czwartek, 17 sierpnia 2017

"Biały Kieł" Jack London

Rok pierwszego wydania: 1906
Ocena: 4/6


Koniec XIX wieku. W Ameryce trwa gorączka złota.
Choć Biały Kieł był wilkiem, w jego żyłach płynęła też krew psa. Nie miał zbyt udanego dzieciństwa, często cierpiał głód i musiał walczyć o przetrwanie. Dalsze lata też nie należały do udanych. Z jednej strony do głosu dochodziła dzika natura, z drugiej-wierność wobec człowieka. Wreszcie za przyczyną opiekuna-bestii Biały Kieł stał się uosobieniem nienawiści, do wszystkich i wszystkiego. Został psem przeznaczonym do walk, psem-mordercą. Uratowany przed człowiekiem przez człowieka, stał się najwierniejszym towarzyszem i obrońcą.
Wnioskując z licznych recenzji i opisów, powieść ma drugie dno, filozoficzno-poglądowe. Dla mnie jest to jednak piękna opowieść o przyrodzie, naturze zwierząt, o wierności i przyjaźni psa i człowieka. O okrucieństwie, jakie drzemie w człowieku i o tym, jak sprzyjające warunki zewnętrzne potrafią je obudzić.  Nie wnikałam w głębsze pokłady, tym bardziej, że udało mi się przeczytać książkę w oryginale.
Nie ma tu zbyt wartkiej akcji, zaskakujących wydarzeń. Jest przede wszystkim piękna, dzika przyroda. I to mnie urzekło.

środa, 16 sierpnia 2017

Lato to czas....

... kolorów




























... wypraw w nieznane














...spotkań z bliskimi


...poznawania nowych przyjaciół

...podróży małych i dużych


















I oczywiście czytania książek!!!

niedziela, 13 sierpnia 2017

"Prawidła życia" Janusz Korczak

Rok pierwszego wydania: 1930
Ocena: 5/6


Stosunkowo niedawno dziecko zaczęto traktować jak człowieka. Z jego prawami, potrzebami, odrębnością.
Janusz Korczak, wychowawca nietuzinkowy, nowatorski, rewolucyjny jak na swoje czasy, już w 1930 roku pisał o tym, jakie są dzieci, jakie mają potrzeby, jak się czują w świecie dorosłych. O tym, że dziewczynki są inne od chłopców, że nikt nie jest gorszy, że trzeba się wzajemnie szanować.Pisał o domu, o rodzicach, o rodzinie, o szkole, o ulicy, o przyjaźni, o zabawie.
To, o czym psychologowie mówią głośno od niedawna, Korczak wiedział już prawie 100 lat temu! Okazuje się, że tak modne w ostatnich latach trendy, szeroko propagowane na parentingowych blogach, w gazetach dla rodziców, w wypowiedziach gwiazd czy psychologów dziecięcych, były mu znane już tak dawno! Tyle, że wtedy nie było chętnych do ich wdrażania...
Okazuje się, że choć zmieniły się czasy, choć teraz dzieci wychowywane są w komfortowych warunkach, mają wszystko, to ich psychika i podstawowe potrzeby nie zmieniły się! Warto zadać sobie pytanie: czy dzięki temu rozwojowi, jaki przeszedł świat w ostatnich stu latach, dzieci stały się szczęśliwsze?
Bardzo, bardzo polecam książkę wychowawcom, nauczycielom, rodzicom, wszystkim, którzy mają do czynienia z dziećmi. Wprawdzie sam Autor kierował swoje słowa do dzieci, to wg mnie dorośli mogą z nich wynieść bardzo wiele! A Prawidła podane są w sposób bardzo prosty, bez tak popularnego dziś "przegadania", "lania wody", moralizowania i poczucia odkrywania prawd o randze światowej! Konkretnie, jasno i bardzo mądrze.

sobota, 12 sierpnia 2017

"Dogonić rozwiane marzenia" Elizabeth Flock

 Rok pierwszego wydania: 2009
Ocena: 3/6


Dawno temu marzeniem Samanthy było założenie rodziny i wychowywanie dzieci. Teraz, po wielu latach, spełnione marzenie przerodziło się w monotonną, nużącą rutynę. Z mężem są sobie coraz bardziej obojętni. Najstarsza córka, 16-letnia Cammy, przysparza wielu kłopotów w domu i w szkole. Bunt okresu dojrzewania potęguje fakt, że dziewczyna wie o tym, że jest adoptowana i nie pasuje do reszty rodziny...
Powieść jest zapisem przeplatających się zapisków matki i córki. Każda z nich na swój sposób szuka sensu życia. Każda z nich nie jest szczęśliwa i próbuje jakoś zagłuszyć swoją samotność. Prowadzi to do złych, wręcz tragicznych rozwiązań. Starsza z pań wikła się w romans, młodsza-wpada w złe towarzystwo. Nie potrafią znaleźć drogi do siebie, oddalają się coraz bardziej...
Sięgnęłam po tę książkę skuszona tematem adopcji, który od dawna mnie interesuje. Jednak znalazłam tu formę typowo amerykańską. I typowo amerykańskie realia, jednak dość dalekie od tych rodzimych...Temat został wg mnie potraktowany powierzchownie, schematycznie.

piątek, 11 sierpnia 2017

"Małe kobietki" Louisa May Alcott

Rok pierwszego wydania: 1868
Ocena: 3+/6


Opowieść o losach czterech sióstr żyjących w Nowej Anglii w czasie wojny secesyjnej. Każda z nich prezentuje inny typ, inny charakter, tak, że każdy czytelnik (a raczej młoda czytelniczka) może się z którąś z nich identyfikować. Margaret, najstarsza, szesnastolatka, piękna, delikatna. Piętnastoletnia Jo -wysoka, chuda, niezbyt urodziwa, przypominała rozbrykane źrebię, zawsze rozwichrzona; żałowała, że staje się kobietą, bo zdecydowanie wolałaby być chłopcem. Trzynastoletnia Elizabeth - delikatna, łagodna, nazywana przez ojca Maleńką Ciszą, żyjąca w swoim szczęśliwym świecie. Amy-najmłodsza, uważała się za najważniejszą; młoda dama o złotych lokach i błękitnych oczach, zawsze dbająca o maniery.
Dziewczęta nie są zamożne, ich ojciec bierze udział w wojnie, matka stara się utrzymywać rodzinę. Po tym, jak rodzice stracili większość majątku próbując pomóc nieuczciwemu przyjacielowi, dwie najstarsze córki zajęły się pracą odpowiednią do ich wieku i możliwości, by wspomóc finansowo rodzinę. Choć wszystkie cztery nie raz w skrytości ducha zazdroszczą koleżankom posiadanych rzeczy, starają się doceniać to co mają i cieszyć życiem takim, jakie przyszło im wieść. Tylko czasami zdarza im się narzekać na "ciężary", jakie przyszło im dźwigać na młodych ramionach, jak choćby dotrzymywanie towarzystwa starej ciotce, czy zmywanie naczyń;)
Na kartach książki poznajemy codzienność panienek, ich młodzieńcze przygody i troski.Przy okazji obserwujemy w tle warunki życia ówczesnej Nowej Anglii.
Powieść jest wg mnie bardzo dziewczęca, skierowana do ówczesnych dorastających panienek z dobrych domów. Pełna dydaktyzmu, moralizatorstwa, starająca się wychowywać czytelniczki w duchu dobroci, łagodności, dobrych manier. Pokazuje, jak być dobrą córką, żoną i matką. Zachowanie czterech sióstr nie raz wydawało mi się pompatyczne i sztuczne. A do kompletu idealna mama!
Atutem jest ciepło, które bije z opisów i duża ilość dialogów, dzięki którym czyta się szybko. Mnie zachwyciło wydanie (MUZA SA i Klub Świat Książki z 1999r), które znalazłam w bibliotece. Duży format, spora czcionka i mnóstwo, mnóstwo ilustracji! Zarówno nawiązujących do tekstu, jak i związanych z daną epoką, opatrzonych dodatkowo krótkimi opisami na szerokich marginesach. Ryciny, akwarelki, portrety, widoczki...Tak, to wydanie to perełka!
Jednak poczułam się "zbyt stara" na tą powieść. A wątpię, żeby współczesne nastolatki, nawet te młodsze, zaczytywały się opowieścią o Meg i jej siostrach, napisaną w tak przesłodzony i pompatyczny sposób...

wtorek, 8 sierpnia 2017

"Jeśli tylko potrafiłyby mówić" James Herriot

Ocena: 4+/6
Rok pierwszego wydania: 1970

Autobiograficzna opowieść Herriota o początkach jego pracy w zawodzie weterynarza. Młody James, zaraz po studiach, trafia do wioski Darrowby w Yorkshire w Szkocji. Są lata trzydzieste XX wieku, także opisywane realia już nieco odległe, ale warte poznania!
Szefem Jamesa zostaje roztrzepany doktor Sigfried Farnon, a do współpracy dołącza jego młodszy brat, leniwy wesołek Tristan. James kocha swoją pracę, uwielbia zwierzęta małe i duże, choć wykonanie niektórych czynności medycznych przysparza nieco problemów. Także kontakt z miejscowymi farmerami nie jest wolny od nieporozumień i kłopotów. Życie młodego lekarza obfituje w sytuacje zarówno śmieszne, kłopotliwe, jak i bardzo satysfakcjonujące.
Książka napisana jest w przeuroczy, lekki i pogodny sposób. Czyta się ją z wielką przyjemnością, a chwile z nią spędzone są bardzo relaksujące:) Nie jest to literatura wysokich lotów, ale swym humorem i stylem urzeka czytelnika. Może kartą przetargową Herriota jest prawdziwość tego, co opisuje? Szczegółowe relacje z zabiegów wykonywanych na zwierzętach bardziej wrażliwych czytelników mogłyby pewnie przyprawić o mdłości;)
Mnie klimat Darrowby i opisane relacje sąsiedzkie przypominały te z Avonlea czy Alabamy opisywanej przez panią Flagg:) Na kilka godzin przeniosłam się w magiczny, uroczy świat, którego mieszkańców miałam wrażenie, że znam od zawsze:)
Książka otwiera cykl "Wszystkie stworzenia małe i duże". Chętnie sięgnę po kolejne części dla poprawy nastroju :)

czwartek, 3 sierpnia 2017

"Miasto Śniących Książek" Walter Moers

Ocena: 4+/6
Rok pierwszego wydania: 2004


Wszystko zaczęło się od tego, że Dancelot Tokarz Sylab, ojciec poetycki Hildegunsta Rzeźbiarza Mitów-umarł. Każdy mieszkaniec Twierdzy Smoków, gdy osiąga dojrzałość czytelniczą, dostaje od rodziców ojca poetyckiego, który jest odpowiedzialny za pisarskie wychowanie młodego dinozaura. Na łożu śmierci Dancelot przekazał swojemu podopiecznemu tajemniczy, acz doskonały rękopis, który jakiś czas wcześniej podarował mu pewien camoński pisarz spoza Twierdzy Smoków. Hildegunst obiecuje opiekunowi, że zapozna się z opowiadaniem, zdobędzie Orma (tajemniczą siłę przenikającą niektórych pisarzy w momentach najwyższego natchnienia) i wyruszy w podróż.
Skutkiem tego dotarł do Księgogrodu. "W Księgogrodzie znajdowało się ponad pięć tysięcy urzędowo zarejestrowanych antykwariatów i, szacunkowo, ponad tysiąc półlegalnych księgarenek, gdzie prócz książek oferowano napoje alkoholowe, tytoń, odurzające zioła i substancje, których używanie wzmagało podobno radość czytania i koncentrację. Istniała także niemal niezmierzona liczba "latających" handlarzy, którzy na regałach na kółkach, drewnianych wózkach, w torbach konduktorkach i na taczkach oferowali słowo drukowane w każdej możliwej formie. W Księgogrodzie istniało ponad sześćset wydawnictw, pięćdziesiąt pięć drukarni, tuzin młynów papierniczych oraz stale rosnąca liczba zakładów zajmujących się wytwarzaniem ołowianych liter drukarskich i czernidła drukarskiego. Były też sklepy oferujące tysiące różnorodnych zakładek do książek i naklejek z nazwiskiem właściciela (...)" (str30).
Czyż nie tak powinien wyglądać raj miłośników książek???
W Księgogrodzie były też Śniące Książki. "Tak w tym mieście nazywano antykwaryczne zasoby, ponieważ z handlowego punktu widzenia nie były one ani już naprawdę żywe, ani jeszcze całkiem martwe, znajdowały się bowiem w stanie przypominającym sen. (...) Jedynie książka chwycona poszukującą ręką i otwarta przez nią, książka zakupiona i wyniesiona stamtąd, mogła ożyć nowym życiem. I to było to, o czym śniły wszystkie te książki" (str. 32).
Walter Moers stworzył niesamowity, fantastyczny świat, w którym panują warunki tak dalekie od ideału, jak w świecie realnym. Wykreował mnóstwo dziwnych postaci o jeszcze dziwniejszych imionach, żyjących w miejscach o równie dziwacznych nazwach;) Mimo wielu pokus, czyhających na rozmiłowanych w książkach stworach, trzeba się strzec zagrożenia płynącego choćby z przeczytania Zatrutej Książki!
Głęboki ukłon w stronę wyobraźni autora!
Opowieść czyta się bardzo przyjemnie, choć chwilami można się pogubić w zmyślnych słowach-nazwach. Napisana jest prostym, ciut nawet infantylnym językiem. Autor stworzył klimat iście baśniowy, który na pewno zadowoli miłośników fantasy! Brak tu wartkiej akcji, opowieść snuje się wolno, leniwie wśród różnej maści stworów i książek. Pewnie wiele moli książkowych utożsami się z którymś z bohaterów;) Ja nie raz, jak narrator i równocześnie główny bohater, "musiałam oprzeć się pragnieniu zaatakowania pierwszej lepszej księgarni w szperania w księgach, ponieważ nie wyszłabym z niej do wieczora" ;)

środa, 2 sierpnia 2017

"Lolita" Vladimir Nabokov

Ocena: 4/6
Rok pierwszego wydania: 1955


Zdecydowanie te wakacje sprzyjają czytaniu powieści "niespiesznych", takich, w których forma idzie co najmniej w parze z treścią. Nadal uciekam od szybkiej akcji, trywialnych tematów, bestsellerów ostatnich tygodni i polskich lekkich powieści, których dziesiątki w tym samym stylu znajdzie się na księgarskich półkach.
Jakiś czas temu przez przypadek trafiłam na świetną recenzję "Lolity", wychwalającą piękny styl i kwiecisty język. Nie namyślając się długo, sięgnęłam po nią, tym bardziej, że znając jedynie ogólny zarys charakterystyki nimfetki, powieści nigdy wcześniej nie czytałam.
To rachunek sumienia? relacja? 40-letniego Humberta z romansu z 12-latką. Napisana rzeczywiście ładnie -  takie określenie najlepiej oddaje styl, słownictwo, poezję opisów. Jednak ostatnio przeczytany "Wilk stepowy" dość znacząco podniósł poprzeczkę i trudno będzie kolejnym książkom sprostać moim oczekiwaniom...
Z powieści wyłania się portret psychologiczny narratora, będącego równocześnie głównym bohaterem. Nie da się ukryć, że pisząc ten pamiętnik dla bliżej nieokreślonej ławy przysięgłych, stara się możliwie wybielić własne czyny, pięknie, wdzięcznie i subtelnie opisując swe uczucia do dziewczynki. Tu muszę przyznać, że nie raz z kartek książki słowa płynęły niczym  muzyka. Jednak nie dajmy się oszukać słówkom. Tak naprawdę to opis zachowań człowieka, którym kierowały jedynie żądze. Im podporządkował swoje życie i był skłonny zrobić dosłownie wszystko, by dać im upust. Także krzywdzić dziecko. Być może nad wyraz rozwinięte jak na swój wiek, być może zachowujące się wyzywająco, ale jednak dziecko, do którego głębokie uczucie Humbert deklarował. To jedynie kłamliwy, egoistyczny, zepsuty do szpiku kości pedofil i zwyrodnialec, który starał się przedstawić siebie jako czułego, troskliwego "tatusia", uwiedzionego przez małolatę.
Czytałam tę powieść głównie ze względu na język, jednak po jakimś czasie i piękne opisy zaczęły mnie nużyć. Mam wrażenie, że wraz z przerzucaniem kolejnych kartek stawały się coraz bardziej "zwyczajne". Męczyły skrajnie szczegółowe relacje Humberta, choćby z miejsc, w których się zatrzymywali w drodze przez Amerykę, opisy hotelowych pokoi itp. Pisząc ten pamiętnik, mężczyzna zdecydowanie skupiał się na drobnych szczegółach, nie na wydarzeniach, ale dzięki temu czytelnik dowiaduje się, co tak naprawdę było dla niego istotne, na co zwracał uwagę, co zapamiętał. Jednak patrząc z perspektywy, na całość powieści, forma zdecydowanie przerosła treść.
 Trafiłam na wydanie, w którym tłumacz nie pofatygował się przełożyć wielu zwrotów francuskich choćby w przypisach. Jako, że nie znam tego języka, drażniło mnie to.
Mimo wszystko warto było przeczytać. Dla pięknych opisów czułości, subtelnych obrazów namiętności. Nabokov jest mistrzem pióra! Pisze tak delikatnie o rzeczach niemoralnych, odrażających, że czytelnik nie nabiera jednoznacznie i odruchowo wstrętu do Humberta, choć opisana sytuacja zdecydowanie do tego skłania. Autor niesamowicie bawi się z czytelnikiem za pomocą słowa!
Warto też było przyjrzeć się złożonej osobowości tego typu bohatera.

piątek, 28 lipca 2017

"Tego lata w Zawrociu" Hanna Kowalewska


Ocena: 4+/6
Rok pierwszego wydania: 1998


Książkę czytałam już kilka lat temu. Pamiętałam raczej tylko wrażenie, raczej pozytywne, z fabuły-niewiele. Gdy zobaczyłam w księgarni kolejne wznowienie, przypomniało mi się o tym tytule i z ciekawości, jakie tym razem zrobi na mnie wrażenie-przyniosłam z biblioteki.
To książka-puzzle. Z kawałków układamy rodzinną historię.
Matylda, 30-latka, mieszkanka "dziupli" na ostatnim piętrze bloku z wielkiej płyty w dużym mieście, dostaje w spadku po babce dom-siedlisko na prowincji. Dlaczego akurat ona? Pytanie tym bardziej ważne, że wiele lat temu babka wyrzekła się swojej córki i wnuczki, przez co Matylda widziała ją tylko raz w życiu i praktycznie nie znała. Dopiero teraz, z zapisków babki i małomiasteczkowych znajomości, układa obraz przeszłości. Wyłania się z niej postać bardzo kontrowersyjna, która miała odwagę być inna niż wszyscy, miała swoje poglądy, tajemnice i grzechy. Do tego Matylda-osoba o różnych obliczach, zaskakująca.
Powieść zbudowana z pytań. Pisana w formie monologu skierowanego do zmarłej ofiarodawczyni, jako kontynuacja dziennika prowadzonego przez babkę Aleksandrę.Wyjątkowo wnikliwe, bystre spojrzenie na rzeczywistość , świetna analiza psychiki człowieka. Bohaterowie, którzy są tak naprawdę antypatyczni, egoistyczni. Odrzucenie miłości dla ambicji. A to wszystko napisane językiem bardzo plastycznym, poetyckim, bez zbędnego rozwadniania, słodzenia. Prawdziwa uczta!
Jedyny mój zarzut, to nieco momentami nużące powtórzenia, te same pytania zadawane wielokrotnie i brak odpowiedzi na nie. Odpowiedzi wyłaniają się stopniowo, w miarę upływu akcji.
Powieść ma kontynuację w kilku kolejnych częściach. Pewnie stopniowo będę po nie sięgać.

wtorek, 25 lipca 2017

"Nie ma ekspresów przy żółtych drogach" Andrzej Stasiuk

Ocena: 4/6
Rok pierwszego wydania: 2013


Zbiór krótkich felietonów na temat podróży, które autor ma już za sobą. Opowiastki o polskich drogach, stepach i mrozach dalekiego wschodu. O lotniskach, dworcach, żebrakach. Przepojone melancholią. Autor patrzy na zjawiska i poznanych ludzi w sposób bardzo realistyczny. Opisuje biedę, smród, brzydotę, tandetę świata stworzonego przez człowieka. I pochyla się nad pięknem natury. Wyłuskuje niuanse. Prostym językiem pisze o szczegółach każdego miejsca, które jest warte wspomnienia.
Teksty ukazywały się już wcześniej w różnych czasopismach.

poniedziałek, 24 lipca 2017

"Wilk stepowy" Hermann Hesse

Ocena: 5+/6
Rok pierwszego wydania: 1927


Wilk stepowy - nędzny pustelnik pośrodku świata, którego celów nie podziela, którego radości są mu obce. Nie może zrozumieć ani dzielić przyjemności, o które starają się i dobijają tysiące ludzi. Natomiast tego, co dla niego jest radością, świat szuka w poezji, a w życiu uważa za obłęd. Jeśli świat i masowe rozrywki mają rację, jeśli rację mają zamerykanizowani ludzie, zadowoleni z byle czego, to wilk stepowy nie ma racji, jest szaleńcem, jest naprawdę zabłąkanym zwierzęciem w obcym, niezrozumiałym świecie, zwierzęciem, które nie może znaleźć swojego legowiska, pożywienia i chęci do życia.
Harry, główny bohater, jest pewien, że jego dusza ma dwoisty charakter. Raz jest człowiekiem, pełnym wyższych celów, wartości i ideałów. Kiedy indziej górę bierze wilk stepowy i jego prymitywne żądze oraz wielka, wszechogarniająca samotność. "Nie nauczył się jednak zadowolenia z samego siebie i ze swego życia (...) pochodziło to prawdopodobnie stąd, że w głębi serca zawsze wiedział (...) iż właściwie nie jest człowiekiem, lecz wilkiem ze stepu".
Gdy przypadkowo spotkany, dziwny człowiek wręcza mu "Traktat o Wilku Stepowym", Harry w opisach odnajduje siebie. Jednak odkrywa jeszcze inną prawdę: psychika człowieka nie jest jedynie dwoista, lecz składa się z tysięcy różnych odcieni.
Bardzo trudno opisać tę książkę. Jest wielopłaszczyznowa, porusza egzystencjalne struny, zadaje ponadczasowe pytania. Każdy czytelnik odnajdzie w niej coś innego, odnajdzie siebie.Każdy odczyta ją inaczej, przez pryzmat własnej osobowości, czasu i miejsca w którym żyje.
Choć Hesse napisał "Wilka" prawie 100 lat temu, jego spostrzeżenia są niesamowicie aktualne również dziś. Co więcej, kilka razy miałam wrażenie, jakby przepowiadał przyszłość, upadek pewnych wartości, gloryfikowanie miałkości...("Zobaczymy, że to wszystko, podobnie jak dzisiaj początki radia, posłuży ludziom do ucieczki od samych siebie i wytkniętego sobie celu i do otaczania się coraz gęstszą siecią rozrywek i bezużytecznej krzątaniny")
Podobno powieść zawiera sporo elementów autobiograficznych, a Harry jest alter ego autora.
Można by pokusić się o opinię, że to powieść o samotności i depresji ("Samotność jest niezależnością, życzyłem jej sobie i zdobyłem po długich latach. Jest zimna, o tak, ale jest też cicha, cudownie cicha i wielka, jak zimne, ciche przestworza, po których wirują gwiazdy"). Jednak jest to raczej utwór o uzdrowieniu, odnalezieniu radości, przyjemności w rzeczach  zwykłych, codziennych, prozaicznych...("(...) stanowiły własność i wartość mojego życia i trwały nadal niezniszczalne, jako przeżycia przemienione w gwiazdy. Mogłem o nich zapomnieć, lecz przecież nie mogłem ich zniszczyć, stanowiły bowiem legendę mojego życia. (...) Moje życie było uciążliwe, pogmatwane i nieszczęśliwe, wiodło ku rezygnacji i zaprzeczeniu, było gorzkie od soli losu całego człowieczeństwa, ale było bogate, dumne i bogate, i nawet w nędzy jeszcze królewskie. Choćby ten mały odcinek drogi, wiodący do zagłady, został Bóg wie jak żałośnie roztrwoniony, to jądro tego życia było szlachetne, miało swoje oblicze i rasę, nie liczyło się na grosze, lecz na gwiazdy")
Piękny język i styl czynią lekturę wręcz ucztą czytelniczą. Jest wspaniałym wyjątkiem w zalewającej nas papce wydawniczej. To powieść pełna metafizyki, zwłaszcza od momentu, kiedy Harry trafia do magicznego teatru Pabla.
Niezaprzeczalnie "Wilk stepowy" zasługuje na miano arcydzieła, klasyki gatunku.

poniedziałek, 17 lipca 2017

"Sekretne życie drzew" Peter Wohlleben

Ocena: 5/6
Rok pierwszego wydania: 2015



Jak wygląda drzewo-każdy wie. O jego wewnętrznej budowie oraz procesach życiowych uczą w szkole ne lekcji biologii. Czy zatem taka zwyczajna roślina może mieć przed nami jakieś tajemnice? Peter Wohlleben twierdzi, że tak!
Ten niemiecki leśnik z ponad dwudziestoletnim stażem porzucił posadę urzędnika, by w praktyce badać życie lasu, opiekować się nim oraz dzielić swą wiedzą z zainteresowanymi.
Gdy czytam "Sekretne życie drzew" mam wrażenie, jakbym przenosiła się do baśniowego świata zamieszkanego przez niesamowite stworzenia. Okazuje się, że drzewa przyjaźnią się ze sobą, konkurują, współpracują, dbają o potomstwo....
W jaki sposób substancje odżywcze czy woda są w stanie wędrować co góry, przecząc prawom fizyki? Czy lasy rzeczywiście zapobiegają efektowi cieplarnianemu? Oprócz odpowiedzi na te i wiele innych pytań w książce można znaleźć mnóstwo ciekawostek, także na temat organizmów żyjących w symbiozie z drzewami.
Autor porównuje też drzewa d ludzi, np. odzwierciedlenia kory szukając w skórze czy twierdząc, że korzenie są swego rodzaju mózgiem rośliny, która potrafi zapamiętywać różne fakty! Udowadnia też, że drzewa się pocą;)
Można by mnożyć takie ciekawostki, gdyż książka w nie obfituje. Zawiera również sporo naukowych informacji. Warto więc do niej zaglądać wielokrotnie, by wędrując po lesie, spojrzeć w nowy sposób na ten tajemniczy ekosystem.
Dla mnie książka nabiera wręcz symbolicznego znaczenia w dobie walki o Puszczę...
Napisana jest na tyle łatwym językiem, że spokojnie może stanowić lekturę dla starszego dziecka, interesującego się przyrodą. Dodatkowym atutem jest naprawdę ładne wydanie, twarda okładka, tłoczony tytuł, gruby, dobrej jakości papier. To wszystko sprawia, że lektura jest bardzo przyjemna, letnia i wakacyjna:)

piątek, 30 czerwca 2017

"Opactwo Northanger" Jane Austen



Ironiczny, karykaturalny obraz społeczeństwa XIX-wiecznej Anglii.
Katarzyna jest naiwną, głupiutką panienką, córką pastora, rozmiłowaną w gotyckich powieściach. Gdy znajomi, państwo Allen, proponują jej wyjazd na kilka tygodni do Bath, natychmiast z entuzjazmem na niego przystaje. Początkowo pobyt w uzdrowisku wydaje się nudny, głównie ze względu na brak towarzystwa. Gdy jednak Katarzyna zawiera przyjaźń z Izabelą, zarówno bale jak i przedpołudniowe pobyty w pijalni nabierają kolorów. Izabela jest dużo bardziej obyta towarzysko, do tego sprytna i bez skrupułów jeśli chodzi o zdobywanie męskich serc. W ciągu kilku chwil potrafiła omotać brata Katarzyny tak, że ten decyduje się poprosić o jej rękę. Jednak na horyzoncie pojawia się inny przystojny obiekt zalotnych spojrzeń Izabeli...
Po kilku tygodniach pobytu w Bath, Katarzyna dostaje zaproszenie od nowo poznanych przyjaciół - rodzeństwa Tilneyów -  do odwiedzin w ich Opactwie Northanger. Liczy na to, że w starych murach przeżyje mrożące krew w żyłach przygody rodem z ulubionych powieści grozy i być może odkryje jakieś tajemnice z przeszłości! Jest nawet w stanie posądzić pana domu o uśmiercenie własnej małżonki....
Kolorytu wizycie nadaje obecność Henryka, młodego pastora, który wyraźnie zalecał się do niej jeszcze w Bath. Chociaż w sumie było to oczywiste dla czytelnika, nie dla samej Katarzyny;) Oczywiście ich znajomość spotka na swej drodze do szczęśliwego zakończenia poważną przeszkodę....
Jane Austen w powieści przeczy wszystkim cechom typowym dla tego gatunku w XIX-wiecznej Anglii. Miłość między bohaterami nie jest pierwszoplanowym tematem, wręcz zepchnięta jest na margines. Katarzyna jest osobą bardzo przeciętną, mało urodziwą, nieobytą, daleko jej do heroiny, którym to mianem obdarza ją ironicznie autorka. Wszyscy bohaterowie ukazani są w krzywym zwierciadle, zarówno próżni mężczyźni, jak i dwulicowe, zakłamane damy...Austen nie szczędzi krytyki zwyczajom i zachowaniu znudzonej życiem angielskiej arystokracji.
Autorka ośmiesza też powieść jako gatunek oraz jej czytelników.
To moje drugie spotkanie z Opactwem i jego mieszkańcami. Dużo bardziej udane, niż to sprzed lat. Zdecydowanie bardziej doceniłam teraz walory powieści, dostrzegłam dojrzałość pióra i poglądów autorki. Nie mogłam lepiej wybrać lektury na początek wakacji!

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Wakacyjne plany i książki w stylu slow


W życiu chyba każdego człowieka przychodzi taki moment, że bardzo, ale to bardzo potrzebuje wyciszenia. Po trudnym, burzliwym, rozpędzonym roku i ja zapragnęłam spokoju i zatrzymania się. Po wielu miesiącach, kiedy praktycznie nie miałam czasu na czytanie, zatęskniłam za książkami. Oczywiście w tych okolicznościach zniechęciły mnie wszelkie powieści przygodowe, thrillery, dramaty czy kryminały. Szukałam czegoś, co spowolni rozbiegane myśli, co wprawi mnie w nastrój może rozmarzony, może zadumany?
 Korzystając z weekendu, odwiedziłam księgarnie. Sama możliwość pooglądania, podotykania i powąchania książek już działa relaksująco! Jednak tym razem postanowiłam nie poprzestać na tym, a iść za głosem serca i wybrać coś na zbliżające się wakacje i urlop. Oczywiście w stylu slow, w który chcę się wprowadzić chociaż na trochę!
W moim koszyku wylądował smakowity kąsek w postaci "Ukrytego życia lasu" Davida Haskella. Wpisuje się na pewno w bardzo modny ostatnio trend pisania o tajnikach przyrody.

Ze względu na moje trwające od lat zainteresowanie zdrowym odżywianiem, zwróciłam uwagę na intrygujący tytuł "Twój drugi mózg" E.Mayera czyli rzecz o jelitach i wpływie ich stanu na ogólne zdrowie organizmu.  Przyznam, że trochę się obawiam tej lektury...Może się okazać, że po przeczytaniu nie będę miała co jeść, mając na uwadze wpływ tego, co kupujemy w sklepie na stan naszego zdrowia...




Zachęcona recenzjami na innych blogach, postanowiłam sięgnąć po wznowioną niedawno klasykę. Książka zapowiada się magicznie, refleksyjnie, filozoficznie czyli wg mnie...dość ambitnie;) Być może będzie to wyzwaniem na czas wakacyjnego leniuchowania:)






Przy okazji przypomniało mi się o kilku pozycjach, które zakupione wcześniej, cierpliwie czekają na swoją kolej, na odkrycie, na poznanie.
Od kilku miesięcy na szafeczce przy łóżku leży "Sekretne życie drzew" Petera Wohllebena. Co jakiś czas podczytywałam po kilka stron, w miarę możliwości czasowych. Książka intryguje mnie, zawiera mnóstwo ciekawostek, na które-nie mając wiedzy-nie zwraca się uwagi. Przy kolejnym spacerze po lesie już inaczej patrzyłam na drzewa, mając w głowie informacje z książki. Jednak do końca lektury jeszcze mi daleko. To idealna pozycja do czytania w hamaku w letni wieczór! Nogi aż się podrywają do leśnej wędrówki, a w uszach słychać szum liści poruszanych letnim wiatrem:)



Kolejną zapomnianą powieścią, którą w weekend odkurzyłam, jest "Opactwo Northanger" Jane Austen. Dawno temu próbowałam się z nią zmierzyć, jednak wtedy nie przypadła mi do gustu.
Wydawała się zbyt powolna, nudna, za mało mi było w niej akcji. Czyż w takim razie nie wpisuje się teraz idealnie w mój nastrój i potrzebę zwolnienia??? Do tego oczy cieszy piękna okładka:)W biblioteczce stoją jeszcze inne klasyczne dzieła w okładkach z kwiatowej serii, być może sięgnę i po nie, jeśli nastrój się nie zmieni, a czas pozwoli:)


niedziela, 18 czerwca 2017

"Ojciec i ojciec" Karel van Loon

Ocena: 4/6
Rok pierwszego wydania: 1999

Armin od 10 lat samotnie wychowuje syna, po nagłej śmierci jego matki. Monika była miłością jego życia. Teraz jest związany z jej przyjaciółką, Ellen. Gdy starania o wspólne dziecko nie przynoszą efektu, para decyduje się na badania. Ich wynik jednoznacznie wskazuje na fakt, że Armin jest bezpłodny i był taki od urodzenia. Wynika z tego, że 13-letni Bo nie jest jego synem...Kto więc jest ojcem chłopca? Z kim Monika zdradziła Armina? Jak do tego doszło i dlaczego? Te pytania nie dają mężczyźnie spokoju . Zaczyna prowadzić swoje śledztwo. Jego wynik okazuje się szokujący, zaskakujący, niespodziewany dla każdego, włącznie z czytelnikiem.
Od momentu wyników testu Armin zaczyna żyć przeszłością, odrywa się od teraźniejszości. Wspomina wiele chwil  ze wspólnego życia z Moniką. Czy jednak można i warto zapominać o tym, co obok, by w tym, co było kiedyś szukać odpowiedzi na dręczące pytania? Czy nie lepiej żyć w nieświadomości?
Powieść zawiera ciekawy obraz psychologiczny głównego bohatera. Autor opisuje zarówno relacje mężczyzny z synem, z kobietami, jak i własnym ojcem.
Początek jest ciekawy, zakończenie-wciągające i zaskakujące. Jednak środek już tak dobry nie jest. Poszukiwania ojca Bo, dywagacje, wnioskowanie-nieco nużą.
Książka napisana jest prostym językiem, czyta się ją szybko.

wtorek, 13 czerwca 2017

"Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olga Tokarczuk

Ocena: 4/6


Janina Duszejko mieszka gdzieś na odciętym od świata, otulonym nisko wiszącymi, burymi chmurami Płaskowyżu w Dolinie Kłodzkiej. Nawet nie na wsi, bo wokoło jest dosłownie kilka domów, w większości zamieszkanych tylko latem. Kobieta jest miłośniczką i badaczką astrologii. Długie, samotne zimowe dni spędza głównie na szukaniu powiązań codziennego życia, choćby nadawanych w telewizji filmów, z układem planet w danym dniu. Jej wielką miłością są zwierzęta i obrona ich praw. Stara się wytłumaczyć wszystkim, że nasi bracia mniejsi są nam równi.
Gdy jeden z dwóch sąsiadów pani Duszejko zostaje znaleziony martwy w swoim domku, nikt nie podważa teorii, że przyczyną śmierci było udławienie się kościom. Bardziej skomplikowana jest sprawa śmierci (morderstwa?) Komendanta. Jednak kobieta ma swoje wytłumaczenie dla obu przypadków. To dzikie zwierzęta mszczą się na kłusownikach. Nikt nie chce jej słuchać, uważając za wariatkę...
Dziwna to książka, jak większość powieści Pani Tokarczuk. Ni to thriller, ni kryminał, ni powieść obyczajowa, psychologiczna. Dziwna jest sama bohaterka, nazywająca każdego wymyślonym przez siebie imieniem, mówiąca o różnych zjawiskach czy rzeczach "z dużej litery".
Jednak czyta się ciekawie. Napisana jest dość prosto, więc i tempo może być duże. Przyznaję, że ja osobiście poznawałam powieść na raty, odkładałam, wracałam do niej, by po kilkunastu stronach znów na kilka dni odłożyć. 

czwartek, 8 czerwca 2017

"Alfred i Emily" Doris Lessing

Ocena: 4/6
Rok pierwszego wydania: 2008


Dorris Lessing jest laureatką Nagrody Nobla z 2007 roku. Uznanie zdobyła jej proza mówiąca o doświadczeniach kobiet. Pisarka urodziła się w Persji, a gdy miała kilka lat jej rodzice kupili farmę w Rodezji. Ojciec, weteran I wojny światowej, okaleczony i chory na cukrzycę odnalazł tu spokój i ukojenie. Jednak matka-pielęgniarka, marzyła o barwnym życiu Londynu, w kufrze latami przechowywała piękne suknie, które budziły wspomnienia.
To właśnie swoim rodzicom noblistka poświęciła tę książkę. Składa się z dwóch części. W pierwszej autorka stworzyła rodzicom fikcyjne życie, takie, jakie im się marzyło. Jednak wplotła tu, jak się okazuje, także prawdziwe zdarzenia, jak choćby awanturę Emily z ojcem o wybór zawodu pielęgniarki, co zaowocowało całkowitym zerwaniem relacji. Fikcyjnych bohaterów autorka tworzyła także w oparciu o realne postacie, które ją inspirowały i pasowały do rodziców.
Druga część to autobiograficzna opowieść o życiu głównie na farmie w Rodezji. Jednak poznajemy tu również wcześniejsze losy obojga rodziców, niełatwe, rzutujące na dalsze lata.
Książka napisana jest dość dobrze, zwłaszcza pierwsza część wciąga, czyta się ciekawie i szybko. W drugiej wkradło się wg mnie nieco chaosu, który utrudnia chronologiczne identyfikowanie zdarzeń. Autorka snuje wspomnienia, raz wybiega pamięcią w przód by za chwilę wracać do przerwanego wątku.
To kolejna książka noblistki, po którą sięgnęłam. Poprzednio czytane podobały mi się, tym ciekawiej czytało mi się tą z elementami autobiograficznymi.


wtorek, 6 czerwca 2017

Reaktywacja

Blog zamarł ponad pół roku temu. Dużo się w tym czasie działo. Brakło weny, czasu, ochoty na pisanie.
A jednak są osoby, które nadal tu zaglądają. Dziękuję im za to!
I to z powodu ich obecności, z powodu jednak pojawiających się (wcale nie małych) ilości wyświetleń, postaram się reaktywować blog.
W ciągu tego pół roku kilka dobrych książek przeczytałam, podzielę się uwagami na ich temat.
Warto poza tym wrócić do notatek o książkach dla siebie, bo nie raz treść umyka z pamięci, a na blog zawsze można zajrzeć i wrócić do pewnych tytułów.