poniedziałek, 7 września 2026

"Dziewczyna z wrzosowisk" Lucinda Riley

 Rok pierwszego wydania: 1994

Ocena: 3/6



Pięć lat temu czytałam "Dziewczynę na klifie" tej samej autorki. Pozostały mi po niej mgliste wspomnienia klimatu północnej Anglii, Irlandii i mrocznych klifów. To zaważyło nad moim odruchem w bibliotece - sięgnęłam na stolik po kolejną powieść z piękną okładką, barwionymi brzegami i obietnicą wrzosowisk. Nie spodziewałam się po niej zbyt wiele, więc i nie poczułam dużego rozczarowania ;)

To typowe babskie czytadło, z pogranicza romansu i powieści obyczajowej. Proste, ckliwe, łatwe do szybkiego przeczytania i zapomnienia. Czasem i takie jest wskazane, żeby w weekend zresetować głowę. 

Lata 70-te XX wieku. 17-letnia Leah dorastała w małej wiosce w Yorkshire, w cieniu pięknej koleżanki i sąsiadki Mirandy. Gdy w domu tej drugiej pojawia się nieznany dotąd kuzyn Brett, łatwo się domyślić budzącej się miłości, zawiści i zdrady. Po latach to właśnie Leah zostaje znaną modelką, zaś Miranda matką nieślubnego dziecka, polującą na bogatego księcia z bajki. Drogi Leah i Bretta znów przecinają się na chwilę, jednak nic tu nie jest takie proste i oczywiste ;)

Lata 40-te XX wieku. Dawid i Róża stracili rodziców w czasie wojny. Sami trafili do obozu w Treblince, z którego udało im się uciec wraz z przyjaciółką Anią. Wydarzenia te wycisnęły piętno na całym przyszłym życiu nie tylko ich, ale i ich dzieci...

Co mnie raziło w tej powieści? Ogrom blichtru, pieniędzy, luksusu. Po wojnie Dawid szybko staje się jednym z najbogatszych ludzi na świecie, uboga Leah nagle staje się bogatą modelką, która kupuje dom rodzicom, Ross niby nie ma pieniędzy na naprawę przeciekającego dachu, ale jej adoptowana córka ubiera się w najmodniejsze, markowe ciuchy, a domu zatrudniona jest służąca...Być może to znak szczególny lat 90-tych, wtedy tego przepychu, błyskotek i szalonej kasy mnóstwo było w serialach, filmach i książkach...

I wrzosowiska! Gdzie te obiecane wrzosowiska? Są najdroższe hotele, kluby, jachty, ale wrzosowisk nie ma prawie wcale!

Co mnie zachęciło do czytania na tyle, że nie rzuciłam książki w kąt, choć kilka razy miałam na to ochotę? Autorka nieźle poplątała losy bohaterów i splotła je ze sobą w zaskakujący warkocz.

środa, 26 sierpnia 2026

"Na wsi wesele" Maria Dąbrowska

 Rok pierwszego wydania: 1955

Ocena: 4/6



Początek lat 50-tych XX wieku. Czas powojennych przemian społeczno-politycznych w Polsce. "Po wojnie życie się zaczęło piorunem odmieniać. Nastały nowe porządki i obyczaje, które niełatwo było nawet zrozumieć, a co dopiero do nich się przyzwyczaić. Przyszły też nowe strachy, ludzie tygodniami źle spali, ręce im przy robocie latały od tych rozpowiadanych strachów. A życie tymczasem szło swoim trybem, zawsze innym, jak się człowiek spodziewa. Wieś leżała o 45 kilometrów od Warszawy, ale głucha była, zapadnięta w borki, laski, zagaje, od kolei daleko. A tu raptem po miasteczkach okolicznych fabryki jakieś zaczęły powstawać, opodal nową kolej budowano, o parę kilometrów od Pawłowic wielką cegielnia stanęła na odbudowę Warszawy."

Przy okazji ślubu i wesela siedemnastoletniej Zuzi Jasnocianki do domu we wsi  zjeżdża bliższa i dalsza rodzina. Jej członkowie żyją w różnych warunkach. Niektórzy już od kilku lat mieszkają w Warszawie czy Wrocławiu, po wojnie pobierali nauki, mają zawód, pracują w fabrykach czy zakładach państwowych, mieszkają w nowoczesnych mieszkaniach pełnych wygód. Inni zostali na wsi, po wojnie dostali w przydziale więcej morgów po zlikwidowanych dworach i gospodarują mądrze, by móc żyć lepiej niż dotychczas. Jeszcze inni - mieszkańcy wiosek, w których nigdy nie było dworu, więc i ziemi nie było skąd dostać, zatrzymali się jakby wiele lat temu, o czym świadczy ich sposób mówienia czy stroje. 

Wszyscy oni dyskutują przy okazji przygotowań do wesela, gotowania, zbijania ław czy czyszczenia podłóg. A jednym z głównych tematów jest niepokój i nieufność wobec powstających spółdzielni.

Lubię prozę Marii Dąbrowskiej. Jej styl, piękne opisy. A tu wiejskie wesele oddała że szczegółami. Przyjemna, ciekawa lektura.

wtorek, 25 sierpnia 2026

"Uśmiech Giocondy" Aldous Huxley

 Rok pierwszego wydania: 1921

Ocena: 4/6



Książka zawiera dwa opowiadania: "Uśmiech Giocondy oraz "I odtąd już zawsze byli szczęśliwi".

Oba lekkie, jak na Huxleya, ale jednak z drugim dnem. 

Pierwsze z nich to krótki kryminał, ze zdradami i niespełnioną miłością w tle. Jednak końcówka przypomniała mi klimat kafkowski: bezsilność wobec absurdalnych oskarżeń, brak możliwości wybronienia się wobec nieprawdziwych, a jednak możliwych dowodów. 

Drugie to ciekawy obrazek wycinka społeczeństwa angielskiego w czasie I wojny światowej. Z jednej strony doświadczeni na froncie francuskim młodzi ludzie, mający za sobą traumatyczne przeżycia, z drugiej-wykształceni mieszkańcy prowincji, których życie obraca się wokół tenisa, czytania filozofów i "wojennych problemów" w prowadzeniu gospodarstwa domowego.

Krótka lektura, a jednak pozostająca w głowie.

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Mimozami jesień się zaczyna...

Lato minęło nie wiadomo kiedy. Bardzo kapryśne i zmienne było w tym roku. Upalny czerwiec zaskakiwał ekstremalnymi temperaturami, a po nim lipiec przyszedł z zimnem i deszczem. Sierpień za to przeplatał jedno i drugie. 

Niewiele czytałam tego lata. Ot kilka młodzieżówek, ze dwa kryminały. Zabrakło sił, czasu, mocy przerobowych na czytanie. Cóż, czasem przychodzi taki okres w życiu, kiedy głowa zajęta trudnymi sprawami nie mieści już historii spisanych na papierze. Za to odpoczywa medytując nad kolejną robótką. Stąd lato owocne było w bluzeczki i torby.

Niezauważalnie wieczory stały się coraz dłuższe. I zimne. Rankami w ogródku pachnie już jesienią. Wieczorami trzeba zapalać lampy i zakładać cieplejsze bluzy. 

Coraz częściej myślę, jakie książki wpisują się w ten jesienny klimat. Na co mam ochotę. W przyrodzie następuje okres wyciszenia, spokoju. Pasuje mi do niego klasyka. Długie powieści, pełne barwnych opisów, powolnej akcji, ciekawych bohaterów. Moje półki nadal pełne są nieprzeczytanej klasyki. Kilka lat temu doszłam do wniosku, że to ten rodzaj literatury, który lubię chyba najbardziej. I nawet jeśli zrobię sobie przerwę, chętnie do niej wracam.

W tym roku, przy okazji licytacji Książek od Koguta, dostałam w prezencie wiele tomików z serii Z kolibrem. To malutkie książeczki, które zawierają dużo dobrej klasyki. Do tej pory stoją na półce i czekają na swoją kolej. Może właśnie teraz to ich czas, osnuty babim latem? Już nie letni, lekki i beztroski, a jeszcze nie do końca jesienny, cichy i melancholijny? 



piątek, 21 sierpnia 2026

Letnia bluzeczka w niebieskościach

 


Bluzeczka wg mojego pomysłu. Rozmiar M.
Zużyłam 1 motek włóczki Drops Safran chabrowej i 3 motki bawełny maceryzowanej melanż. Druty nr 3 i 3.5. 


Bluzeczka stary róż

 


Włóczka Drops Paris, zużyłam 4 motki. Druty nr 5, ściągacz druty 3.5. 

Rozmiar S.

niedziela, 16 sierpnia 2026

"Schronisko, które przetrwało" Sławek Gortych

 Rok pierwszego wydania: 2023

Ocena: 4/6


Tak, jak planowałam po pierwszej części "Schroniska...", przyszła kolej na drugą. Tym razem główną bohaterką jest przyjaciółka Marty, Justyna Skała, kierowniczka schroniska Odrodzenie. I to właśnie tego miejsca historię poznajemy przy okazji. Spotykamy też bohaterów z wcześniejszej powieści.

Tym razem wątek historyczny jest dużo dłuższy i ciekawszy. Dopiero na setnej stronie przenosimy się z lat 1945-47 do roku 2006. Za to wg mnie  wątek współczesny jest mocno przegadany. Dialogi często "o niczym", nic nie wnoszące do akcji sceny i opisy...  Dłużyzny i nuda kazały mi nie raz przeskoczyć kilka stron. Im bliżej finału i rosnąca temperatura akcji, tym...coraz więcej podobnych scen do tych z pierwszej części. A już czytając opis przywiązywania Justyny do krzesła przez napastnika i jego długi, rzewny monolog na temat nieszczęśliwego dzieciństwa, miałam wrażenie, że wręcz cofnęłam się do wcześniejszego "Schroniska..." i scen z udziałem Marty....Jakby autorowi zabrakło nowych pomysłów.

Świetnym dodatkiem są tym razem zdjęcia starych pocztówek czy schronisk na początku każdego rozdziału.

Drugie "Schronisko..." trochę mnie rozczarowało, było nieco wtórne. Ten sam schemat, bardzo podobne sceny. Nawet dość wcześnie wyszło na jaw, kto tym razem jest czarną owcą, bo nawet nie mordercą. 

Czy sięgnę po kolejne? Jeszcze nie wiem. Może w potrzebie krótkiej chwili relaksu i lekkiej powieści, bo przeczytanie każdego z tomów zabiera nie więcej niż 3 dni.