Rok pierwszego wydania: 2025
Ocena: 2/6
Ta książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie warto kupować nowości, gdyż są zwykle świetnie reklamowaną lekturą jednorazową, a czasem niestrawną i niemożliwą do skończenia. I że nie można oceniać książki po okładce. Ani po opisie na tejże. Rok temu popełniłam wszystkie te błędy jednocześnie. Zauroczyła mnie piękna okładka i grafika na jej wewnętrznej stronie. Zachęcił opis. I kupiłam. Przebrnęłam przez sto stron...I odłożyłam ją na półkę z myślą, że może nie wpasowuje się w mój chwilowy nastrój? Mimo, że zaczęłam ją czytać latem, kiedy ogród kusi swymi kolorami, co powinno sprzyjać czytaniu o ogrodach, jakby nie patrzeć... Przeleżakowała na półce rok i dałam jej drugą szansę, liczyłam, że tym razem ją skończę. Niestety nie dam chyba rady...
Opis na okładce obiecuje wzruszające opowieści kobiet, mające mnie oczarować. Opowieści o ich ogrodach i powodach, dla których je założyły i uprawiają. Niestety w środku znalazłam przede wszystkim neurotyczne opowieści autorki o jej przemocowych związkach, rozstaniach, presji na posiadanie dziecka itd. Jeśli już oddaje głos innym kobietom, to są to mocno streszczone historie, z reguły smutne, bo okazuje się, że ogród ma głównie koić ból duszy.
Spodziewałam się ogrodów. Pięknych opisów roślin, rozmów w cieniu drzew, zachodów słońca, kropelek rosy. Spodziewałam się pięknej opowieści o kobietach. Siostrzanego ciepła, porozumienia dusz. Przede wszystkim rozmów. Nic z tego nie dostałam.
Książka jest zwyczajnie nudna. Chaotyczna. Bez polotu. Ani styl, ani język kompletnie nie porywają. Nie raz miałam wrażenie, że czytam jakiś feministyczny bełkot pseudoliteracki. Miałam wrażenie, że autorka nie miała co robić w czasie pandemii i po niej i żeby się czymś zająć, zaczęła pisać jakieś notatki. Które potem o dziwo ktoś wydał. Gdyby wycisnąć tekst, z 340 stron zostałoby może kilka kartek.
Wielkie rozczarowanie....A szkoda, bo z tego tematu można by zrobić naprawdę piękną opowieść.


