czwartek, 23 lipca 2026

"Myszy i ludzie" John Steinbeck

 Rok pierwszego wydania: 1937

Ocena: 6/6



Wreszcie trafiłam na powieść, która znów mnie zachwyciła, wchłonęła i przywróciła chęć na czytanie! Po raz kolejny Steinbeck okazał się niezawodny!

"Myszy i ludzie" to książeczka dość krótka, ot 120 stron. Ale jaka intensywna, jaka emocjonalna, jaka treściwa!

Lata 30-te XX wieku, wielki kryzys gospodarczy w Stanach. "Kilka mil na południe od Soledad rzeka Salinas zbliża się do wzgórz, a jej nurt nabiera głębi i zielonkawej barwy". George i Lennie wspólnie wędrują od farmy do farmy "za pracą". Przywódcą tego duetu jest George, a wielki, silny, ale upośledzony Lennie jak małe dziecko podąża za nim i słucha go we wszystkim. Nieświadomy swojej siły gigant ciągle pakuje się w jakieś poważne kłopoty i obaj muszą uciekać z kolejnych farm. Marzą o posiadaniu kawałka własnej ziemi, by móc być niezależnymi, pracować dla siebie. Lenny ma w głowie jedno: George obiecał mu, że będzie mógł dbać o króliki. Bo Lenny bardzo lubi głaskać wszystko, co miłe, miękkie, aksamitne i przyjemne w dotyku. Niestety, to upodobanie po raz kolejny prowadzi do tragedii...

Steinebck stworzył niesamowitą atmosferę, aż iskrzącą się od narastającego napięcia. Dość szybko czytelnik spodziewa się, że coś się stanie, tylko nie wiadomo co. Jakaś tragedia wisi w powietrzu. George też się jej spodziewa, dlatego uczy Lenniego, gdzie ma się schować i na niego czekać, kiedy znów coś nabroi...

Powoli Steinbeck staje się jednym z moich ulubionych pisarzy.

wtorek, 21 lipca 2026

"Wielkie nadzieje" Charles Dickens

 Rok pierwszego wydania: 1860

Ocena: 3/6



To moje kolejne spotkanie z prozą Dickensa. Niestety, kolejne nieudane.  Przez całe dojrzałe czytelnicze życie słyszałam mnóstwo zachwytów nad powieściami Dickensa. Robiłam kilka prób, by je poznać, jednak zawsze zniechęcałam się po kilkudziesięciu stronach. Po przeczytaniu opisów "Wielkich nadziei" miałam...wielką nadzieję, że tym razem będzie inaczej, lepiej. Niestety, nie było.

Osierocony Pip jest wychowywany przez surową, apodyktyczną siostrę i jej męża, kowala. Wszystko wskazuje na to, że kiedyś chłopak zostanie uczniem swojego opiekuna i będzie pracował razem z nim. Pewnego dnia Pip pomaga przypadkowo spotkanemu zbiegowi. Przez długie lata głęboko skrywana tajemnica budzi w nim strach przed potencjalnymi konsekwencjami.

Gdy chłopak zostaje zawezwany do zdziwaczałej pani Havisham by umilać jej czas swoim towarzystwem, poznaje śliczną Estellę. Zakochuje się pierwszą niewinną miłością, jednak wie, że nie ma szans ba odwzajemnienie uczucia ze względu na swój status materialny i rodzinę. 

Jednak pewnego dnia los Pipa diametralnie się zmienia. Anonimowy darczyńca przekazuje chłopakowi ogromną sumę pieniędzy. Stawia jednak warunek: Pip ma wyjechać do Londynu i uczyć się. To wydarzenie budzi w sercu młodzieńca ogromne nadzieje: na nowe życie, na wyrwanie się z kuźni, na zdobycie wykształcenia, awans społeczny, a wreszcie na miłość Estelli.

Mimo ciekawego tematu, powieść czytało mi się bardzo opornie. Zwyczajnie mnie nudziła. Zupełnie do mnie nie przemawia, nie mówiąc już o zachwycie. Zastanawiam się, czy mam pecha do złych wydań, złych tłumaczeń, czy po prostu taki jest styl tego pisarza i zwyczajnie mi nie odpowiada? W porównaniu z klasyką w wykonaniu Austen, Prusa czy Sienkiewicza, u Dickensa jest siermiężnie, prosto, bez pięknych opisów, twardo i po męsku. Poza tym klimat, który tworzy ten pisarz jest bardzo mroczny, opowieść przepełniona jest trudnymi emocjami, niesie w sobie dużo smutku. A na obecnym etapie życia niekoniecznie takich emocji oczekuję od czytanych lektur.

Niestety, to pierwsza książka z kalendarza adwentowego 2025, przez którą nie przebrnęłam do końca, która mnie rozczarowała. Jedynie piękna okładka cieszy oko na półce.


wtorek, 7 lipca 2026

"Lawendowy pokój" Nina George

 Rok pierwszego wydania: 2014

Ocena: 3,5/6



Dawno nie sięgałam po tzw babskie czytadła. Od dawna jestem rzadkim gościem w bibliotekach. Jednak urlop rządzi się swoimi prawami. Kiedy więc w nadmorskiej bibliotece w moje ręce wpadła powieść o książkach, nie wahałam się ani chwili! 

Pięćdziesięcioletni Jean Perdu jest właścicielem Apteki Literackiej, czyli księgarni na barce w Paryżu. Dobiera książki dla swoich klientów niczym farmaceuta medykamenty. Umie czytać ludzkie emocje i dobiera tytuły wg potrzeb: pocieszające, wzruszające, odstresowujące, dodające odwagi itd. Tylko sobie nie potrafi pomóc...Dwadzieścia jeden lat temu odeszła od niego ukochana kobieta, a Jean przestał wtedy tak naprawdę żyć i czuć. 

Kiedy w kamienicy pojawia się porzucona przez męża Catherine, której sąsiedzi próbują pomóc, w ręce Jeana trafia przez przypadek list napisany przez ukochaną Manon w dniu jej odejścia. Przez dwadzieścia jeden lat Jean nie chciał go otworzyć, bo po co czytać oklepane, banalne wyjaśnienia...Tym razem zdobywa się na odwagę. Słowa, które czyta, przewracają jego życie do góry nogami, a wydarzenia sprzed lat stawiają w zupełnie innym świetle...

Pewnego letniego dnia Jean podejmuje spontaniczną decyzję: odcumowuje barkę i rusza przez piękną Prowansję do miejsca, w którym mieszkała Manon, by spotkać się  z jej mężem. W ostatniej chwili na pokład wskakuje Max, młody pisarz, który chce uciec przed nachalnymi fankami i poszukać natchnienia na nową powieść. I tak rozpoczyna się długa, pełna przygód, ale też rozmyślań o życiu i przeszłości, podróż przez malownicze rejony Francji.

Początek powieści  mnie zauroczył, jak to się zwykle dzieje, gdy akcja dotyczy książek, a główny bohater jest księgarzem! Książki, wszędzie książki, w mieszkaniu Jeana, na barce! Tyle inspirujących tytułów! Ale im dalej tym robi się mniej książkowo, a bardziej miłośnie i romansowo, zaś zakończenie jest typowym wyciskaczem łez.

To dobra lektura na leniwe, urlopowe dni i wieczory pełne nicnierobienia.

czwartek, 2 lipca 2026

Letnie bluzeczki ażurowe

 



Obie zrobione w zeszłym roku. Obie z włóczki Drops Safran, na drutach nr 3. Robione na około, od dołu, zszywane na ramionach.

Bardzo przewiewne, cienkie, idealne na upały.

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Letnia torba niebieska

 


Torba zrobiona ze sznurka Yarn Art, na szydełku nr 6. Dzięki ścisłemu splotowi jest dość sztywna. Krótkie rączki z tego samego materiału. 

Zużyłam niecały motek.

niedziela, 28 czerwca 2026

"Podróże z Herodotem" Ryszard Kapuściński

 Rok pierwszego wydania: 2004

Ocena: 5+/6



Nie wiem, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o "Dziejach" Herodota, ale w mojej głowie ten tytuł tkwi już od dawna. Jednak wciąż podchodzę z wielką nieśmiałością do tej obszernej książki, tym bardziej, że została napisana prawie 500 lat przed Chrystusem! Gdy pojawiła się w moim Kalendarzu Adwentowym w zeszłym roku i tym samym zajęła miejsce na półce z książkami, przypomina mi o sobie coraz częściej. I coraz większą mam ochotę wreszcie ją przeczytać.

Jednak koleżanka, dużo bardziej oczytana niż ja, podpowiedziała mi, żebym najpierw sięgnęła po "Podróże z Herodotem" Kapuścińskiego. A że lato kojarzy się nie tylko z lekkimi powieściami przygodowymi, ale też z podróżami, a Kapuściński na mojej półce czeka już dość długo na swoją kolej, posłuchałam rady koleżanki.

Wybitny polski reportażysta tym razem sięgnął po wątki autobiograficzne i cofnął się do początków swojej pracy. Wtedy to po raz pierwszy został wysłany do Indii. 

"Na koniec tej rozmowy, w której dowiedziałem się, że jadę w świat, Tarłowska sięgnęła do szafy, wyjęła książkę i podając mi ją powiedziała: -To ode mnie, na drogę. Była to gruba książka w sztywnych, pokrytych żółtym płótnem okładkach. Na froncie przeczytałem wytłoczone złotymi literami nazwisko autora i tytuł: Herodot. DZIEJE" (str 14)

Z wielkim zainteresowaniem czytałam o wrażeniach i przeżyciach młodego Kapuścińskiego, którego marzeniem, po podróżach po małych polskich miasteczkach i wsiach, było przekroczyć granicę. Jego marzenie spełniło się w niespodziewanej skali. Znalazł się w zupełnie obcym świecie, bez znajomości języka, zaskoczony, zagubiony, zauroczony. 

Tak rozpoczęły się jego podróże na daleki i bliski Wschód czy do Afryki. W tych podróżach towarzyszyły Kapuścińskiemu "Dzieje" Herodota. Stąd też tytuł książki. Autor przytacza fragmenty "Dziejów" nawiązujące do rejonów, w których był i je czytał, ale też do jego przemyśleń i wrażeń. Fragmenty te komentuje, czasem streszcza. Daje wspaniałą lekcję historii starożytnej, nawiązując do "Dziejów". Zawsze byłam na bakier z tym przedmiotem w szkole, a i później jakoś nie było za bardzo czasu i okazji nadrabiać zaległości. Tym bardziej czytam książkę z wielkim zaciekawieniem i już planuję kolejne lektury dotyczące Antyku. 

U Kapuścińskiego więcej Herodota niż podróży nawet!

"Wtedy, w Kongu, historie opisywane przez Herodota tak mnie wciągnęły, że chwilami bardziej przeżywałem grozę narastającej wojny między Grekami i Persami niż tej aktualnej, kongijskiej, na której byłem korespondentem" (str. 157)

Między wierszami przewijają się realia głębokiego PRL-u, warunki podróżowania w latach 50-tych czy 60-tych ubiegłego wieku. Ale...

"Wracam do Herodota. Częste czytanie jego dzieła i nawet pewne zżycie się, swoisty rodzaj obycia się i przyzwyczajenia, odruchu i nawyku zaczęły wywierać na mnie dziwny wpływ, którego nie umiem dokładnie zdefiniować. Na pewno wprowadza mnie on w stan, w którym przestaję odczuwać, że istnieje bariera czasu, że od wydarzeń opisywanych przez Greka dzieli mnie dwa i pół tysiąca lat, przepaść, w której spoczywa i Rzym, i średniowiecze, narodziny i istnienie Wielkich Religii, odkrycie Ameryki, Odrodzenie i Oświecenie, maszyna parowa i iskra elektryczna, telegraf i samolot, setki wojen, w tym dwie światowe, odkrycie antybiotyku, eksplozja demograficzna, tysiące i tysiące rzeczy i zdarzeń, które - gdy czytamy Herodota- znikają, jakby ich nie było albo zeszły z pierwszego planu, z czoła sceny, i cofnęły się w cień, skryły za kotarą, za kulisami" (str 206) 

To moje pierwsze spotkanie z Kapuścińskim. Bardzo udane. Piękny język, spójne zdania, przemyślana konstrukcja. 

I na pewno zachęcił mnie do sięgnięcia wreszcie po "Dzieje"! Mam nawet może takie samo wydanie z 1959 roku, jak to, które dostał Kapuściński u progu swych podróży! 



piątek, 26 czerwca 2026

Książki i włóczki



 Jakiś czas temu w szafie z książkami przyczaiły się włóczki. Na początku sięgałam po nie nieśmiało, zachwycona kolorami i miękkością. Musiałam sobie przypomnieć podstawy robienia na drutach czy szydełku, których nie używałam od wieku nastoletniego. Jednak moja artystyczna dusza coraz bardziej wyrywała się do miękkich dzianin, a w głowie rodziły się kolejne kreatywne pomysły. 

I tak wpadłam po uszy. Coraz szybciej przerabiam kolejne oczka, coraz częściej zamawiam paczuszki z nowymi motkami. Wskazówki z tutoriali i filmików przerabiam na swoje pomysły.   To doskonałe zajęcie dla rąk podczas długich rodzinnych rozmów. A gdy w domu panuje cisza, włączam audiobooka, który umila dzierganie. W czasie panujących właśnie afrykańskich upałów dzierganie jest jedną z niewielu czynności, na jakie mam siłę. Umysł bardzo zmęczony emocjami i wydarzeniami ostatnich miesięcy, nie chce już nawet czytać, za to doskonale odpoczywa przy robótkach, które są jak medytacja. 

Chciałabym gromadzić na blogu wspomnienia zrobionych bluzeczek czy toreb, żeby móc wracać do nich w przyszłości. Tym bardziej, że obie moje pasje przeplatają się i dają równie dużo radości.

Wszystkie prezentowane robótki i wyroby są moimi autorskimi pomysłami. Do tej pory nie robię nic wg schematów czy wzorów.