wtorek, 24 czerwca 2025

"Czarownice, hobbity i piraci" Susanne Gaschke

 Rok pierwszego wydania: 2004

Ocena: 5/6



W małej nadmorskiej bibliotece trafiłam na taki skarb. Pan mnie poinformował, że jestem pierwszą osobą, która tę książkę w ogóle wypożycza, a leżakuje na półce już kilka lat...Może dlatego, że ukryta była gdzieś w dziale o dziwnej nazwie? Bo przecież to niesamowita gratka dla każdego miłośnika książek, a zakładam, że właśnie tacy odwiedzają bibliotekę. 

Autorka omówiła ponad sto różnych tytułów, wraz z cytatami! Znajdziemy tu zarówno książeczki dla dwulatków, jak i powieści dla "dorosłych" nastolatków. Dużo miejsca zajmuje klasyka (Biblia, baśnie, Muminki, Mary Poppins itp).

Zawsze z wielkim zaciekawieniem czytam spostrzeżenia i odczucia innych na temat przeczytanych lektur (tak, pojawienie się blogów książkowych było dla mnie rajem!) Tu dodatkowym atutem jest fakt, że autorka jest Niemką i opowiada także o tytułach niemieckich książeczek, nieznanych w Polsce. Ciekawostką są uwagi na temat niemieckiego rynku czytelniczego i panujących tam trendów.

Spędziłam z tą książką kilka bardzo przyjemnych godzin. Momentami aż mi się w głowie plątało od ilości tytułów, ale to akurat jedno z tych przyjemnych odczuć u takiej książkoholiczki jak ja ;)


wtorek, 10 czerwca 2025

"Na wschód od Edenu" John Steinbeck

 Rok pierwszego wydania: 1952

Ocena: 6/6



Powieść niezwykła. Kompletna. 

To historia tragicznych losów rodziny Trasków, która osiedliła się na początku XX wieku w dolinie Salinas. Aron i Kaleb-dwaj bracia, różni od siebie jak ogień i woda, powtarzają odwieczną przypowieść o Kainie i Ablu. Dobro i zło wciąż się ze sobą ścierają. 

Z jednej strony to klasyczna saga o kalifornijskich farmerach. Z drugiej, głęboka opowieść o ponadczasowych wartościach, miłości, zdradzie, nienawiści, złu, któremu trudno postawić tamę. 

"Pamiętam nazwy, jakie w dzieciństwie nadawałem różnym trawom i tajemniczym kwiatom. Pamiętam miejsca, gdzie trafiały się ropuchy, i godzinę przebudzenia ptaków w lecie, zapach drzew i pór roku, i to, jak wyglądali, chodzili, a nawet pachnieli ludzie. Wspomnienia zapachów są bardzo bogate" (str 9)

"Trzeba wielkiej odwagi, żeby głosić prawdę, która jest nie do przyjęcia dla współczesnych"

"Chełpić się można każdą rzeczą, jeżeli jest ona wszystkim, co mamy. Możliwe, że im mniej mamy, tym więcej musimy się chełpić".

Monumentalna powieść, ponad 850 str, od której jednak trudno się oderwać. 

wtorek, 20 maja 2025

"Północ i Południe" Elizabeth Gaskell

 Rok pierwszego wydania: 1854

Ocena: 6/6



Tym razem, przyznaję, pierwszy był serial, który bardzo mi się spodobał. Dopiero po latach sięgnęłam po pierwowzór i nie zawiodłam się! Ba, zachwyciła mnie ta powieść!

Margaret Hale i Jonh Thornton to jedna z tych znanych klasycznych par z XIX wieku, o których czyta się w opasłych tomiszczach. Ona-córka zubożałego pastora, przenosi się z rodziną z małej, wiejskiej plebanii w Helstone na południu Anglii do zadymionego, robotniczego Milton. On - przemysłowiec z Północy, właściciel fabryki, Ona - dobra, wrażliwa na ludzką krzywdę, współczująca. On - twardo stąpający po ziemi, kierujący się twardymi prawami ekonomii, zimny i nieprzystępny. Wydawałoby się, że nie ma mniej dobranych ludzi. A jednak, oczywiście wszystko zmierza do happy endu ;)

Ale ta powieść nie jest słodkim jak ulepek romansem. To doskonały obraz życia w przemysłowym, XIX-wiecznym mieście w Anglii. Bohaterowie pochodzą z różnych warstw społecznych, spotkamy tu i przedstawicieli arystokracji, i biedaków, umierających od biedy i chorób.

"Oto życie w mieście. Nerwy mieszkańców napinają się przez ten cały pośpiech, krzątaninę, nieustanny ruch, który ich otacza. Nawet nie wspominam o stłoczeniu na ograniczonej przestrzeni tych domków. Samo to stanowi jednak wystarczającą przyczynę depresji i obniżenia nastroju. Na wsi ludzie żyją bardziej poza domem, na zewnątrz. Nawet dzieci. I nawet zimą" (str 396)

"Przypuszczam, że każdy sposób życia wiąże się z pewnymi wyzwaniami i zagrożeniami. Mieszkaniec miasta z trudem znajduje w sobie spokój i cierpliwość, natomiast dla kogoś wychowanego  na wsi problemem okazałyby się przedsiębiorczość i stawianie czoła niespodziewanym komplikacjom. A żaden z nich nie radzi sobie dobrze z przewidywaniem przyszłości. Pierwszy dlatego, że teraźniejszość jest taka żywa, tak pędzi do przodu. Drugi dlatego, że jego życie skłania go do trochę zwierzęcej egzystencji -  z powodu niewiedzy nie dba o satysfakcję płynącą z osiągania czegoś, co mógłby zaplanować, czemu mógłby się poświęcić" 

Cieszę się, że mam tę powieść na półce i mogę do niej wracać, kiedy tylko zapragnę znów znaleźć się w Milton.

poniedziałek, 14 października 2024

"Ja śpiewam, a góry tańczą" Irene Sola

 Rok pierwszego wydania: 2019

Ocena: 4/6



"Te góry są wyjątkowe. Pierwotne. Z innego świata. Legendarne.

Pirene była córką Tubala, króla Iberii. A Gerion był olbrzymem o trzech ludzkich ciałach złączonych w pasie i odebrał tron Tubalowi. Pirene uciekła w te góry, a Gerion podpalił je całe, żeby ją osaczyć. Spalił ją żywcem, a Herakles pokrył jej zwłoki wspaniałymi kamieniami, tworząc łańcuch niczym rzeźbę grobową, rozciągnięty od Zatoki Biskajskiej do przylądka Creus. Te góry zwą się Pirenejami w hołdzie dla Pirene." (str 70)

"Dzisiejszy poranek jest wilgotny. Oddycham głęboko (...) To zapach ziemi, drzew i poranka. Wcale się nie dziwię, że ludzie stąd są lepsi, prawdziwsi, szlachetniejsi, skoro oddychają tym powietrzem każdego dnia. I piją wodę z tej rzeki. I codziennie kontemplują te legendarne góry, tak piękne, że aż chwyta za serce." (...)

"Pewien mieszkaniec mi powiedział, że te skały są przeklęte, że co dziesięć lat ktoś ginie od uderzenia pioruna." 

"Tutaj, wysoko, również emocje są znacznie surowsze. Bardziej nagie. Bardziej autentyczne. Życie i śmierć, życie i śmierć, i instynkt, i brutalność tu, wysoko, są obecne na każdym kroku. My, cała reszta, zapomnieliśmy o tym, jak wspaniałe jest życie. My, z wielkich miast, żyjemy jakby w rozwodnieniu. (...)

Tutaj, wysoko, również czas na inną konsystencję. Odnoszę wrażenie, jakby godziny nie ważyły tyle samo. Jakby dni nie trwały tyle samo ani nie miały takiego samego koloru, ani takiego samego smaku. Tutaj czas płynie inaczej, ma inną wartość" (str. 72) 

Coraz mniej lubię literaturę współczesną. Nie pasuje mi ten rodzaj narracji, jakiś skrótowy, oszczędny w słowa. Wolę klasyczne, długie i barwne opowieści.

Skusiła mnie piękna okładka. Miało być baśniowo, magicznie. Miała być ciekawa historia. Niby było to wszystko ale jakoś tak skrótowo, zaplątanie. Zdecydowanie wolę innego rodzaju opowieści.


piątek, 6 września 2024

"Francja. Radość życia" Cathy Yandell

 Rok pierwszego wydania: 2023

Ocena: 4,5/6



We Francji, w Paryżu byłam tylko raz, prawie 30 lat temu, na wycieczce. Biegając między muzeami nie miałam za bardzo okazji nasiąknąć klimatem tego miasta. Literatura francuska też nie jest tym czym się zaczytuję. Ale w ostatnim czasie zbiegiem różnych okoliczności wpadły mi w ucho francuskie piosenki, do ręki książka francuskiej autorki, a obecnie czytam "Sławę i chwałę" Iwaszkiewicza, w której to powieści bohaterowie bywają właśnie w Paryżu. Kiedy więc trafiłam na zachęcającą recenzję "Francji" autorstwa  osoby, co do której gustów czytelniczych i znawstwa mam duże zaufanie, pobiegłam do biblioteki i zanurzyłam się w opowieści o tym mało mi znanym kraju.

Autorka jest Amerykanką, która po raz pierwszy odwiedziła Paryż w wieku kilkunastu lat w ramach wymiany studenckiej i...zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia! Po latach wróciła już z mężem i z dziećmi na kilka lat, jako wykładowczyni literatury na uczelni. Zapragnęła wtopić się w miasto, w kulturę, jak tylko jest to możliwe dla obcokrajowca. Przy okazji nie uniknęła oczywiście mniejszych i większych wpadek, o których z dużym dystansem i poczuciem humoru opowiada w książce. Jednak to nie zabytki czy sztuka były głównym obiektem jej zainteresowań, a przynajmniej tak wywnioskowałam z czytanej lektury, a szeroko rozumiana radość życia, która charakteryzuje Francuzów. Jej źródeł jest wiele, zarówno małych jak i dużych. Paryżanie są mistrzami celebrowania posiłków i gotowania (jest np. zakaz jedzenia w pracy przy komputerze i biurku, gdyż śniadanie powinno być spożywane w oderwaniu od obowiązków zawodowych, najlepiej w uroczej knajpce w miłym towarzystwie).  Cenią sobie dobre relacje międzyludzkie, lubią się spotykać z rodziną czy przyjaciółmi, ale też porozmawiać ze sprzedawcą warzyw czy piekarzem z sąsiedniej ulicy. Czerpią mnóstwo czysto zmysłowej przyjemności z fizycznej aktywności, ćwiczeń w parkach, uprawiania sportu czy choćby spontanicznego tańca. Korzystają chętnie z talasoterapii czyli zabiegów z wykorzystaniem wody morskiej. Wszechobecna sztuka i literatura (we Francji czytanie książek jest elementem życia społecznego!) również są źródłem przyjemności!

Nie jest to przewodnik. Nie jest to powieść. To raczej luźna opowieść autorki o tym, jak poznawała inną kulturę, jak uczyła się tytułowej radości życia. Z książki dowiemy się, że jeśli umawiamy się na wizytę na 20.00 to zdecydowanie powinniśmy przyjść o 20.15 i jakich kwiatów w żadnym wypadku nie należy dawać pani domu,  a nie o zabytkach oglądanych masowo przez turystów.

Lektura jest bardzo przyjemna i lekka, czyta się ją szybko i z uśmiechem. Przyznam, że od dwóch dni pijam kawę z dużo większym skupieniem i radością niż wcześniej i rozmyślam o tym, jak czerpać radość z codziennych drobnych czynności. Mam też ochotę sięgnąć po francuską literaturę i obejrzeć jakiś francuski film. Taka jest magia książki!

wtorek, 13 sierpnia 2024

"Pokaż mi swoją bibliotekę" Aleksandra Rybka

 Rok pierwszego wydania: 2020

Ocena: 5/6



Niesamowita gratka dla wszystkich książkomaniaków, bibliofilów, moli książkowych! Autorka rozmawia ze znanymi pisarzami, wydawcami, ludźmi ze świata literatury i kultury na temat tego, co czytają, kiedy, gdzie, jakie pozycje mają w swoich prywatnych biblioteczkach, co czytali w dzieciństwie...

Co mnie zachwyciło: ich wielkie księgozbiory. Są powodem moich cichych westchnień. Oczywiście rozumiem, że praca zawodowa każdego z nich jest związana z książkami i ich czytaniem, że mnóstwo egzemplarzy dostają za darmo do recenzji, że to bywa zgubne, te ilości...Ale rozum mówi swoje, a serce swoje ;)

Co mnie pocieszyło: wszyscy mówią o tym, że nie przeczytali książek ze swojej biblioteki. Że wiele tytułów chcą po prostu mieć. Lubią na nie patrzeć. Uff..Czyli nie tylko ja tak mam ;) Koniec z wyrzutami sumienia przy kolejnych zakupach, bo przecież tyle nieprzeczytanych mam na swoich półkach ;)

Co mnie lekko przeraziło: fakt, że można nagromadzić tyle książek, że nie ma się za bardzo miejsca do życia we własnym mieszkaniu. 

Uwielbiam czytać takie książki! Są dla mnie inspiracją do dalszych poszukiwań. Zaglądam na strony rozmówców, żeby ich zobaczyć, lepiej poznać. Zaglądam na YT i oglądam filmiki, w których opowiadają o swoich książkach. Oczywiście szukam tytułów, które są dla nich ważne, żeby zerknąć co to za gatunek, czy może i mnie zaciekawi. 

Od takich książek zaczynam snuć pajęcze nitki w najróżniejszych kierunkach. I czasem się zdarza, że w moje sieci wpadnie jakaś ciekawa, nowa pozycja :)


piątek, 9 sierpnia 2024

"Zapomniane niedziele" Valerie Perrin

 Rok pierwszego wydania: 2015/2024

Ocena: 4,5/6



Dwudziestojednoletnia Justine pracuje w domu opieki. O dziwo, czuje się w tym miejscu bardzo dobrze. Z oddaniem zajmuje się zniedołężniałymi staruszkami, cierpliwie znosi ich humory i  uwielbia słuchać opowieści. Zwłaszcza prawie stuletniej Helene Hel, której historię życia i wielkiej miłości dziewczyna spisuje w niebieskim zeszycie. Przy łóżku staruszki Justine poznaje pięknego Romana, jej wnuka, który przyjeżdża by czytać babci książki. To jemu dziewczyna chce w przyszłości podarować spisaną historię.

Pewnego dnia ktoś zaczyna anonimowo dzwonić do rodzin pensjonariuszy, by poinformować o rzekomej śmierci bliskiej osoby. Gdy dzieci i wnuki przyjeżdżają do Hortensji, okazuje się, że babcia czy dziadek żyje i ma się dobrze, a fortel miał ich zmusić do odwiedzin. Ktoś ewidentnie chce, by bliscy przypomnieli sobie o tych "zapomnianych w niedzielę", czekających bez skutku, ale z nadzieją, co tydzień.

Justine mieszka z dziadkami i młodszym kuzynem, którego traktuje jak brata. Gdy oboje byli mali, ich rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Dziewczyna zaczyna szukać przesłanek, które pomogą rozjaśnić okoliczności zdarzenia. Przy okazji odkrywa okropną rodzinną tajemnicę. To z jej powodu w domu nigdy nie rozmawia się o zmarłych bliźniakach i ich żonach. 

Z jednej strony powieść napisana jest dość banalnie. Z drugiej-przeplatające się historie  naprawdę wciągają, a ich zakończenie jest zaskakujące. Relacja Helene z Justine wzrusza, a piękne uczucie Luciena i jego wojenne losy napełniają melancholią. 

Być może u mnie książka trafiła na "swój czas", być może kiedyś indziej nie spodobałaby mi się tak bardzo, być może zwróciłabym więcej uwagi na różne banały. Ale teraz, w te letnie, leniwe dni, czytało mi się ją naprawdę dobrze, choć daleka jest od beztroskiej radości.