poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Mimozami jesień się zaczyna...

Lato minęło nie wiadomo kiedy. Bardzo kapryśne i zmienne było w tym roku. Upalny czerwiec zaskakiwał ekstremalnymi temperaturami, a po nim lipiec przyszedł z zimnem i deszczem. Sierpień za to przeplatał jedno i drugie. 

Niewiele czytałam tego lata. Ot kilka młodzieżówek, ze dwa kryminały. Zabrakło sił, czasu, mocy przerobowych na czytanie. Cóż, czasem przychodzi taki okres w życiu, kiedy głowa zajęta trudnymi sprawami nie mieści już historii spisanych na papierze. Za to odpoczywa medytując nad kolejną robótką. Stąd lato owocne było w bluzeczki i torby.

Niezauważalnie wieczory stały się coraz dłuższe. I zimne. Rankami w ogródku pachnie już jesienią. Wieczorami trzeba zapalać lampy i zakładać cieplejsze bluzy. 

Coraz częściej myślę, jakie książki wpisują się w ten jesienny klimat. Na co mam ochotę. W przyrodzie następuje okres wyciszenia, spokoju. Pasuje mi do niego klasyka. Długie powieści, pełne barwnych opisów, powolnej akcji, ciekawych bohaterów. Moje półki nadal pełne są nieprzeczytanej klasyki. Kilka lat temu doszłam do wniosku, że to ten rodzaj literatury, który lubię chyba najbardziej. I nawet jeśli zrobię sobie przerwę, chętnie do niej wracam.

W tym roku, przy okazji licytacji Książek od Koguta, dostałam w prezencie wiele tomików z serii Z kolibrem. To malutkie książeczki, które zawierają dużo dobrej klasyki. Do tej pory stoją na półce i czekają na swoją kolej. Może właśnie teraz to ich czas, osnuty babim latem? Już nie letni, lekki i beztroski, a jeszcze nie do końca jesienny, cichy i melancholijny? 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz