wtorek, 12 maja 2026

"Feblik" M. Musierowicz

 Rok pierwszego wydania: 2015

Ocena: 4/6



Jak się powiedziało A, warto powiedzieć i B, iść za ciosem i jak się postanowiło-sięgnąć po przedostatnią część Jeżycjady. Ponad 10 lat po pierwszej nieudanej próbie, dałam jej drugą szansę. 

Tym razem akcja zaczyna się dokładnie w momencie zakończenia "Wnuczki do orzechów". Pojawia się kolejna nowa, pierwszoplanowa postać: Agnieszka, dawna koleżanka Ignasia z gimnazjum. Spotykają się przypadkowo w autobusie i stają się nierozłączni na kilka kolejnych dni, a nawet może na resztę życia...

Jeśli myślałam, że we "Wnuczce" jest chaos i dużo się dzieje, to przy "Febliku" te określenia nabrały dużo wyższej temperatury (może od wpływem panującego sierpniowego upału?). Czego tu nie ma! Mdlejące dziewczę, awantury rodzinne z rękoczynami, tłukący się dzban, uwięzienie w zamkniętym muzeum, rozładowany akumulator w samochodzie...Uch, można się zmęczyć od samego czytania ;) I to wszystko w okropnym upale, który aż się czuje. 

Tonującym akcentem są oczywiście Ignacy i Mila, którzy przenieśli się (a raczej zostali przeprowadzeni) na czas remontu ze swoim bogatym księgozbiorem, pamiątkami, meblami i filodendronem do przytulnego domu Pulpecji i Florka na wsi. Tu ich stoicki spokój szybko wtapia się w tło. 

Zaskakującym bohaterem okazał się Ignaś, który z ciamajdy i przemądrzalca stał się w Febliku opiekuńczym i odpowiedzialnym (choć nadal nieco rozkojarzonym) młodym mężczyzną, porzuconym i znów zakochanym, po raz kolejny gorąco i po uszy. I jakże zdecydowanym! Kilka dni po spotkaniu z Agnieszką przedstawia ją swojej rodzinie jako narzeczoną!

I znów mogę powtórzyć swoje wrażenia: obyło się bez wielkiego bólu ;) bez wielkiego znudzenia, ale i bez szczególnych zachwytów i sentymentu. Znów brak mi mieszkania na Roosevelta, książek mi tu za mało, ale udało się mimo to zaczerpnąć kilku godzin przyjemności :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz