100% bawełna, druty nr 3.5. Prawe oczka z reglanem.
Zużyłam 3 motki włóczki.
W ramach wyrabiania zalegających od lat włóczek i sznurków. Zrobiona szydełkiem nr 4. Uchwyt gotowy.
To była jedna z pierwszych zrobionych przeze mnie toreb. Miała gotowe uszy do noszenia na ramieniu. Ale jest zrobiona z resztek włóczki i jest bardzo miękka, duża i niewygodna na ramię.
Znów zostały mi resztki sznurka, sztywnego, więc dostała nowe krótkie uchwyty i będzie idealna na zakupy.
Rok pierwszego wydania: 2025
Ocena: 2/6
Ta książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie warto kupować nowości, gdyż są zwykle świetnie reklamowaną lekturą jednorazową, a czasem niestrawną i niemożliwą do skończenia. I że nie można oceniać książki po okładce. Ani po opisie na tejże. Rok temu popełniłam wszystkie te błędy jednocześnie. Zauroczyła mnie piękna okładka i grafika na jej wewnętrznej stronie. Zachęcił opis. I kupiłam. Przebrnęłam przez sto stron...I odłożyłam ją na półkę z myślą, że może nie wpasowuje się w mój chwilowy nastrój? Mimo, że zaczęłam ją czytać latem, kiedy ogród kusi swymi kolorami, co powinno sprzyjać czytaniu o ogrodach, jakby nie patrzeć... Przeleżakowała na półce rok i dałam jej drugą szansę, liczyłam, że tym razem ją skończę. Niestety nie dam chyba rady...
Opis na okładce obiecuje wzruszające opowieści kobiet, mające mnie oczarować. Opowieści o ich ogrodach i powodach, dla których je założyły i uprawiają. Niestety w środku znalazłam przede wszystkim neurotyczne opowieści autorki o jej przemocowych związkach, rozstaniach, presji na posiadanie dziecka itd. Jeśli już oddaje głos innym kobietom, to są to mocno streszczone historie, z reguły smutne, bo okazuje się, że ogród ma głównie koić ból duszy.
Spodziewałam się ogrodów. Pięknych opisów roślin, rozmów w cieniu drzew, zachodów słońca, kropelek rosy. Spodziewałam się pięknej opowieści o kobietach. Siostrzanego ciepła, porozumienia dusz. Przede wszystkim rozmów. Nic z tego nie dostałam.
Książka jest zwyczajnie nudna. Chaotyczna. Bez polotu. Ani styl, ani język kompletnie nie porywają. Nie raz miałam wrażenie, że czytam jakiś feministyczny bełkot pseudoliteracki. Miałam wrażenie, że autorka nie miała co robić w czasie pandemii i po niej i żeby się czymś zająć, zaczęła pisać jakieś notatki. Które potem o dziwo ktoś wydał. Gdyby wycisnąć tekst, z 340 stron zostałoby może kilka kartek.
Wielkie rozczarowanie....A szkoda, bo z tego tematu można by zrobić naprawdę piękną opowieść.
Rok pierwszego wydania: 2022
Ocena: 5/6
Po raz kolejny tego lata mogę powiedzieć: dawno nie sięgałam po kryminał! Bardzo dawno! Ale to lato rządzi się swoimi prawami i czasem warto zrobić odstępstwo od reguły. Tym bardziej, że jakiś czas temu o "Schronisku..." było dość głośno, ma wiele dobrych recenzji i zbierało nagrody jako książka roku. Tym bardziej, że zbiegiem różnych okoliczności "Schronisko..." znalazło się w moim domu i kusiło, by jednak dać mu szansę. Więc dałam. I nie żałuję swojej decyzji.
Max, młody stomatolog, ma do wykorzystania zaległy urlop. Mimo ponurej listopadowej aury postanawia jechać w Karkonosze, do nieczynnego schroniska Pod śnieżnymi kotłami, które niedawno kupił jego ulubiony wujek. Niestety, kilka tygodni wcześniej mężczyzna zginął w wypadku, spadł w przepaść robiąc zdjęcie. Max nie może sobie wybaczyć, że nie miał czasu wcześniej odwiedzić wujka.
W opuszczonym schronisku zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Okazuje się, że wujek dostał przed śmiercią pocztówkę z pogróżkami. Podobną korespondencję odebrał też właściciel innego schroniska. Czy rzeczywiście we wrześniu wydarzył się w górach nieszczęśliwy wypadek? Czy komuś zależało na tym, żeby Artur zginął? Max zaczyna robić swoje dochodzenie, a atmosfera stopniowo się zagęszcza. Adrenalina rośnie ;)
W międzyczasie wychodzą na jaw rodzinne tajemnice, które mnożą w głowie Maxa kolejne zagadki.
We współczesną akcję kryminalną wpleciona jest ciekawie opowiedziana okołowojenna historia Karkonoszy, w której splatały się losy Czechów, Niemców i Polaków.
Rzeczywiście powieść wciąga. Nie jest to kryminał podobny do dziesiątki innych wydanych w ostatnim miesiącu. Widać, że autor pasjonuje się historią tego regionu, ma szeroką wiedzę, którą dzieli się z czytelnikami. "Schronisko..." spodobało mi się na tyle, że zamówiłam w bibliotece kolejny tom.
Rok pierwszego wydania: 1937
Ocena: 6/6
Wreszcie trafiłam na powieść, która znów mnie zachwyciła, wchłonęła i przywróciła chęć na czytanie! Po raz kolejny Steinbeck okazał się niezawodny!
"Myszy i ludzie" to książeczka dość krótka, ot 120 stron. Ale jaka intensywna, jaka emocjonalna, jaka treściwa!
Lata 30-te XX wieku, wielki kryzys gospodarczy w Stanach. "Kilka mil na południe od Soledad rzeka Salinas zbliża się do wzgórz, a jej nurt nabiera głębi i zielonkawej barwy". George i Lennie wspólnie wędrują od farmy do farmy "za pracą". Przywódcą tego duetu jest George, a wielki, silny, ale upośledzony Lennie jak małe dziecko podąża za nim i słucha go we wszystkim. Nieświadomy swojej siły gigant ciągle pakuje się w jakieś poważne kłopoty i obaj muszą uciekać z kolejnych farm. Marzą o posiadaniu kawałka własnej ziemi, by móc być niezależnymi, pracować dla siebie. Lenny ma w głowie jedno: George obiecał mu, że będzie mógł dbać o króliki. Bo Lenny bardzo lubi głaskać wszystko, co miłe, miękkie, aksamitne i przyjemne w dotyku. Niestety, to upodobanie po raz kolejny prowadzi do tragedii...
Steinebck stworzył niesamowitą atmosferę, aż iskrzącą się od narastającego napięcia. Dość szybko czytelnik spodziewa się, że coś się stanie, tylko nie wiadomo co. Jakaś tragedia wisi w powietrzu. George też się jej spodziewa, dlatego uczy Lenniego, gdzie ma się schować i na niego czekać, kiedy znów coś nabroi...
Powoli Steinbeck staje się jednym z moich ulubionych pisarzy.