czwartek, 16 listopada 2017

"Tryptyk rzymski" Jan Paweł II

Rok pierwszego wydania: 2003
Ocena: 4+/6

Piękne, poetyckie medytacje na temat Księgi Rodzaju, Sądu Ostatecznego, przemijania. Rozważania mają charakter filozoficzny. Dotyczą człowieczeństwa, poszukiwania Boga, początku i końca ludzkiej egzystencji. Ciekawym elementem są nawiązania do przyrody.
To jak mowa duszy. Lek dla tych, którzy nie mogą się odnaleźć w świecie, szukają Źródła, chcą się zatrzymać i zadumać.
"Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków
Jeśli chcesz znaleźć źródło
musisz iść do góry, pod prąd.
Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj
wiesz, że ono musi tu gdzieś być.
Gdzie jesteś źródło?.."

"Jest życie po końcu świata" Joanna Kos-Krauze,

Rok pierwszego wydania:
Ocena: 5+/6


Nie jestem miłośniczką biografii celebrytów wydawanych w formie wywiadów-rzek, których sporo ostatnio na księgarskim rynku. Jednak tym razem skusiłam się kierowana tematyką rozmowy. Trafiłam na książkę rewelacyjną...
Ostatnie lata były bardzo trudne dla Joanny Kos-Krauze. Wieloletnia choroba męża Krzysztofa, będącego równocześnie jej partnerem zawodowym i jego śmierć. Ostatni film, który zaczęli produkować razem, a nad którym praca spadła głównie na nią. I wreszcie Rwanda po ludobójstwie, miejsce, w którym Joanna bywała często w ostatnim czasie, nie tylko ze względu na "Ptaki śpiewają w Kigali", ale także na przyjaciół, których tam ma.
Tych wszystkich traumatycznych wydarzeń dotyczy wywiad. Bardzo szczery. Z rozmowy wyłonił mi się obraz Joanny Kos Krauze jako osoby mądrej, zdystansowanej, pewnej swoich wyborów, decyzji.
To nie jest łatwa książka. Wiele w niej emocji, wyrażanych w oszczędnych słowach. Emocji, które udzielają się czytelnikowi. Które chwilami aż bolą.
Ale jest to też opowieść o życiu, po prostu. O poprzednich filmach, o ich genezie i przyjęciu przez opinię publiczną. O małżeństwie, rodzicielstwie, choć sprawy dotyczące innych są tylko wspomniane.
Ciekawa jest forma książki. Wywiad przeplata się z bardzo obrazowymi, koszmarnymi wręcz relacjami z wydarzeń w Rwandzie, komentarzami do filmów. Bardzo wymowny dla mnie jest brak jakichkolwiek zdjęć, co wyróżnia tą autobiografię od wielu innych. Co ciekawe, nie ma tu za bardzo powrotu do czasu dzieciństwa, autorki skupiły się zdecydowanie na konkretnym odcinku życia Joanny Kos-Krauze. 
To nie jest książka, którą można szybko przeczytać i równie szybko zapomnieć. To słowa, które przynoszą zadumę i zostają w pamięci na długo.
To chyba najlepsza pozycja, jaką przeczytałam w tym roku.

 "Każdy jest zagadką. Każdy ma w sobie jakiś brylant, tylko nie każdy pozwala mu błysnąć. Nie każdy jest gotowy do poświęceń i cierpienia, żeby dać swojej duszy głos" (str 154)

 " Samotność jest ceną niezależności. A niezależność oznacza zawsze jedno-wysoki poziom lęku, bo wiesz, że możesz się mylić, bo ufasz swojemu instynktowi, bo idziesz za swoją intuicją, czasami inaczej myślisz, masz inne zdanie, czasami jesteś zbyt asertywny, czasami zbyt agresywny, czasami przejmujesz sie czymś za bardzo. Ludzie podziwiają niezależnych, zazdroszczą im, ale robią wszystko, aby takimi nie być. Wtłaczają swoje życie w koleiny wyżłobione przez innych. Dlatego stawiane przez nas pytanie brzmi: ile energii człowiek jest gotów poświęcić, aby obronić swą nieszablonowość? Jaką zapłacić cenę?" (str 152)

środa, 15 listopada 2017

"Pokój" Emma Donoghue

Rok pierwszego wydania: 2010
Ocena: 4+/6


Pięcioletni Jack jest uwięziony ze swoją mamą w Pokoju, utworzonym w starej szopie. Tu się urodził. Pokój jest całym jego światem, a mama jedyną osobą, którą zna. Czasem w nocy pojawia się Stary Nick, ale Jack śpi wtedy w szafie (a przynajmniej udaje). To właśnie ten mężczyzna dostarcza im jedzenie i różne inne drobiazgi, o które proszą na Niedzielną Rozpustę. I tylko on zna kod do metalowych, dźwiękoszczelnych drzwi. Pokój wyłożony jest korkowymi płytami, które tłumią kroki. Ma tylko jedno okno w dachu, przez które widać kawałek nieba.
Mama Jacka została porwana i uwięziona przez psychopatę 7 lat temu. Pokój stał się całym światem dla niej i jej synka, któremu starała się stworzyć namiastkę normalności. Zdesperowana kobieta obmyśla plan ratunku, w którym głównym bohaterem jest Jack. Chłopcu udaje się wydostać i sprowadzić pomoc. Po opuszczeniu Pokoju oboje trafiają do kliniki psychiatrycznej. Próbują się odnaleźć w świecie, który dla Jacka jest czymś niesamowitym, nowym, zbyt zatłoczonym i hałaśliwym. Jednak trzeba spróbować żyć dalej...
Wstrząsająca opowieść, oparta na prawdziwej historii. Wydarzenia obserwujemy z punktu widzenia Jacka czyli pięciolatka. Dlatego i styl, i język dostosowane są do poziomu narratora.
Autorka bardzo wnikliwie opisała emocje obojga bohaterów, psychiczne urazy, jakich doznali przez lata odosobnienia. Świetnie przedstawiła też reakcje otoczenia na kobietę i dziecko (bliscy mieli problem z radzeniem sobie z Jackiem, brakowało im cierpliwości, by oswajać go z nowymi bodźcami. Społeczeństwo zaś traktowało oboje bez mała jak przybyszów z obcej planety, dziwolągi i niesamowite ciekawostki, na których oczywiście można zbić majątek...). Matczyna troska o jak najbardziej prawidłowy rozwój syna nie raz wzrusza i każe docenić to, w jakich warunkach możemy żyć.
Książkę czyta się błyskawicznie, trudno się oderwać zarówno od pierwszej części, w której poznajemy warunki panujące w Pokoju, rytm dnia Jacka i jego mamy, jak i drugiej, opowiadającej o ich wrażeniach po opuszczeniu więzienia.


piątek, 27 października 2017

"Dobranoc, kochanie" Dorothy Koomson

Rok pierwszego wydania: 2008
Ocena: 4+/6


Nova i Mal przyjaźnią się praktycznie od urodzenia. Mieszkają po sąsiedzku, rodzice dziewczynki wielokrotnie opiekowali się chłopcem w dramatycznych momentach jego rodzinnego życia. Jednak wraz z upływem czasu Nova i Mal nie zostają parą, jakby można się było tego spodziewać. Każde z nich wiąże się z innym partnerem. Mal żeni się ze Stephani, neurotyczką z tajemniczą przeszłością. Od początku znajomości wiadomo, że nie będą mieć dzieci, bo Steph jest bezpłodna. Po latach, gdy pragnienie bycia rodzicami staje się bardzo silne, małżonkowie proszą o pomoc Novę. Ma zostać zastępczą matką, urodzić im dziecko. Kobieta zgadza się przez wzgląd na przyjaźń.  Jednak w pewnym momencie Steph nieoczekiwanie  namawia męża do zerwania umowy. Dziecko zostaje z biologiczną mamą, a kontakt Novy i Mala urywa się. Do czasu tragedii. Chłopiec w wyniku pęknięcia tętniaka zapada w śpiączce, a jego życie jest zagrożone. Nova bije się z myślami, czy powinna zawiadomić Mala, dać mu szansę poznania syna.
Narracja prowadzona jest dwutorowo, opowieść Novy i Stephani przeplatają się. Stopniowo poznajemy tajemniczą przeszłość obu kobiet. Sytuacja, która na początku wydawała się prosta i oczywista, z każdą stroną się komplikuje, a czytelnik może na nią spoglądać w coraz to nowym świetle. Wydarzenia z przeszłości układają się niczym puzzle. Powieść chwyta za serce, budzi wiele emocji.
Minusem jest panujący chaos narracyjny i czasowy. Na początku każdego rozdziału trzeba się chwilę zastanowić, by zorientować się, kto jest narratorem tego fragmentu. Poza tym wiele zdarzeń miesza się chronologicznie. Czas teraźniejszy przeplatany jest wspomnieniami, i to raz z okresu młodości, raz dzieciństwa.
Akcja prowadzona jest wartko, ciekawie, autorka pozostawia wiele niedomówień, trzyma czytelnika w napięciu. Dzięki temu książkę czyta się szybko i z zainteresowaniem.

środa, 25 października 2017

"Codzienne rytuały. Jak pracują wielkie umysły" Mason Currey

Rok pierwszego wydania: 2013
Ocena: 3+/6


Autor zdradza we wstępie, jak powstała książka: był redaktorem w piśmie architektonicznym i miał za zadanie napisanie artykułu na jakiś nużący go temat. Z powodu tejże nudy szukał jak mógł zajęć zastępczych: kolejna kawa, porządki na biurku itd. W pewnym momencie wpadł na pomysł, by poszukać w internecie sposobów na zmobilizowanie się do pisania. Zaciekawiło go, jak pracują inni pisarze. A gdy trafił na pierwszych kilka wpisów na temat znanych osób i ich codziennych rytuałów owocujących wreszcie powstaniem obszernego, często kultowego dzieła, zaintrygował się tematem jeszcze bardziej. I tak zaczął zbierać informacje, na podstawie których powstała książka.
Temat jest ciekawy i można znaleźć tu kilka naprawdę zaskakujących informacji (jak choćby to, że Jane Austen kryła się z pisaniem powieści przed gośćmi i szybko ukrywała kartki, a A. Munro pisała opowiadania wychowując dwójkę małych dzieci i prowadząc dom-wykorzystywała na pracę cenne wolne chwile w trakcie drzemki dzieci albo wieczorami).
Jednak forma pozostawia wiele do życzenia. Jest to rzeczywiście wypis z różnych źródeł krótkich notek na temat tego, jakie codzienne zwyczaje związane z pracą mieli znani pisarze czy naukowcy. Są to naprawdę zwięzłe informacje, często danej osobie poświęcona jest niecała strona. A w całej niezbyt grubej pozycji mieści się ponad stu bohaterów. Na pewno autor poświęcił sporo czasu, wertując biografie i inne teksty źródłowe, których obszerna lista znajduje się na końcu książki (zainteresowani daną osobistością mają z czego korzystać!). I na pewno oszczędził mnóstwo czasu czytelnikowi, który do tylu wiadomości chciałby dotrzeć! Przez ciekawość można przeczytać, można przekartkować, można zapoznać się wyrywkowo z interesującymi nas postaciami. Ale czytanie "od deski do deski" jest nieco nużące, a ogromna ilość punktowych informacji w pewnym momencie zaczyna się mieszać (kto co robił?).

wtorek, 24 października 2017

"Podróż po miłość: Emilia" Dorota Ponińska

Rok pierwszego wydania: 2013
Ocena: 3+/6


XIX wiek, zabór rosyjski. Emilia jest uczennicą w żeńskim zakonie. Trafiła tu jako dziecko po śmierci matki i zsyłce ojca na Syberię. Zakon od dawna traktuje jak dom, mimo, że brak jej ciepła i uczuć ze strony opiekunek. W jej życiu następuje nagły zwrot. Krótko po tym, jak matka przełożona namawia ją na nowicjat i obiecuje w przyszłości zastąpienie jej na najwyższej pozycji w zakonie, Emilię odwiedza nieznajomy Tatar z wiadomością, ze jej ojciec żyje i przebywa w niewoli u indyjskiego księcia. Potrzebne są pieniądze na wykup. Emilia podejmuje bardzo trudną decyzję i wyrusza z Selimem na pomoc ojcu na Daleki Wschód. To początek wielu przygód, prowadzących do całkowitej zmiany życiowych planów.
Jak sugeruje już sam tytuł, głównym tematem powieści jest miłość. Jednak autorka bardzo ciekawie rysuje tło akcji. XIX wiek przeplata się z XIII, mamy okazję poznać wiele faktów i postaci z historii Dalekiego Wschodu. O ile dla mnie jest to temat i klimat zupełnie obcy, być może spodoba się osobom nim zainteresowanym.
Powieść napisana jest bardzo prostym językiem, stylem, co wg mnie mocno ją spłyca. Sprowadza ją do poziomu zwykłego czytadełka o miłości w różnych barwach i krajach. Ot lektura, którą się szybko czyta i pewnie dość szybko zapomina.
Szczerze chylę czoła przed wiedzą autorki na temat historii Dalekiego Wschodu i chęcią zapoznania z nią czytelnika w prosty i przystępny sposób.
To pierwsza część trylogii, jednak po kolejne na razie nie mam ochoty sięgać.

środa, 18 października 2017

"Buszujący w zbożu" J.D.Salinger

Rok pierwszego wydania: 1951
Ocena: 5/6


Szesnastoletni Holden po raz kolejny wylatuje ze szkoły. Od dawna mieszka w internatach, z dala od domu. Tym razem postanawia nie czekać, aż wiadomość na piśmie dotrze do rodziców  i przyjadą go odebrać, obdarzając po raz kolejny wymówkami. Dysponując pewną ilością gotówki, pakuje swoją walizkę i wyrusza do Nowego Jorku, by przetrwać tu te kilka dni przed powrotem do domu i sfrustrowanych rodziców. Jednak wbrew oczekiwaniom czytelnika Holden nie rzuca się na atrakcje oferowane przez metropolię. Pełen skrajnych emocji, na wszystko reaguje przesadnie. Szuka sensu w swoim życiu i stara się jakoś wypełnić pustkę, by nie poddać się myślom samobójczym.
Akcja powieści toczy się w niedługim okresie czasu. To monolog skierowany od głównego bohatera (równocześnie narratora) do czytelnika. Holden opowiada o teraźniejszości, ale wraca też do zdarzeń z przeszłości, wspomina różne osoby, w tym swoje rodzeństwo, z którym jest mocno związany.
Ale to przede wszystkim opowieść o samotności i zagubieniu nastolatka. O problemie z odnalezieniem się w świecie, o niezgodzie na wiele propagowanych wartości, na pochwalany styl życia.
Czytając książkę nie raz nawiedzała mnie myśl, że nastolatki są w większości takie same, bez względu na miejsce i czas. Wg mnie to lektura nie tylko dla licealistów, ale także dla ich rodziców.