Rok pierwszego wydania: 1920
Ocena: 3,5/6
Lubię od czasu do czasu sięgnąć po literaturę pozytywistyczną. Jest dość specyficzna (jak pewnie każda epoka) ale odpowiada mi ten klimat, zwłaszcza dworków XIX-wiecznych.
Tym razem mój wybór padł na nieznaną mi powieść Marii Rodziewiczówny. Nie jest to literatura zbyt wysokich lotów, na pewno dość schematyczna (zły bohater przechodzi przemianę, propagowanie pozytywistycznych haseł itd) ale mimo to czytało się "Barbarę Tryźniankę" całkiem przyjemnie.
Już na początku poznajemy dość typową rodzinę ziemiańską ówczesnych czasów.
"Pan Feliks Gozdawa był pięknym mężczyzną, doskonale tańczył, jeździł konno, pięknie umiał mówić i z talentem bawił damy. Na jakimś karnawale rozkochał w sobie bogatą pannę - otrzymał jej rękę i Zagaje. Zapewniwszy w ten sposób swój los - dalej tańczył, polował, przyjmował i odwiedzał sąsiadów, i po cichu, dyskretnie zabawiał damy. Przy tym bawił się w gospodarstwo rolne i hodowlane, narzekał na warunki i stosunki, na deszcze i susze, brał udział w różnych zjazdach obywatelskich - przemawiał gładko, gdy była potrzeba, łgał, chwalił się i plotkował na potęgę.
Żona jego, pani Julia, ubóstwiała męża, kochała nad życie dzieci, była wzorem moralności, zasad matrony i obywatelki, i stróżem tradycji domu. Nazywała siebie i była "panią Feliksową", rzeczą, własnością, echem i cieniem męża. Nie miała własnej woli, ani nawet myśli.(...)
Pieniądze na wszystko musiały być, a o spiżarni, ogrodzie, drobiu, trzodzie i nabiale - myślała służba, której w Zagajch było mnóstwo. Ile, co kosztowało, czy się opłacało - nad tym pani Julia nigdy się nie zastanawiała. Zupełnie pod tym względem niefrasobliwy był też pan Feliks. Wydawał, póki było, a gdy brakło, pożyczał. Jako sukurs i fundament dalszego bytu - był brat, stary kawaler, sławny doktor - milioner. (...) Doktor Tomasz rodziny nie uznawał - z kraju się wyniósł, przyjął nawet francuskie obywatelstwo.(...)
Był już najwyższy czas, żeby doktor Tomasz umarł. Najstarszy syn pana Felika, Władek, był powolny, pracowity, ale bardzo tępego umysłu i słabej woli. (...) Ten najwięcej wiedział o złych interesach, ale był podobny do matki, nie troszczył się o nie ani nie myślał samodzielnie. (...) Zagaje, wedle tradycji, miał wziąć najmłodszy, Tomek. Ostatnim dzieckiem państwa Feliksów była dziewczyna - siedemnastoletnia Terka."
W Zagajach działo się coraz gorzej. Długi rosły, Żydzi dopominali się spłat. Wreszcie ziściło się życzenie pana Feliksa: brat Tomasz zmarł! Jednak gdy dziedzic Zagajów dotarł do pokoju, w którym nieboszczyk spędził ostatnie dni życia, znalazł zamiast spadku okrutny list z ostatnią wolą. Nie dość, że Tomasz wyzwał brata od nierobów, leni i utracjuszy, nie dość, że był jak najgorszego zdania o jego dzieciach, to cały majątek zapisał Tomkowi. Jednak był jeden warunek. Ponieważ tylko w tym bratanku wuj widział szansę na poprawę (mimo upartego i hulaszczego charakteru), zadeklarował, że dostanie on spadek tylko wtedy, kiedy się zmieni i stanie "człowiekiem", a ma na to dziesięć lat. Na ten czas wszystkie pieniądze zostały zdeponowane u Barbary Tryźnianki, która oceni postępowanie Tomka i sytuację po dziesięciu latach, i podejmie decyzję o przekazaniu spadku. Niestety nikt nie znał tajemniczej kobiety, nikt o niej nie słyszał, a długie poszukiwania nie przyniosły efektu.
Oczywiście te wiadomości załamały pana Feliksa. W krótkim czasie doprowadziły też do ostatecznego upadku Zagajów i całej rodziny. Jak można się było spodziewać, Tomek z biegiem lat zmienił się w odpowiedzialnego i samodzielnego młodego człowieka, zdobył zawód, uczciwie pracował, spotkał miłość swojego życia i nie chciał już żadnych pieniędzy po wuju.
Niestety mam dość kiepskie wydanie z początku lat 90-tych, w którym występują literówki, gdzieś zdarzyły się urwane zdania. Jednak styl pani Rodziwiczówny jest lekki, przyjemny, ma swoją klasę, dzięki czemu te mankamenty nie popsuły całkiem uroku powieści.
