piątek, 18 września 2026

"Miniaturzystka" Jessie Burton

 Rok pierwszego wydania: 2014

Ocena: 5/6



Tym razem zostałam zaskoczona bardzo pozytywnie. Początek książki wydawał mi się nijaki, a styl pisarki niezbyt przypadł mi do gustu (krótkie zdania w czasie teraźniejszym), ale dość szybko tajemniczy i mroczny klimat domu nad kanałem w Amsterdamie wciągnął mnie po uszy. Ba, musiałam zaprzestać czytania wieczorami, bo potem nie mogłam zasnąć!

Osiemnastoletnia Petronella właśnie została żoną prawie czterdziestoletniego Johannesa Brandta, jednego z największych kupców siedemnastowiecznego Amsterdamu. W progu nowego domu w zastępstwie małżonka wita ją mrukliwa, nieprzystępna szwagierka Marin, która, jak się wkrótce okaże, pełni niepodzielne rządy w gospodarstwie i kontrolę nad bratem. 

Mąż nie poświęca Nelli ani czasu, ani uwagi. Dziewczyna czuje się jakby była niewidzialna. Nie tak wyobrażała sobie nowe życie. Jako rekompensatę oziębłości, Johannes daje jej w prezencie ślubnym ogromną replikę ich wspólnego domu. Znaleziona w katalogu rzemieślników miniaturzystka, na zlecenie Nelli, ma ją wyposażyć w meble i figurki mieszkańców. Niebawem okazuje się, że tajemnicza kobieta zaczyna swoimi przesyłkami wyprzedzać dziwne i tragiczne wydarzenia, które wywracają życie rodziny Brandtów. Na jaw wychodzą coraz to nowe tajemnice, a Nella staje się zdecydowaną i odważną młodą kobietą, która próbuje ratować męża, jego interesy, życie Marin i bezpieczeństwo całej rodziny.

Oprócz wątku obyczajowego, kryminalnego, ważnym elementem powieści jest życie siedemnastowiecznego Amsterdamu. Styl życia bogatych kupców, sytuacja homoseksualistów, nazywanych sodomitami czy ciemnoskórych, traktowanych jak dzikusy.

To też opowieść o silnych kobietach, które w tamtych czasach nie miały prawa głosu, nie były samodzielne, praktycznie nie istniały jako odrębne jednostki. Na pierwszy plan wysuwa się Nella ze swoim bystrym umysłem, zdolnościami przedsiębiorcy, wielką tolerancją, wyrozumiałością i emocjami. Zaraz za nią jawi się Marin, kryjąca pod pancerzem siły i despotyzmu wielkie tajemnice. Towarzyszy im służąca Cornelia, zawsze wierna swoim paniom. Mężczyźni w tej powieści są słabi, mściwi, pazerni, ulegający żądzom, zaprzedający duszę mamonie.

Uwagę zwracają też obrazowe opisy budynków, kanałów i...zapachów, które Nella wszędzie czuje. Smród gnijącej wody i ryb miesza się z zapachem piżma czy orientalnych przypraw. 

Naprawdę zachwyciła mnie ta powieść. Daleka od naiwności, utartych schematów. Nie raz zaskoczył mnie zwrot akcji czy ujawnienie tajemnicy. Czytanie "Miniaturzystki" było wielką przyjemnością. 

czwartek, 17 września 2026

Chusta



 Duża chusta na szydełku z dwóch motków włóczki akryl plus wełna. Jeden w kolorze miodowym, drugi wielokolorowy.








poniedziałek, 7 września 2026

"Dziewczyna z wrzosowisk" Lucinda Riley

 Rok pierwszego wydania: 1994

Ocena: 3/6



Pięć lat temu czytałam "Dziewczynę na klifie" tej samej autorki. Pozostały mi po niej mgliste wspomnienia klimatu północnej Anglii, Irlandii i mrocznych klifów. To zaważyło nad moim odruchem w bibliotece - sięgnęłam na stolik po kolejną powieść z piękną okładką, barwionymi brzegami i obietnicą wrzosowisk. Nie spodziewałam się po niej zbyt wiele, więc i nie poczułam dużego rozczarowania ;)

To typowe babskie czytadło, z pogranicza romansu i powieści obyczajowej. Proste, ckliwe, łatwe do szybkiego przeczytania i zapomnienia. Czasem i takie jest wskazane, żeby w weekend zresetować głowę. 

Lata 70-te XX wieku. 17-letnia Leah dorastała w małej wiosce w Yorkshire, w cieniu pięknej koleżanki i sąsiadki Mirandy. Gdy w domu tej drugiej pojawia się nieznany dotąd kuzyn Brett, łatwo się domyślić budzącej się miłości, zawiści i zdrady. Po latach to właśnie Leah zostaje znaną modelką, zaś Miranda matką nieślubnego dziecka, polującą na bogatego księcia z bajki. Drogi Leah i Bretta znów przecinają się na chwilę, jednak nic tu nie jest takie proste i oczywiste ;)

Lata 40-te XX wieku. Dawid i Róża stracili rodziców w czasie wojny. Sami trafili do obozu w Treblince, z którego udało im się uciec wraz z przyjaciółką Anią. Wydarzenia te wycisnęły piętno na całym przyszłym życiu nie tylko ich, ale i ich dzieci...

Co mnie raziło w tej powieści? Ogrom blichtru, pieniędzy, luksusu. Po wojnie Dawid szybko staje się jednym z najbogatszych ludzi na świecie, uboga Leah nagle staje się bogatą modelką, która kupuje dom rodzicom, Ross niby nie ma pieniędzy na naprawę przeciekającego dachu, ale jej adoptowana córka ubiera się w najmodniejsze, markowe ciuchy, a domu zatrudniona jest służąca...Być może to znak szczególny lat 90-tych, wtedy tego przepychu, błyskotek i szalonej kasy mnóstwo było w serialach, filmach i książkach...

I wrzosowiska! Gdzie te obiecane wrzosowiska? Są najdroższe hotele, kluby, jachty, ale wrzosowisk nie ma prawie wcale!

Co mnie zachęciło do czytania na tyle, że nie rzuciłam książki w kąt, choć kilka razy miałam na to ochotę? Autorka nieźle poplątała losy bohaterów i splotła je ze sobą w zaskakujący warkocz.

środa, 26 sierpnia 2026

"Na wsi wesele" Maria Dąbrowska

 Rok pierwszego wydania: 1955

Ocena: 4/6



Początek lat 50-tych XX wieku. Czas powojennych przemian społeczno-politycznych w Polsce. "Po wojnie życie się zaczęło piorunem odmieniać. Nastały nowe porządki i obyczaje, które niełatwo było nawet zrozumieć, a co dopiero do nich się przyzwyczaić. Przyszły też nowe strachy, ludzie tygodniami źle spali, ręce im przy robocie latały od tych rozpowiadanych strachów. A życie tymczasem szło swoim trybem, zawsze innym, jak się człowiek spodziewa. Wieś leżała o 45 kilometrów od Warszawy, ale głucha była, zapadnięta w borki, laski, zagaje, od kolei daleko. A tu raptem po miasteczkach okolicznych fabryki jakieś zaczęły powstawać, opodal nową kolej budowano, o parę kilometrów od Pawłowic wielką cegielnia stanęła na odbudowę Warszawy."

Przy okazji ślubu i wesela siedemnastoletniej Zuzi Jasnocianki do domu we wsi  zjeżdża bliższa i dalsza rodzina. Jej członkowie żyją w różnych warunkach. Niektórzy już od kilku lat mieszkają w Warszawie czy Wrocławiu, po wojnie pobierali nauki, mają zawód, pracują w fabrykach czy zakładach państwowych, mieszkają w nowoczesnych mieszkaniach pełnych wygód. Inni zostali na wsi, po wojnie dostali w przydziale więcej morgów po zlikwidowanych dworach i gospodarują mądrze, by móc żyć lepiej niż dotychczas. Jeszcze inni - mieszkańcy wiosek, w których nigdy nie było dworu, więc i ziemi nie było skąd dostać, zatrzymali się jakby wiele lat temu, o czym świadczy ich sposób mówienia czy stroje. 

Wszyscy oni dyskutują przy okazji przygotowań do wesela, gotowania, zbijania ław czy czyszczenia podłóg. A jednym z głównych tematów jest niepokój i nieufność wobec powstających spółdzielni.

Lubię prozę Marii Dąbrowskiej. Jej styl, piękne opisy. A tu wiejskie wesele oddała że szczegółami. Przyjemna, ciekawa lektura.

wtorek, 25 sierpnia 2026

"Uśmiech Giocondy" Aldous Huxley

 Rok pierwszego wydania: 1921

Ocena: 4/6



Książka zawiera dwa opowiadania: "Uśmiech Giocondy oraz "I odtąd już zawsze byli szczęśliwi".

Oba lekkie, jak na Huxleya, ale jednak z drugim dnem. 

Pierwsze z nich to krótki kryminał, ze zdradami i niespełnioną miłością w tle. Jednak końcówka przypomniała mi klimat kafkowski: bezsilność wobec absurdalnych oskarżeń, brak możliwości wybronienia się wobec nieprawdziwych, a jednak możliwych dowodów. 

Drugie to ciekawy obrazek wycinka społeczeństwa angielskiego w czasie I wojny światowej. Z jednej strony doświadczeni na froncie francuskim młodzi ludzie, mający za sobą traumatyczne przeżycia, z drugiej-wykształceni mieszkańcy prowincji, których życie obraca się wokół tenisa, czytania filozofów i "wojennych problemów" w prowadzeniu gospodarstwa domowego.

Krótka lektura, a jednak pozostająca w głowie.

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Mimozami jesień się zaczyna...

Lato minęło nie wiadomo kiedy. Bardzo kapryśne i zmienne było w tym roku. Upalny czerwiec zaskakiwał ekstremalnymi temperaturami, a po nim lipiec przyszedł z zimnem i deszczem. Sierpień za to przeplatał jedno i drugie. 

Niewiele czytałam tego lata. Ot kilka młodzieżówek, ze dwa kryminały. Zabrakło sił, czasu, mocy przerobowych na czytanie. Cóż, czasem przychodzi taki okres w życiu, kiedy głowa zajęta trudnymi sprawami nie mieści już historii spisanych na papierze. Za to odpoczywa medytując nad kolejną robótką. Stąd lato owocne było w bluzeczki i torby.

Niezauważalnie wieczory stały się coraz dłuższe. I zimne. Rankami w ogródku pachnie już jesienią. Wieczorami trzeba zapalać lampy i zakładać cieplejsze bluzy. 

Coraz częściej myślę, jakie książki wpisują się w ten jesienny klimat. Na co mam ochotę. W przyrodzie następuje okres wyciszenia, spokoju. Pasuje mi do niego klasyka. Długie powieści, pełne barwnych opisów, powolnej akcji, ciekawych bohaterów. Moje półki nadal pełne są nieprzeczytanej klasyki. Kilka lat temu doszłam do wniosku, że to ten rodzaj literatury, który lubię chyba najbardziej. I nawet jeśli zrobię sobie przerwę, chętnie do niej wracam.

W tym roku, przy okazji licytacji Książek od Koguta, dostałam w prezencie wiele tomików z serii Z kolibrem. To malutkie książeczki, które zawierają dużo dobrej klasyki. Do tej pory stoją na półce i czekają na swoją kolej. Może właśnie teraz to ich czas, osnuty babim latem? Już nie letni, lekki i beztroski, a jeszcze nie do końca jesienny, cichy i melancholijny? 



piątek, 21 sierpnia 2026

Letnia bluzeczka w niebieskościach

 


Bluzeczka wg mojego pomysłu. Rozmiar M.
Zużyłam 1 motek włóczki Drops Safran chabrowej i 3 motki bawełny maceryzowanej melanż. Druty nr 3 i 3.5.