więcej tu ych "dorosłych" problemów i zmagań, niż młodzieńczych wybryków.
Książkę znam już z czasów swoich nastoletnich lat, jednak wróciłam do niej i przeczytałam z dużą przyjemnością.