czwartek, 9 września 2021

"Rok w pensjonacie Leśna Ostoja" Joanna Tekieli

 Rok pierwszego wydania: 2019

Ocena: 3/6



Ciąg dalszy mojej wizyty w pensjonacie Leśna Ostoja. Tym razem spędziłam tam okrągły rok ;)

Pensjonat jest już wyremontowany, wszystko dopięte na ostatni guzik. Przyjeżdżają pierwsi goście. Jednak ktoś musi to wszystko na bieżąco ogarniać. Prezes podejmuje decyzję, że zarządcy pensjonatu będą się zmieniać co miesiąc i będą nimi wydelegowani pracownicy firmy. I tak bohaterem każdego rozdziału jest ktoś inny. Poznajemy sporo historii, i rodzinnych, i lokalnych, i miłosnych. Gdzieś w międzyczasie przewija się Justyna, gnębiona przez sąsiada psychopatę.

Tym razem nie jest już tak wciągająco jak w pierwszej części. Bohaterowie pojawiają się na chwilę i szybko znikają. Czytelnik nie ma okazji ani ich poznać, ani polubić. Poza tym wiele historii nie ma swojego zakończenia, jest jakby urwana w połowie, np. zawał starej Kwietniowej (nawet nie wiadomo, czy wróciła do pracy?) czy dalsze losy małżeństwa jednego z pracowników (przyjeżdża do pensjonatu z żoną, niby chcą ratować małżeństwo, ale ona bierze oddzielny pokój, a pewnego dnia pojawia się jej sympatia z czasu studiów i kobieta wraca z nim do miasta. I...co dalej?).

Humoru jeszcze trochę jest, ale dużo mniej, tak tylko okrasza opowieści. Mało realistycznie za to jak najbardziej;) Ale mimo wszystko lekko i przyjemnie. Przede mną kolejny tom :D

wtorek, 7 września 2021

"Pensjonat Leśna Ostoja" Joanna Tekieli

 Rok pierwszego wydania: 2018

Ocena: 3,5/6



Od kilku miesięcy mój umysł, psychika i czas są bardzo zaabsorbowane nowymi wyzwaniami zawodowymi, stąd brak już sił i mocy przerobowych na ambitne książki. Najbardziej odpowiednie są lekkie, pogodne czytadła, które pozwolą oderwać myśli od życiowych zmagań i chociaż chwilę odpocząć wędrując z bohaterami po wyimaginowanych miejscach.

Wszystkie te oczekiwania spełnia seria o pensjonacie Leśna Ostoja w malowniczym Drzewiu.

38-letnia Justyna, pracownica korporacji w wielkim mieście,  zostaje wydelegowana przez złośliwą szefową do malutkiej miejscowości, by zajęła się remontem podupadłego dworku, niedawno nabytego przez firmę w celach inwestycyjnych. Oczywiście ma to być "kara" i jako taką na początku odbiera ją Justyna. Jednak szybko zmienia zdanie. Okazuje się, że pensjonat wcale nie jest taki zaniedbany, lokalni majstrowie przesympatyczni, a co więcej, w starych murach kryją się tajemnice mrożące krew w żyłach.

Wielkim plusem jest poczucie humoru, z jakim autorka opisuje zarówno przygody Justyny, jak i mieszkańców Drzewia. Co mnie zaskoczyło (pozytywnie), nie ma tu tak często spotykanego w tego typu czytadłach wątku miłosnego, dominującego nad resztą. Ba, żadnej miłości tu nie ma ;) Justyna niedługo przed wyjazdem rozstała się z wieloletnim partnerem, o dziwo nie szuka na siłę nowego, nie wdaje się w romans z żadnym lokalnym lowelasem. Choć robi "maślane oczy" do przystojnego Igora i marzy o nim po nocach, ten okazuje się...proboszczem lokalnej parafii, więc kiepskim kandydatem na męża ;) Główna bohaterka jest kobietą z krwi i kości, a nie jakąś słodką lalą, która porzuca miejskie życie i oczywiście dziedziczy dom na idealnej wsi, gdzie poznaje księcia z bajki ;)

Wprawdzie bohaterowie są mocno przerysowani (ci źli są bardzo źli, a dobrzy-kryształowi ;) ), jednak różnorodni, przedstawieni z sympatią i humorem. Na pewno dodają kolorytu powieści.

Apetyt na czytanie kolejnych stron zaostrzają też tajemnice z przeszłości. Co się stało z poprzednimi właścicielami dworku, którzy zniknęli dziesięć lat temu z dnia na dzień, zostawiając wszystkie ubrania, nawet laptop i samochód w garażu? Jak potoczyły się dalsze losy Emilki, dziedziczki Drzewia i wielkiej miłości jednego z lokalnych stolarzy? Co kryje dziennik niemieckiego oficera, który stacjonował w dworku w 1944 roku? Rozwiązania zagadek, choć trochę infantylne, są zaskakujące.

Powieść, jak przystało na tej rangi utwór, jest lekka, mało realna, bardzo pozytywna i czyta się wręcz "sama". To naprawdę dobra lektura na chwile relaksu i odpoczynku. Na pewno nie jest to powieść z wyższej półki, ambitna, ale całkiem niezła jak na takie czytadło. Z chęcią sięgnę po kolejny tom.

czwartek, 2 września 2021

"Dziewczyna na klifie" Lucinda Riley

 Rok pierwszego wydania: 2011

Ocena: 3,5/6



Najpierw okładka przyciągnęła mój wzrok. Potem zauroczyły mnie opisy irlandzkich klifów. A wreszcie-wciągnęła historia rodziny na przestrzeni stu lat.

Grania, młoda, uzdolniona rzeźbiarka, przed laty wyemigrowała z irlandzkiej farmy do Nowego Yorku, gdzie ułożyła sobie życie u boku Matta. Jednak po stracie ciąży, w ciągu jednego dnia, bez żadnego wyjaśnienia, wraca na rodzinną formę nad zatoką Dunworley. Na klifie spotyka ośmioletnią Aurorę Lisle, mieszkankę pobliskiego zamczyska, najmłodszą z rodu o wielopokoleniowych tradycjach. Mama dziewczynki popełniła samobójstwo kilka lat wcześniej. Jej ojciec, Alexander, prosi Granię o pomoc w opiece nad dzieckiem. Grania szybko przywiązuje się do Aurory, obie zaspokajają nawzajem swoje najgłębsze potrzeby. Szybko okazuje się, że Alexander jest ciężko chory. Składa Grani zaskakującą propozycję....

Matka Grani jest zaniepokojona nową znajomością córki i przeciwna jej angażowaniu się w sprawy rodziny Lisle. Opowiada córce zagmatwaną rodzinną historię, cofając się dwa pokolenia wstecz. Grania dowiaduje się o tragicznym wpływie przodków Aurory na losy jej własnej rodziny. 

To typowe "babskie" czytadło ;) Są źli i dobrzy bohaterowie, jest miłość i happy end mimo wielu burz po drodze do szczęścia ;) Czyta się lekko, szybko, przyjemnie. Powieść nie należy do tych z wyższej, ambitnej półki, ale na pewno można przy niej spędzić kilka miłych wieczorów :) Mimo, że nie przepadam za takimi grubymi sagami, szybko mnie nudzą, w tym przypadku dobrnęłam do końca ;)


wtorek, 31 sierpnia 2021

"Ta chwila" G. Musso

 Rok pierwszego wydania: 2015

Ocena: 3,5/6



Rzadko do tej pory sięgałam po literaturę francuską, ale tak się zdarzyło, że powieścią Musso otwierałam wakacje i powieścią tegoż autora je kończę ;) Są trochę mało francuskie, bo ich akcja dzieje się w Ameryce, ale autor Francuzem jakby na to nie patrzeć-jest ;)

Ależ dziwna jest ta powieść! Zaskoczyła mnie zupełnie, spodziewałam się całkiem innej lektury i akcji, zwłaszcza po doświadczeniach z "Dziewczyną z Brooklinu". 

Arthur, młody lekarz, tuż po studiach, dostaje od ojca (który tak naprawdę nie jest jego ojcem...) w spadku latarnię morską Dwudziestu Czterech Wiatrów. Warunek jest jeden: chłopak nie może otworzyć drzwi, które jego ojciec zamurował kilkanaście lat wcześniej na wyraźne polecenie dziadka Arthura. Co kryje się za drzwiami? Może jakiś trup? Nie, podobno coś dużo gorszego...Chłopak ma wrażenie, że ojciec celowo postawił go przed zamurowanymi drzwiami, licząc, że ten nie posłucha zakazu. Tak się i stało. Arthur odkrywa tajemnicę, która pociąga za sobą kolejne. I staje się przyczyną wielu kłopotów, jakże fantastycznych! Wraz z bohaterem czytelnik zaczyna...przenosić się w czasie!

Akcja ma niesamowite tempo. Zatłoczone, tętniące życiem ulice Nowego Yorku, brawurowe akcje, tajemnice rodu Costello, burzliwy związek z Lisą...Na nudę czytelnik nie może narzekać;) Jednak ja nigdy nie lubiłam takich wyimaginowanych scenariuszy i okazuje się-nadal do mnie nie przemawiają. A zakończenie okazało się zupełnie zaskakujące i trochę niejasne. Bo w końcu o co tu chodzi? Znikał? Przenosił się w czasie? Czy to tylko wyobraźnia?

Za to słowa z okładki zapadły mi w serce: 

"Nie zapomnij, że mamy dwa życia.



Drugie zaczyna się, gdy uświadomisz sobie, że żyje się tylko raz."


poniedziałek, 30 sierpnia 2021

"My przeciwko wam" Fredrik Backman

Rok pierwszego wydania: 2017

Ocena: 4,5/6



 "My przeciwko wam" to ciąg dalszy losów bohaterów, których poznałam niedawno w powieści "Miasto niedźwiedzia".

Nikt nie wie, co się stało pewnej nocy w lesie. Jedno jest pewne: od momentu, kiedy matka znalazła Kevina na ścieżce do biegania,  w śniegu, prawie zamarzniętego, ze śladami moczu na spodniach i przerażeniem w oczach, nastolatek ani razu nie wyszedł z domu, przestał jeść, budzi się z krzykiem co noc. To wystarczy, żeby z bohatera, zwycięzcy, stać się psychopatą w oczach przyjaciół i lokalnej społeczności. Wszyscy się od niego odwracają. Rodzina Kevina niespodziewanie opuszcza miasto. Jednak każde z rodziców odjeżdża w inną stronę. Chłopak siedzi w samochodzie matki, która mimo, że nigdy mu nie wybaczy tego, co zrobił, nigdy go też nie opuści. 

To jedna z konsekwencji tragicznych wydarzeń na imprezie po zwycięskim meczu kilka miesięcy wcześniej. Tamta noc zmieniła większość mieszkańców Bjornstad. A może zmienić jeszcze więcej. Bo klub ma upaść. Gmina nie jest w stanie utrzymać dwóch klubów. W takim razie stawia na  Hed. Zawodnicy drużyny niedźwiedzia zmieniają klub. A jeśli hokej wyniesie się z Bjornstad, miasteczko upadnie. Ale do gry wchodzą politycy...

Na tle walki o klub hokejowy, po raz kolejny autor świetnie wnika w psychikę mieszkańców tej zapomnianej przez świat mieściny. Pokazuje, jak trudno być "innym", żyć z piętnem. 

Kontynuacja "Miasta niedźwiedzia" już mnie tak nie zauroczyła, jak pierwsza część. Jest dobra, ale "Miasto..." postawiło tak wysoko poprzeczkę, że trudno ją przeskoczyć;) Na pewno jest smutna, przygnębiająca. Momentami trudno mi się ją czytało w ponure, ciemne deszczowe dni, które miały być jeszcze bardzo letnie, a zrobiły się już przygnębiająco jesienne... I znużyła mnie trochę polityka. Ale poza tym cieszę się, że znów byłam w Bjornstad i mogłam zobaczyć, co było dalej ;)

środa, 18 sierpnia 2021

"Nomadland: w drodze za pracą" Jessica Bruder

 Rok pierwszego wydania: 2017

Ocena: 4/6



Ameryka - kraj spełnionych marzeń, dobrobytu.  Czy na pewno? Wiele osób po sześćdziesiątym roku życia, zamiast cieszyć się spokojną emeryturą i zasłużonym odpoczynkiem, nie ma środków niezbędnych dla zaspokojenia podstawowych potrzeb. Jedną z nich jest utrzymanie domu/mieszkania. Kryzys 2008 roku pogrzebał ich marzenia, pozbawił nadziei i perspektyw na przyszłość. Upadek systemu ubezpieczeń, niskie wynagrodzenia, drastyczny spadek wartości nieruchomości, choroba, kryzys rodzinny-przyczyn jest tyle, ile osób. Wielu emerytów zmuszonych jest do sprzedania domu, którego nie są w stanie utrzymać. Kupują campera, vana, starą ciężarówkę, która teraz stanie się ich domem, i wyruszają w podróż po kraju w poszukiwaniu pracy.

Dla pracodawców, zwłaszcza wielkich firm, są smakowitym kąskiem. Zdeterminowani, zawsze dostępni (mieszkają na parkingu, więc zawsze mogą kogoś zastąpić...), odpowiedzialni. Nigdy nie narzekają, mimo braku sił, chorób i niskiego wynagrodzenia. 

Przez resztę społeczeństwa traktowani jak bezdomni, sami nie lubią tego określenia. Nazywają siebie współczesnymi nomadami, bezmiejscowymi. Twierdzą, że świadomie podjęli decyzję i porzuceniu systemu opresji, uzależnienia od państwa, płacenia czynszu i podatków. Szczycą się odzyskaną wolnością, uczą minimalizmu, który ma im dać szczęście. Między nomadami zawiązują się przyjaźnie, prowadzone przez nich blogi pełne są porad dla nowicjuszy. Tylko czasem uśmiech przebija się przez łzy...Bo drugą stroną medalu jest samotność, często brak rodziny, brak perspektyw, strach, bezradność, upokorzenie...

Autorka przedstawia nam kilkoro współczesnych amerykańskich nomadów. Jednak dużą część książki stanowi analiza amerykańskiej polityki społecznej, wyzysk ludzi przez duże koncerny (zwłaszcza Amazon jest wielokrotnie przywoływany jako pracodawca bezmiejscowych). Od pewnego momentu jakby wszystko zaczyna się kręcić w kółko, powtarzać. Trochę mnie to znużyło. A trochę liczyłam na coś innego.

Nie ukrywam, że przygnębiający jest obraz starszych ludzi, pozbawionych już sił, nie raz cierpiących na przewlekłe choroby, którzy nie mają nawet swojego miejsca na ziemi, a ostatnie lata życia muszą spędzić w ciężkiej pracy, by mieć jakiekolwiek środki do życia. Obraz dający do myślenia...

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

"Miasto niedźwiedzia" Fredrik Backman

 Rok pierwszego wydania: 2016

Ocena: 6/6



Nie trzeba było długo czekać, żebym po opowieści o Ovem sięgnęła po kolejną książkę Backmana. Ta okazała się jeszcze lepsza. Dużo lepsza. Po prostu powaliła mnie na łopatki. 

Zaczyna się tak trochę mdło. Pierwsze kilkadziesiąt stron dotyczy głównie hokeja. Znajdujemy się w Bjornstad, mieścinie w środku lasu, typowo skandynawskiej, mroźnej, ciemnej, hermetycznie zamkniętej przed światem,  upadającej z dnia na dzień. Podobnej do Borg z powieści o Britt-Marie. W każdym razie ludzie tracą pracę, market wypiera z rynku małe sklepiki i marzenia wielu umierają. Ale nie wszystkich. Bo Bjornstad jest miastem hokeja. Stąd wywodzi się kilka gwiazd. Klub właśnie przygotowuje się do półfinałów juniorów. Emocje sięgają zenitu. Trener wymiotuje z nerwów i wrzeszczy jeszcze więcej niż zawsze, a zawodnikom wszystko uchodzi na sucho. Jeśli drużyna niedźwiedzi wygra, miasto ma szansę na nowe życie. Sponsorzy zainwestują w nową halę, politycy obiecują otworzyć tu liceum sportowe, turyści i kibice zaczną przyjeżdżać do Bjornstad, a to-wiadomo-pociągnie za sobą kolejne inwestycje. 

I niby na początku niewiele ciekawego się dzieje, jeśli nie lubisz sportu. Ale co jakiś czas autor odkrywa niespodziewanie jakąś kartę. Znaczącą w przyszłości, ale o tym czytelnik dowie się dopiero później. Autor wciąga nas w sport, w treningi, na których zawodnicy padają ze zmęczenia, w życie drużyny, w te emocje, zaciera dystans. Pokazuje, że drużyna to po prostu wszystko. To życie. To przyjaźń i bezwzględna lojalność. To zagranie okazuje się kluczowe dla dalszej części opowieści.

Gdy juniorzy wygrywają półfinał, stają się bogami. Nastolatki czują się bezkarni. Wiedzą, że nikt im się nie sprzeciwi, nie wyciągnie konsekwencji z ich poczynań, nie zaryzykuje przegranej w finałach. Dlatego nikt nie widzi nic złego w nazwaniu nauczycielki "cukierkową majteczką", w poniżaniu młodszych kolegów, w "pożyczeniu" cudzego skutera. 

Zwycięstwo trzeba uczcić. Oczywiście mega imprezą w domu Kevina. Kevin to gwiazda, talent, filar zespołu. Do tego syn jednego z najbogatszych i najhojniejszych sponsorów klubu. Jedyne, czego mu brak, to uwagi i uczuć rodziców. Bo ci wychodzą z założenia, że zimny chów to najlepsze, co może uczynić z Kevina prawdziwego mężczyznę. 

To na imprezie dochodzi do tragedii. Morze alkoholu, trawka, poczucie bezkarności, zatracenie granic między tym, co akceptowalne, a co nie...

Nagle nic nie jest proste w tym małym miasteczku. Kto jest tak naprawdę ofiarą? Komu wierzyć? I kto powinien się czuć winny za taki obrót spraw?  Czytelnik zna prawdę od razu, ale mieszkańcy muszą się zdecydować, czym jest lojalność wobec klubu. Słowo przeciwko słowu...Czy warto ryzykować przyszłość drużyny, miasta wierząc piętnastoletniej dziewczynce? Tak łatwo przestać widzieć człowieka w człowieku...Mieszkańcy Bjornstad pogubili się, podzielili. Dużo łatwiej by było, gdyby dziewczyna kłamała...Mogliby wtedy wrócić do swojego normalnego życia, jakby nic się nie stało...A tak-trzeba się opowiedzieć po którejś stronie. Żyć w strachu, że coś trzeba poświęcić. Stracić. Większość stanęła po stronie Kevina. Bo dużo łatwiej wybrać proste kłamstwo niż trudną prawdę.

Nikt z dorosłych nie stanął w obronie dziewczynki. Tylko jej rodzice. Jeszcze bardziej złamani niż ona. Wreszcie Maya sama musiała wymierzyć karę...

Jedno wydarzenie pociąga za sobą lawinę. Nienawiści, oszczerstw, lojalności, wspomnień, walki o dobro najbliżej osoby, jaką jest dziecko. Tyle, że po dwóch stronach barykady tak naprawdę stoi dwójka dzieciaków i ich rodziny. Każda z nich ma bardzo dużo do stracenia. Choć te straty są tak bardzo ze sobą nieporównywalne. 

To opowieść to emocjach. I o przyjaźni. O tym, kiedy ważniejsza jest lojalność a kiedy jednak bycie przyzwoitym człowiekiem, nawet jeśli to najtrudniejsza rzecz na świecie...

Powieść wzbudziła we mnie mnóstwo uczuć. Od sportowego entuzjazmu, przez współczucie po wściekłość. Dawno żadna książka tak mnie nie wciągnęła, nie poruszyła. Dlatego dostaje ode mnie najwyższą ocenę.