wtorek, 21 lipca 2026

"Wielkie nadzieje" Charles Dickens

 Rok pierwszego wydania: 1860

Ocena: 3/6



To moje kolejne spotkanie z prozą Dickensa. Niestety, kolejne nieudane.  Przez całe dojrzałe czytelnicze życie słyszałam mnóstwo zachwytów nad powieściami Dickensa. Robiłam kilka prób, by je poznać, jednak zawsze zniechęcałam się po kilkudziesięciu stronach. Po przeczytaniu opisów "Wielkich nadziei" miałam...wielką nadzieję, że tym razem będzie inaczej, lepiej. Niestety, nie było.

Osierocony Pip jest wychowywany przez surową, apodyktyczną siostrę i jej męża, kowala. Wszystko wskazuje na to, że kiedyś chłopak zostanie uczniem swojego opiekuna i będzie pracował razem z nim. Pewnego dnia Pip pomaga przypadkowo spotkanemu zbiegowi. Przez długie lata głęboko skrywana tajemnica budzi w nim strach przed potencjalnymi konsekwencjami.

Gdy chłopak zostaje zawezwany do zdziwaczałej pani Havisham by umilać jej czas swoim towarzystwem, poznaje śliczną Estellę. Zakochuje się pierwszą niewinną miłością, jednak wie, że nie ma szans ba odwzajemnienie uczucia ze względu na swój status materialny i rodzinę. 

Jednak pewnego dnia los Pipa diametralnie się zmienia. Anonimowy darczyńca przekazuje chłopakowi ogromną sumę pieniędzy. Stawia jednak warunek: Pip ma wyjechać do Londynu i uczyć się. To wydarzenie budzi w sercu młodzieńca ogromne nadzieje: na nowe życie, na wyrwanie się z kuźni, na zdobycie wykształcenia, awans społeczny, a wreszcie na miłość Estelli.

Mimo ciekawego tematu, powieść czytało mi się bardzo opornie. Zwyczajnie mnie nudziła. Zupełnie do mnie nie przemawia, nie mówiąc już o zachwycie. Zastanawiam się, czy mam pecha do złych wydań, złych tłumaczeń, czy po prostu taki jest styl tego pisarza i zwyczajnie mi nie odpowiada? W porównaniu z klasyką w wykonaniu Austen, Prusa czy Sienkiewicza, u Dickensa jest siermiężnie, prosto, bez pięknych opisów, twardo i po męsku. Poza tym klimat, który tworzy ten pisarz jest bardzo mroczny, opowieść przepełniona jest trudnymi emocjami, niesie w sobie dużo smutku. A na obecnym etapie życia niekoniecznie takich emocji oczekuję od czytanych lektur.

Niestety, to pierwsza książka z kalendarza adwentowego 2025, przez którą nie przebrnęłam do końca, która mnie rozczarowała. Jedynie piękna okładka cieszy oko na półce.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz