Jakiś czas temu w szafie z książkami przyczaiły się włóczki. Na początku sięgałam po nie nieśmiało, zachwycona kolorami i miękkością. Musiałam sobie przypomnieć podstawowy robienia na drutach czy szydełku, których nie używałam od wieku nastoletniego. Jednak moja artystyczna dusza coraz bardziej wyrywała się do miękkich dzianin, a w głowie rodziły się kolejne kreatywne pomysły.
I tak wpadłam po uszy. Coraz szybciej przerabiam kolejne oczka, coraz częściej zamawiam paczuszki z nowymi motkami. Wskazówki z tutoriali i filmików przerabiam na swoje pomysły. To doskonałe zajęcie dla rąk podczas długich rodzinnych rozmów. A gdy w domu panuje cisza, włączam audiobooka, który umila dzierganie. W czasie panujących właśnie afrykańskich upałów dzierganie jest jedną z niewielu czynności, na jakie mam siłę. Umysł bardzo zmęczony emocjami i wydarzeniami ostatnich miesięcy, nie chce już nawet czytać, za to doskonale odpoczywa przy robótkach, które są jak medytacja.
Chciałabym gromadzić na blogu wspomnienia zrobionych bluzeczek czy toreb, żeby móc wracać do nich w przyszłości. Tym bardziej, że obie moje pasje przeplatają się i dają równie dużo radości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz