Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. skandynawska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. skandynawska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 lipca 2024

"Bądź dobra dla zwierząt" Monica Isaksuten

 Rok pierwszego wydania: 2023

Ocena: 5/6



Najpierw jest wielka miłość. Z każdym dniem wspólna przestrzeń rozrasta się, aż do niewyobrażalnych rozmiarów. Potem młodzi dorabiają się wspólnego mieszkania, albo domu, rośnie wspólne konto. Wreszcie pojawia się dziecko. To wymarzone. Ok, może nie zawsze takie wymarzone, zwłaszcza jeśli pojawia się ryzyko, że będzie ciężko chore. Ale na szczęście to był fałszywy alarm, wszystko jest ok. Uff...

A potem...

"Jak wytłumaczyć swoim dzieciom, że większość związków rozpada się w trakcie pierwszych lat ich życia, że to wtedy dochodzi do konfliktów, niezadowolenia, roztrzaskiwania talerzy o podłogę, przenoszenia w środku nocy kołder i poduszek na kanapy, do wszystkich tych nieporozumień, kłótni, gróźb rozwodu i wiecznego zatracenia, ponieważ człowiek jest tak cholernie śpiący, że gotów zasnąć w drodze do skrzynki na listy, do śmietnika albo w toalecie, z głową przytuloną do ściany."

Rozwód. To się zdarza. Coraz częściej. Podział majątku. A potem podział dziecka. Negocjacje, spotkania w różnych instytucjach, które mają pomóc, ustalenia. I w końcu podpisanie papierów. Opieka naprzemienna. Tydzień u mamy, tydzień u taty. Podobno taka opieka jest najbardziej wskazana z psychologicznego punktu widzenia. Bo pomaga utrzymać więź i dorastać z odpowiednimi wzorcami czerpanymi od rodziców obu płci. 

Zwykle uwaga wszystkich kierowana jest w tej sytuacji na dziecko. To "dobro najwyższego rzędu". Ale w tym wszystkim jest też matka. Kobieta, która nosiła to dziecko w brzuchu przez 9 miesięcy. Dla której to dziecko jest jakby częścią jej samej. I nagle ta część, jeszcze taka mała, nieodrośnięta, kilkuletnia zaledwie, zostaje jej odebrana. Na tydzień. Na dwa tygodnie w każdym miesiącu. Na 26 tygodni w roku. Na święta. I co drugie urodziny. 

Zostaje pusty pokój. Pusty fotelik w samochodzie. Zostaje wyrwa w sercu, w głowie. Strach, szloch, wycie.  Co on daje dziecku na śniadanie? Czy pamięta, że trzeba je smarować maścią na egzemę dwa razy dziennie? Czy ja bardzo krzywdzę swoje dziecko? Skąd będzie wiadomo, czy jego złe cechy w dorosłości to geny czy efekt tej decyzji? ... Wszystkie emocje matki, której za wcześnie zabrano pisklę z gniazda.

I o tych emocjach jest ta książka. Bardzo treściwa, esencjonalna. Zbiór scenek, myśli, słów. 

W Skandynawii nie rozmawia się o trudnych emocjach. Tam wszystko powinno być poprawne. Nowoczesne. Po prostu niektóre dzieci robią w przedszkolu dwa Mikołaje przed świętami. Choć jedna dziewczynka po prostu przecięła swojego na pół...

To literatura trafiająca prosto w serce, duszę i głowę. Zadaje kilka szybkich, celnych ciosów i zostawia czytelnika w oszołomieniu. 

Ja nadal w nim trwam.

wtorek, 4 czerwca 2024

"Pępowina" Majgull Axelsson

 Rok pierwszego wydania: 2011/2013

Ocena: 6/6





Małe miasteczko w Szwecji. I wielka powódź. Kilkudniowy sztorm. Wycie zimnego wichru, który przewraca ludzi i drzewa. Ulewny deszcz walący w szyby i dach.  Przydrożna gospoda "U Sally", w której szuka schronienia kilka przypadkowych osób. Zostają odcięci od świata. Uwięzieni, zanim transporter nie przewiezie ich po kolei w bezpieczne miejsce. 

Pępowina-sznur z naczyń krwionośnych, który łączy matkę i jej nienarodzone dziecko. Powinna być przecięta zaraz po narodzinach. A jednak ta niewidoczna pozostaje często na długie lata. Lub na całe życie. 

Minna-nieślubne dziecko nastolatki, bękart. Córka gwiazdora telewizyjnego programu, o czym wie całe miasteczko, tylko nie ojciec...Wnuczka lokalnej arystokratki, która mija ją z pogardą w oczach, milczeniem na ustach i wysoko podniesionym nosem...Właścicielka baru, który odziedziczyła po ciotce. To właśnie Sally wychowywała ją po śmierci matki. Była jej przyjaciółką i jakby jedyną matką, bo ta prawdziwa nigdy się nie sprawdziła w swojej roli...A jednak to ta prawdziwa wciąż i wciąż jazgocze w głowie dorosłej Minny nieprzerwanym słowotokiem wiecznej krytyki i pogardy dla jej osoby...

I Minna-matka Sofii. Cudownej, najmądrzejszej, najpiękniejszej dziewczyny na świecie, której nie umiała powiedzieć prawdy, kto jest jej ojcem...Wymyśliła więc...A to kłamstwo okazało się bardzo brzemienne w skutki...Doprowadziło do tragedii, której Minna nie umie dopuścić do świadomości...

Anette- pracownica Minny. Książkowy przykład współuzależnienia. Na każde skinienie męża-pijaka pędzi na pomoc, sprząta syf po alkoholowych ekscesach, ratuje skacowanego, utrzymuje. Ma ogromny żal do swoich rodziców, że zajęli się jej małą córką, dali całą miłość należną przecież jej, Anette!

Marguerite- była aktorka, żona swojego despotycznego męża, matka, która nie potrafiła uchronić syna przed tragedią...Jedynym jej pocieszeniem jest alkohol, ale przecież nie jest alkoholiczką! Ten jeden czy dwa kieliszki wina o niczym nie świadczą!

Ritva- młoda dziennikarka, całe życie próbująca desperacko sprostać oczekiwaniom i ambicjom ojca, zakompleksionego Fina-emigranta. 

Tyrone- emerytowany strażak, ratownik. Zakompleksiony, zamknięty w sobie, wiecznie milczący nieudacznik (co wbił mu do łowy ojciec). Nie umie nawiązać relacji z własną, dorosłą córką.

Wszyscy bohaterowie i bohaterki w pewien sposób "przyklejają  się" do Minny. Każde z nich ma swoją historię, tak czy inaczej wynikającą z nieprzeciętej pępowiny. Każde z nich, mimo stwarzanych pozorów siły, jest słabe i pogubione, nosi w sobie zapłakane, niekochane Wewnętrzne Dziecko.. Każde cierpi z powodu zachowań rodziców, zbyt wymagających, oschłych, nieobecnych, nadgorliwych, takich, którzy nie stanęli na wysokości zadania Każde aż kipi od negatywnych emocji i bólu. A napięcie wciąż rośnie z  kolejną przewracaną kartką....

"Uderzyło mnie, że tak naprawdę to nie całkiem ja myślę, że to ojciec jakoś myśli za mnie, chociaż nie żyje od ponad dwudziestu pięciu lat. To właśnie jest życie wieczne. Tkwić w głowie swoich dzieci jak cholerna zwinięta żmija i jak tylko pojawi się okazja, obnażać wypełnione jadem zęby..." 

Wstrząsnęła mną ta powieść. Z jednej strony wywoływała mnóstwo emocji, poruszała bardzo bolesne struny w mojej duszy, z drugiej-nie umiałam się od niej oderwać. Napisana jest po mistrzowsku. Ascetyczne opisy kilkoma słowami budują niesamowity klimat. Wewnętrzne monologi bohaterów pełne są nigdy niewyrażonych emocji. I spotkania Minny z Miedzianym Aniołem po wypadku w gospodzie...Ach! Żałuję, że tyle czasu zwlekałam z lekturą! Widocznie tak miało być, teraz był na nią najlepszy moment! 

Bardzo smutna jest ta opowieść. Ale też-niosąca nadzieję. "Nie sądzę, że wszystko musi być fatalne tylko dlatego, że miało się fatalne dzieciństwo. Naprawdę można stworzyć siebie samą. Wiem o tym." (str 39)

"Mam do przeżycia życie. Mimo wszystko.

Myśl iskrzy się i zostawia po sobie blask.

Życie. Do przeżycia." (str. 540) 

czwartek, 12 stycznia 2023

"Zamek w Pirenejach" Jostein Gaarder

 Rok pierwszego wydania: 2008

Ocena: 3,5/6



Już raz czytałam tę książkę. Wiele lat temu. Chyba od niej zaczęła się moja długa znajomość literacka z Gaarderem. Pamiętałam tylko tyle, że wtedy bardzo mi się podobała. Na tyle, że wiele lat stała na mojej półce, czekając, aż do niej wrócę raz jeszcze. I właśnie w ramach porządków i wietrzenia wróciłam :) Ale...przeżyłam nie lada rozczarowanie...Jednak przez te lata przeszłam długą drogę w rozwoju duchowym, a także zrobiłam okazuje się wielki postęp jeśli chodzi o jakość czytanej literatury ;)

Steinn i Solrun spotykają się przypadkiem (?) po trzydziestu latach w miejscu, w którym przeżyli dziwne wydarzenie. Byli parą przez  lat, kochali się, a jednak wydarzyło się coś, co ich rozdzieliło, na zawsze zmieniło ich życie. Coś jednocześnie tragicznego, niewyjaśnionego, magicznego. Teraz, po tylu latach, po raz pierwszy wracają w rozmowie do tamtych wydarzeń. Twardo stąpający po ziemi, oddany nauce Stein ma zupełnie inne poglądy niż Solrun, która poszła w kierunku wiary, religii i mistycyzmu.

Powieść ma formę maili, którymi wymieniają się bohaterowie. Dziwne zdarzenie staje się pretekstem do dyskusji na temat wszechświata, filozofii, religii. 

Dość szybko historia wydała mi się mocno przegadana. Filozoficzne wywody ciągną się w nieskończoność...Przez połowę książki (na szczęście niezbyt grubej...)  czytelnik nie ma pojęcia, co tak naprawdę się stało, o co chodzi, co oboje omijają tak szerokim łukiem. Nagle w połowie-wszystko się wyjaśnia. Wtedy też zaczynają się bardzo szczegółowe opisy wydarzeń sprzed lat. Aż dziw, że po 30 latach bohaterowie pamiętają takie szczegóły! 

Największym zaskoczeniem i atutem okazuje się zakończenie.

Na okładce książki widnieje obraz Rene Magritta "Zamek w Pirenejach", przedstawiający wielki głaz zawieszony w powietrzu nad wzburzonym morzem. Obraz ten wisiał we wspólnym mieszkaniu Steinna i Solrun. To symbol ich poglądów. Każde z nich interpretowało go inaczej. 

Może nie warto wracać do książek, które dawno temu zachwyciły, żeby nie pozbywać się złudzeń i zachwytu? A może jednak warto, żeby zobaczyć, jak dojrzewamy i się zmieniamy...


Książka wpisuje się w odnowione wyzwanie Dookoła świata.

piątek, 3 grudnia 2021

"Daleko, coraz bliżej" Ale Schulman

 Rok pierwszego wydania: 2021

Ocena: 5,5/6



Przewróciłam ostatnią kartkę. Skończyłam czytać i trwam w zadumie. To jedna z tych powieści, które zaczynają się zupełnie zwyczajnie, wręcz banalnie, a potem z każdym rozdziałem odkrywają kolejne elementy z życia bohaterów i nie pozwalają o sobie zapomnieć.

Trzej bracia spotykają się w domku nad jeziorem, by pochować prochy matki. Nagle, nie wiadomo dlaczego, dwóch z nich zaczyna się bić. A potem...powolutku cofamy się w czasie. Dwutorowo: przeżywamy z bohaterami mijający dzień godzina po godzinie (ale do tyłu) i równocześnie wracamy do ich dzieciństwa. Świetny to zabieg! Uważam, że gdybyśmy weszli w historię chronologicznie, straciłaby całą tajemniczość! 

Benjamin, Nils i Pierre dorastali, jakby się wydawało, w całkiem zwyczajnej i kochającej się rodzinie. A jednak, gdy wychodzą na jaw kolejne sytuacje, zaczynamy wszystko widzieć w innym świetle. Każdy z nich pełnił inną rolę, co tak charakterystyczne dla rodzin dysfunkcyjnych. Z każdym wspomnieniem zaczynamy też inaczej patrzeć na relacje braci w dorosłym życiu. Tragedia, jaka miała miejsce wiele lat wcześniej, zaważyła na przyszłości każdego z nich. Jednak okrutną prawdę odkrywamy dopiero na końcu.

Uwielbiam takie powieści. Kipiące od emocji, a jednocześnie pełne chłodu i dystansu językowego i stylistycznego. Za to właśnie kocham literaturę skandynawską. Nie ma tu nic zbędnego, pełen minimalizm, a jednak smutek i ból dzieci, a potem dorosłych, dotykają najgłębszych emocji i samego dna duszy. 


wtorek, 30 listopada 2021

"Niewidzialni" Roy Jacobsen

 Rok pierwszego wydania: 2013

Ocena: 5/6



O ile wiosna i lato wydają mi się zawsze porą idealną na literaturę włoską czy hiszpańską, pełną słońca i wakacyjnego klimatu, o tyle późna jesień i zima zachęcają mnie do sięgania po powieści skandynawskie. Nie kryminały, z których słyną Szwecja czy Norwegia, a właśnie po często mniej znane powieści obyczajowe. 

Tym samym wreszcie skusiłam się na "Niewidzialnych"", pierwszy tom sagi, której akcja rozgrywa się na maleńkiej wyspie Barroy u północnych wybrzeży Norwegii. Czas akcji nie jest określony, ale możemy się domyślać, że jest to początek  wieku. Wysepkę zamieszkuje od pokoleń jedna rodzina, na czele której stoi obecnie Hans. To on stara się zapewnić byt żonie, córce, starzejącemu się ojcu i upośledzonej umysłowo siostrze, udoskonalać dom i zabudowania, by podnosić komfort życia. 

Wyspa, odizolowana od reszty świata wodami niespokojnego morza, to inna rzeczywistość, bardzo wymagająca, ale i fascynująca. Panujące na niej warunki życia są niezwykle ascetyczne, ale też to jedyne, co znają jej mieszkańcy. Tak jakby świat zaczynał się i kończył na Barroy. Dopiero moment pójścia do szkoły uzmysławia kilkuletniej Ingrid, że istnieje życie poza wyspą.

Jacobsen niesamowicie plastycznie opisuje szalejące żywioły, codzienną walkę człowieka o przetrwanie, dziką naturę, piękno świata. Zachwyciły mnie opowieści o szalejącym pierwszym zimowym sztormie, który wręcz uniemożliwiał wyjście z domu i przejście do sąsiednich zabudowań, i ciszy, która zapadła, gdy ucichł. Oczyma wyobraźni widziałam wschody słońca na wyspie i czułam zimno morskiej wody. 

Tak, literatura norweska zdecydowanie wpisuje się w ponure ciemności listopadowych dni. Pomaga zanurzyć się aż do dna w melancholii, zasłuchać w wiatr wyjący za oknem, rozsmakować w kubku gorącej herbaty z imbirem i miodem i docenić ciepło ognia w kominku.

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

"My przeciwko wam" Fredrik Backman

Rok pierwszego wydania: 2017

Ocena: 4,5/6



 "My przeciwko wam" to ciąg dalszy losów bohaterów, których poznałam niedawno w powieści "Miasto niedźwiedzia".

Nikt nie wie, co się stało pewnej nocy w lesie. Jedno jest pewne: od momentu, kiedy matka znalazła Kevina na ścieżce do biegania,  w śniegu, prawie zamarzniętego, ze śladami moczu na spodniach i przerażeniem w oczach, nastolatek ani razu nie wyszedł z domu, przestał jeść, budzi się z krzykiem co noc. To wystarczy, żeby z bohatera, zwycięzcy, stać się psychopatą w oczach przyjaciół i lokalnej społeczności. Wszyscy się od niego odwracają. Rodzina Kevina niespodziewanie opuszcza miasto. Jednak każde z rodziców odjeżdża w inną stronę. Chłopak siedzi w samochodzie matki, która mimo, że nigdy mu nie wybaczy tego, co zrobił, nigdy go też nie opuści. 

To jedna z konsekwencji tragicznych wydarzeń na imprezie po zwycięskim meczu kilka miesięcy wcześniej. Tamta noc zmieniła większość mieszkańców Bjornstad. A może zmienić jeszcze więcej. Bo klub ma upaść. Gmina nie jest w stanie utrzymać dwóch klubów. W takim razie stawia na  Hed. Zawodnicy drużyny niedźwiedzia zmieniają klub. A jeśli hokej wyniesie się z Bjornstad, miasteczko upadnie. Ale do gry wchodzą politycy...

Na tle walki o klub hokejowy, po raz kolejny autor świetnie wnika w psychikę mieszkańców tej zapomnianej przez świat mieściny. Pokazuje, jak trudno być "innym", żyć z piętnem. 

Kontynuacja "Miasta niedźwiedzia" już mnie tak nie zauroczyła, jak pierwsza część. Jest dobra, ale "Miasto..." postawiło tak wysoko poprzeczkę, że trudno ją przeskoczyć;) Na pewno jest smutna, przygnębiająca. Momentami trudno mi się ją czytało w ponure, ciemne deszczowe dni, które miały być jeszcze bardzo letnie, a zrobiły się już przygnębiająco jesienne... I znużyła mnie trochę polityka. Ale poza tym cieszę się, że znów byłam w Bjornstad i mogłam zobaczyć, co było dalej ;)

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

"Miasto niedźwiedzia" Fredrik Backman

 Rok pierwszego wydania: 2016

Ocena: 6/6



Nie trzeba było długo czekać, żebym po opowieści o Ovem sięgnęła po kolejną książkę Backmana. Ta okazała się jeszcze lepsza. Dużo lepsza. Po prostu powaliła mnie na łopatki. 

Zaczyna się tak trochę mdło. Pierwsze kilkadziesiąt stron dotyczy głównie hokeja. Znajdujemy się w Bjornstad, mieścinie w środku lasu, typowo skandynawskiej, mroźnej, ciemnej, hermetycznie zamkniętej przed światem,  upadającej z dnia na dzień. Podobnej do Borg z powieści o Britt-Marie. W każdym razie ludzie tracą pracę, market wypiera z rynku małe sklepiki i marzenia wielu umierają. Ale nie wszystkich. Bo Bjornstad jest miastem hokeja. Stąd wywodzi się kilka gwiazd. Klub właśnie przygotowuje się do półfinałów juniorów. Emocje sięgają zenitu. Trener wymiotuje z nerwów i wrzeszczy jeszcze więcej niż zawsze, a zawodnikom wszystko uchodzi na sucho. Jeśli drużyna niedźwiedzi wygra, miasto ma szansę na nowe życie. Sponsorzy zainwestują w nową halę, politycy obiecują otworzyć tu liceum sportowe, turyści i kibice zaczną przyjeżdżać do Bjornstad, a to-wiadomo-pociągnie za sobą kolejne inwestycje. 

I niby na początku niewiele ciekawego się dzieje, jeśli nie lubisz sportu. Ale co jakiś czas autor odkrywa niespodziewanie jakąś kartę. Znaczącą w przyszłości, ale o tym czytelnik dowie się dopiero później. Autor wciąga nas w sport, w treningi, na których zawodnicy padają ze zmęczenia, w życie drużyny, w te emocje, zaciera dystans. Pokazuje, że drużyna to po prostu wszystko. To życie. To przyjaźń i bezwzględna lojalność. To zagranie okazuje się kluczowe dla dalszej części opowieści.

Gdy juniorzy wygrywają półfinał, stają się bogami. Nastolatki czują się bezkarni. Wiedzą, że nikt im się nie sprzeciwi, nie wyciągnie konsekwencji z ich poczynań, nie zaryzykuje przegranej w finałach. Dlatego nikt nie widzi nic złego w nazwaniu nauczycielki "cukierkową majteczką", w poniżaniu młodszych kolegów, w "pożyczeniu" cudzego skutera. 

Zwycięstwo trzeba uczcić. Oczywiście mega imprezą w domu Kevina. Kevin to gwiazda, talent, filar zespołu. Do tego syn jednego z najbogatszych i najhojniejszych sponsorów klubu. Jedyne, czego mu brak, to uwagi i uczuć rodziców. Bo ci wychodzą z założenia, że zimny chów to najlepsze, co może uczynić z Kevina prawdziwego mężczyznę. 

To na imprezie dochodzi do tragedii. Morze alkoholu, trawka, poczucie bezkarności, zatracenie granic między tym, co akceptowalne, a co nie...

Nagle nic nie jest proste w tym małym miasteczku. Kto jest tak naprawdę ofiarą? Komu wierzyć? I kto powinien się czuć winny za taki obrót spraw?  Czytelnik zna prawdę od razu, ale mieszkańcy muszą się zdecydować, czym jest lojalność wobec klubu. Słowo przeciwko słowu...Czy warto ryzykować przyszłość drużyny, miasta wierząc piętnastoletniej dziewczynce? Tak łatwo przestać widzieć człowieka w człowieku...Mieszkańcy Bjornstad pogubili się, podzielili. Dużo łatwiej by było, gdyby dziewczyna kłamała...Mogliby wtedy wrócić do swojego normalnego życia, jakby nic się nie stało...A tak-trzeba się opowiedzieć po którejś stronie. Żyć w strachu, że coś trzeba poświęcić. Stracić. Większość stanęła po stronie Kevina. Bo dużo łatwiej wybrać proste kłamstwo niż trudną prawdę.

Nikt z dorosłych nie stanął w obronie dziewczynki. Tylko jej rodzice. Jeszcze bardziej złamani niż ona. Wreszcie Maya sama musiała wymierzyć karę...

Jedno wydarzenie pociąga za sobą lawinę. Nienawiści, oszczerstw, lojalności, wspomnień, walki o dobro najbliżej osoby, jaką jest dziecko. Tyle, że po dwóch stronach barykady tak naprawdę stoi dwójka dzieciaków i ich rodziny. Każda z nich ma bardzo dużo do stracenia. Choć te straty są tak bardzo ze sobą nieporównywalne. 

To opowieść to emocjach. I o przyjaźni. O tym, kiedy ważniejsza jest lojalność a kiedy jednak bycie przyzwoitym człowiekiem, nawet jeśli to najtrudniejsza rzecz na świecie...

Powieść wzbudziła we mnie mnóstwo uczuć. Od sportowego entuzjazmu, przez współczucie po wściekłość. Dawno żadna książka tak mnie nie wciągnęła, nie poruszyła. Dlatego dostaje ode mnie najwyższą ocenę. 

wtorek, 9 lutego 2021

"Zima Muminków" (Tove Jansson) i moja :)

 Rok pierwszego wydania: 1957

Ocena:5/6


 

"Niebo było niemal czarne, lecz śnieg lśnił jasnoniebieskim blaskiem w świetle księżyca. Morze spało pod lodem, a głęboko w ziemi, między korzeniami, wszystkie małe stworzonka śniły o wiośnie. Ale do wiosny było dość daleko, bowiem Nowy Rok minął dopiero co."

Od kilku lat marzyliśmy o zimie.O śniegu, mrozie, o bajkowych widokach. I przyszła! Zasypała nas, zawiała, przymroziła. Za oknem wciąż fruwają białe płatki, termometr pokazuje coraz niższe temperatury, tak, że od kilku dni zastanawiam się, jak Muminek "czy zima w rzeczy samej nie jest wynikiem tego, że dziesięć tysięcy Buk siedziało na ziemi". 

Ale i tak uwielbiam zimę! Tym bardziej, że "wewnątrz domu było ciepło i przytulnie (...) Cisza pełna była spokoju i oczekiwania. Czasem ktoś westchnął i zwinąwszy się wsuwał głębiej w posłanie, w którym spał". Wprawdzie my nie mamy szans na zimowy sen, ale leniwy, spokojny weekend przed kominkiem, kiedy wiatr śpiewa w kominie, a zaspy na podwórku rosną z każdą godziną, jest idealnym czasem na spotkanie z Muminkami!

Trolle co roku śpią od października do kwietnia, z brzuszkami pełnymi igliwia i główkami pełnymi snów. Jednak tej zimy niespodziewanie Muminek się obudził. I po raz pierwszy zobaczył, że świat wygląda całkiem inaczej, niż zwykle! "Nad doliną rozpościerał się szary półmrok. Ale teraz dolina nie była zielona, tylko biała. Wszystko, co się kiedyś ruszało, zrobiło się nieruchome. Wszelkie żywe dźwięki zamilkły. Wszystko, co było kanciaste, stało się okrągłe." Muminek poczuł się trochę samotny, próbował rozmawiać z mamą, a ta, nawet przez sen, potrafi udzielić odpowiedzi na dręczące pytania. Do tego okazuje się, że ktoś wynosi rzeczy w domu tatusia! Muminek czuje się odpowiedzialny za śpiącą rodzinę. Postanawia zidentyfikować złodzieja. I tak rozpoczynają się jego przygody, spotkania z nowymi i starymi znajomymi.

Tym razem "Zimę Muminków" czyta mi się wyjątkowo. Nie tylko ze względu na śnieg i mróz za oknem. Wiele zdań bardzo pasuje do trwającej już prawie rok pandemicznej, nowej rzeczywistości, wiele nazywało idealnie moje myśli..."Cały świat gdzieś się zagubił". "Wybrzeże było bardziej puste niż sam koniec świata-jeśli ktokolwiek zaszedł tak daleko". "Muminek nakręcił (wszystkie zegary), żeby czuć się mniej samotnie. A ponieważ czas i tak się zagubił, nastawił zegary na różne godziny - może któraś z nich była właściwa?"

"-Wpadło się w coś zupełnie nowego i nikt nie zatroszczy się i nie spyta, w jakim świecie żyło się przedtem. Nawet Mała Mi nie ma ochoty porozmawiać o prawdziwym świecie. 

-Skąd można wiedzieć, który jest prawdziwy..."

Od marca (z niewielkimi przerwami) czuję się, jak Muminek, który wyjątkowo obudził się w środku zimy. Świat wygląda całkiem inaczej, zagubiłam się gdzieś w czasie, wokół pusto i cicho...Nie raz, jak mały troll, nie mogę się rozeznać w tym wszystkim.

Ta część opowiadań o Muminkach jest ciemna, mroczna, tajemnicza, jak długa zima skandynawska, kiedy to słońce ginie i nie chce dać się odnaleźć. Spodobał mi się ten klimat, idealnie współgrający z pogodą za oknem i nastrojem mojej duszy.

Ileż w tej małej książeczce złotych myśli, ponadczasowych cytatów! Można by wypisywać i wypisywać, jak choćby te: 

"Masz o wiele za dużo rzeczy wokół siebie. Takich, które wspominasz , i takich, o których marzysz".

"Tyle jest tego, co nie znajduje sobie miejsca ani latem, ani jesienią, ani na wiosnę. To wszystko, co jest nieśmiałe i zagubione. Niektóre rodzaje nocnych zwierząt i tacy, którzy nigdzie nie pasują i w których nikt nie wierzy...Trzymają się na uboczu cały rok. A potem kiedy jest spokojnie i biało i kiedy noce stają się długie, a wszyscy posnęli snem zimowym-wtedy wychodzą"

środa, 13 maja 2020

"Ja także żyłam! Korespondencja" A. Lindgren, L. Hartung

Rok pierwszego wydania: 2016
Ocena: 4


Astrid Lindgren nie trzeba nikomu przedstawiać. Jednak druga z autorek listów jest osobą raczej nieznaną. Tak naprawdę pamięć o niej przetrwała jedynie dzięki korespondencji z pisarką.
Dwie kobiety, którym przyszło żyć w powojennej Europie. Jedna z nich-szwedzka autorka już wtedy popularnych książek dla dzieci, które miały przejść do kanonu klasyki, matka i żona (potem już wdowa). Druga-Niemka, zajmowała się edukacją i propagowaniem czytelnictwa wśród dzieci, rodziny nigdy nie założyła.
Po raz pierwszy spotkały się w 1953 roku, kiedy to Astrid została zaproszona do Berlina na spotkanie promujące literaturę dla dzieci i młodzieży. Od pierwszej chwili coś między nimi zaiskrzyło. Zbliżone wiekiem, różnił je styl życia, doświadczenia życiowe. Połączyła miłość do książek i kultury. Ale nie tylko. Po tym spotkaniu zaczęły do siebie pisać. Jedna po szwedzku, druga po niemiecku.Opowiadały sobie w listach o wszystkim, o problemach ze zdrowiem, problemach w pracy, chorobie rodziców, rozwodzie dziecka, o codziennych zajęciach. Louise przesyłała nie raz Astrid piękne kwiaty czy jakieś drobiazgi. Astrid słała Louise swoje książki, czasem prosząc ją o recenzję lub korektę. Wyrażały swoją troskę o tą drugą, zapewniały o tęsknocie, planowały spotkania.
Ciekawa, chwilami zaskakująca lektura, pozwalająca zajrzeć do prywatnego życia lubionej pisarki.

środa, 23 października 2019

"Kometa nad Doliną Muminków" Tove Jansson

Rok pierwszego wydania: 1946
Ocena: 5,5/6


Obiegowa opinia głosi, że Muminki to bajki dla dzieci. Zupełnie się z tym nie zgadzam. To jedna z tych opowieści, którą odkryłam dopiero jako dorosła osoba i na pewno wyczytałam z niej dużo więcej uniwersalnych myśli niż gdybym sięgnęła po nią ćwierć wieku wcześniej.
"Kometa nad Doliną Muminków" otwiera w zasadzie cały cykl. Zapoznajemy się z bohaterami, którzy będą nam towarzyszyć w kolejnych częściach. Od samego początku każdy z nich ma swoje charakterystyczne cechy - samotny wędrowiec Włóczykij, bojący się wszystkiego mały Ryjek, pełna ciepła Mama Muminka dbająca o rodzinę (pamięta nawet o ciepłych majtkach na wyprawę!) i inni.
W każdej z części Muminków pojawia się jakaś katastrofa lub jej widmo. Jak mówi tytuł, pewnego dnia filozof Piżmowiec przynosi wieść, jakoby w Dolinę Muminków miała uderzyć kometa. Zmiany jakie zaszły w Dolinie (wszystko pokryło się szarym pyłem...) zdają się potwierdzać te przypuszczenia. Muminek i Ryjek, za namową Mamy, wyruszają na poszukiwanie Obserwatorium w dalekich Górach Samotnych, w którym mogliby zobaczyć kometę przez wielki teleskop. Rzeczywiście,  jest, a co więcej-naukowcy z Obserwatorium przewidują, że może uderzyć w Ziemię za cztery dni! Każdy z bohaterów zachowuje się całkiem inaczej w obliczu bliskiej katastrofy. Stopniowo wszyscy, zgodnie z prawem tłumu, zaczynają ulegać panice...

Autorka niesamowicie skonstruowała psychologiczne portrety bohaterów. Każdy z nich jest bardzo wyrazisty, każda postawa i zachowanie-prawdopodobne. Chwilami mogą jedynie razić stereotypy (Mama Muminka - typowa "gospodyni domowa", Panna Migotka - obraz kobiecości ze wszystkimi jej wadami i zaletami, dziecinny, bardzo związany z mamą Muminek).  Realistyczne są też sytuacje, mimo, że ukryte za zasłoną bajkowości. Dzięki temu każdy z czytelników odnajdzie tu coś dla siebie, wielu dopatrzy się swoich cech w którymś z bohaterów.

O ile dla dzieci Dolina Muminków jest idyllicznym miejscem zamieszkanym przez cudne stworzonka, mające ciekawe przygody, o tyle dorosły czytelnik znajdzie w tej opowieści drugie dno, odkryje jej głębię i ponadczasowość. Dlatego warto wracać do historyjek o Muminkach, czytać je po raz kolejny i znajdować wciąż coś nowego:)

wtorek, 19 stycznia 2016

04(274) Zamieć śnieżna i woń mgdałów

Autor: Camilla Lackberg
Ocena: 4/6
Wydawnictwo:Czarna Owca

Martin Molin, znany jako postać drugoplanowa z sagi Autorki, tym razem jest głównym bohaterem tego niezbyt długiego kryminału. Trochę wbrew swojej woli ma towarzyszyć aktualnej partnerce (nawet nie narzeczonej) w rodzinnym, weekendowym zjeździe na wyspie, w dawnym ośrodku kolonijnym. Zostaje przedstawiony wszystkim krewnym i sam poznaje krótką, subiektywną charakterystykę każdego z nich. Chwilę po przybyciu Martina, na wyspie zaczyna szaleć zamieć śnieżna, morze skute jest lodem i cała rodzina zostaje odcięta od reszty świata. Przy pierwszej kolacji nestor rodu i założyciel rodzinnej, wielopokoleniowej już firmy, daje wyraz swojej nienawiści. Oskarża wszystkich o to, że tylko czyhają na majątek, że liczą na jego szybką śmierć i wysoki spadek. Każde z dzieci i wnucząt już zawdzięcza dziadkowi spory udział w finansowaniu szkół, czy zakładanych biznesów...Gdy Ruben, zmęczony swym napadem złości wypija szklankę wody, w spazmach umiera. Martin od razu wyczuwa woń cyjanku. Dziadek został zamordowany, a morderca jest uwięziony na wyspie. Policjant zaczyna nieco nieudolne śledztwo. Członków rodziny ogarniają coraz silniejsze i bardziej negatywne emocje. Na światło dzienne wychodzą kolejne tajemnice. Wreszcie, przed końcem weekendu, pojawia się jeszcze jeden trup...Koniec zamieci daje możliwość powrotu na stały ląd. Dopiero w drodze do portu na Martina spływa olśnienie i rozwiązanie zagadki. Przyznam, że zaskakujące.
Powieść do złudzenia przypominała mi w stylu kryminały Agaty Christie. Akcja jest wartka, znalezienie mordercy wcale nie oczywiste.  Ma trochę niedociągnięć, sposób prowadzenia śledztwa może chwilami irytować.  Jednak czyta się bardzo sprawnie i z zainteresowaniem.

środa, 4 listopada 2015

57(257) Dolina Muminków w listopadzie

Autor: Tove Jansson
Ocena: 6/6
Źródło: biblioteka

Idealna lektura na listopad:) I to wcale nie dla maluchów;)
Włóczykij jak co roku wyrusza w świat, co oznacza, że nadeszła jesień. Wróci jak nadejdzie wiosna. Do Doliny Muminków nadciągają różne postacie, które zatęskniły za tą sympatyczną rodziną, chcą się ogrzać w ich cieple. Jest Paszczak, który wszystko zawsze chce porządkować i organizować (zwłaszczaa życie innych), mała Mimbla i Filifionka, która po przygodzie przy myciu okien przekonuje się, że nie będzie mogła już nigdy sprzątać, bo psychika jej na to nie pozwala. Homek Toft zagrzebany w sieci czyta znalezioną na strychu księgę, a Wuj Truj odnajduje w kominie Przodka i ratuje go przed spaleniem. Największym problemem jest to, że wszyscy znajdują dom Muminków...pusty...Zakurzony, niewietrzony, śmierdzący stęchlizną, znaczy: opuszczony już jakiś czas temu...Muszą się jakoś odnaleźć w tej niezwykłej grupie, podzielić rolami, zadomowić i poczekać na właścicieli. Każdy z nich jest specyficzny, ma niełatwy charakter, a do tego zasklepiony jest w sobie i wcale niechętny do współpracy.

Wg mnie to najpoważniejsza, najbardziej mroczna i filozoficzna część serii o Muminkach. Bardzo klimatyczna, momentami aż ponura. Z kart wyziera pewnie prawdziwa skandynawska jesień, pełna mgieł, deszczu i dymów snujących się nad doliną.
" O zmroku doszedł do długiej zatoki leżącej w wie­cznym cieniu między górami. W jej głębi, tam gdzie stała gromadka ciasno do siebie przytulonych do­mów, świeciły nieliczne, wczesne światła.
Padał deszcz i na dworze nie było nikogo."
"Czas płynął, a deszcz nie przestawał padać. Żad­nej jeszcze jesieni tyle nie padało. Doliny wzdłuż wybrzeża nasiąkły wodą, która spływała z gór i pagórków, i ziemia butwiała zamiast wysychać. Lato wydawało się nagle tak dalekie, jakby go nigdy nie było, drogi od domu do domu wydłużyły się i każdy siedział schowany u siebie."
Ach, można czytać i czytać, zakopanym pod cieplutkim kocem, przy małej, palącej się lampce, z kubkiem gorącej herbaty z malinami w ręce... 


Ale jest to też powieść ponadczasowa, o ludzkich charakterach. O samotności, akceptacji  i trudnej sztuce zmieniania siebie, radzeniu sobie z lękami czy starością. Każda z postaci może być zwierciadłem, w którym czytelnik odnajdzie siebie. Dzięki temu, że nie pojawiają się tu same Muminki, ze swym ciepłem, radami i wsparciem, bohaterowie muszą sobie poradzić sami ze swoimi problemami, co początkowo wpędza ich w panikę.
To lektura dla tych, którzy nie boją się zmierzyć ze swoim wnętrzem, ze swoimi cieniami. Dla tych, którzy jak Paszczak, chcą się zmienić, zacząć żyć inaczej ("Paszczak obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest sobą, zapragnął być kimś innym, kimś, kogo nie znał. Czuł się jeszcze bardziej zmęczony niż wtedy, kiedy kładł się spać, a tu tymczasem nastał już nowy dzień, który będzie trwał do wieczora, a potem przyjdzie następny i jeszcze następny i ten znów będzie taki sam, jak wszystkie dni w życiu Paszczaka.(...)Nagle przyszło mu na myśl, że wszystko, co robi, nie jest niczym innym, jak tylko przenoszeniem rzeczy z jednego miejsca na drugie albo mówieniem, gdzie one powinny stać, i przez krótką chwilę olśnienia zastanawiał się, co by się stało, gdyby dał temu spokój." ). Ale i dla tych, którzy po prostu chcą się zanurzyć w cichym, deszczowym, jesiennym i listopadowym klimacie.

Wszystkie cytaty pochodzą z wydania jubileuszowego Naszej Księgarni. Już wiem, że tą część Muminków chcę mieć na półce, wracać do niej i zaznaczać kolejne i kolejne cytaty.

środa, 28 października 2015

56(256) Kwietniowa czarownica

Autor: Majgull Axelsson
Ocena: 5+/6
Ilość stron: 490
Źródło: biblioteka

Piękna, baśniowa, ale i bardzo trudna w odbiorze opowieść o czterech kobietach, które były niechcianymi dziećmi. Poznajemy je przez pryzmat obserwacji Desire, ułomnej kobiety z porażeniem mózgowym i padaczką, która ma zdolność wydobywania duszy ze swego ciała i przemieszczania się w ciele innych stworzeń. Zainspirowana informacją od zaprzyjaźnionego lekarza prowadzącego, że ma siostry, postanawia je "poznać". Chce się przekonać, która z nich skradła życie przeznaczone dla Desire. W latach 50-tych w Skandynawii ułomne dzieci, "potworki" zabierano rodzicom i jako nierokujące jakiegokolwiek rozwoju umieszczano w zakładach opiekuńczych dla przewlekle chorych. Tak też się stało z Desire, a jej matka, owdowiała szybko po narodzinach córki, zostaje rodzicem zastępczym dla trzech dziewczynek. Wraz z przemianami społecznymi i zmianami w systemie opieki okazało się jednak, że Desire jest w pełni świadoma, co więcej, ciekawa świata i chętna do nauki. Dzięki pomocy Hubertsona-lekarza, który kiedyś wynajmował pokój u jej matki i w ten sposób poznał historię rodziny, może się kontaktować z otoczeniem przez komputer przekładający wydmuchy powietrza na tekst.
Każda z przyjętych do rodziny zastępczej dziewczynek jest inna, każda ma za sobą traumatyczne przeżycia. Nie każdej udaje się wyjść na prostą, różnego rodzaju wyrzuty sumienia i obwinianie się za wydarzenia z dzieciństwa ciążą na całym życiu. W dorosłości ich drogi się rozchodzą. Spotkanie po latach jest zaaranżowane przez Desire za pomocą tajemniczych listów. Wtedy to zaczynają dochodzić do głosu demony przeszłości, a rodzinne tajemnice wychodzą na jaw.
Autorka skupia się przede wszystkim na psychice i odczuciach zarówno dzieci porzuconych przez własnych rodziców, jak i dorosłych, którzy z tych dzieci wyrosły. Drugim motywem przewodnim są odczucia i myśli w pełni sprawnej umysłowo kobiety uwięzionej na zawsze w kalekim i coraz mniej sprawnym ciele. A przede wszystkim to opowieść o samotności. I tym, jak różne są sposoby, by sobie z nią radzić...
Mimo, że powieść pisana jest prostym językiem, krótkimi zdaniami, aż kipi od emocji. I to tych trudnych, smutnych. Panuje w niej swoisty chaos, ale nie przeszkadza on, ma swój sens i cel. Z teraźniejszości przenosimy się do bliższej i dalszej przeszłości, wędrujemy w czasie, by z każdą kartką rozumieć coraz więcej, układać kolejne puzzle życia pięciu kobiet.
Książka, która nie chce wyjść z głowy nawet po jej zamknięciu. Taka, o której długo się pamięta.

poniedziałek, 16 lutego 2015

09(209) Saga o Ludzich Lodu. Zauroczenie

Autor: Margit Sandemo
Ocena: 4/6
Ilość stron: 260
Źródło: biblioteka


Od dawna miałam chrapkę na słynną sagę.Wchodząc ostatnio do biblioteki od razu zauważyłam cały rządek małych książeczek, jakby czekających na mnie!
Norwegia, 1581 rok, szaleje zaraza, która uśmierca wielu ludzi. W tym cała rodzinę 17-letniej Silje, która musi szukać sobie nowego schronienia. Dziewczyna znajduje po drodze malutką dziewczynkę oraz noworodka i postanawia się nimi zaopiekować. Przez przypadek natrafia na złowrogo wyglądającego mężczyznę, który budzi w niej nieznane dotąd uczucia. Od tej pory losy jej i dzieci powoli zaczynają się wiązać z Tengelem i Ludźmi Lodu, którzy kojarzyli jej się z grozą i tajemnicą.
Przy okazji poznajemy okruchy historii XVI-wiecznej Norwegii,  wierzenia ludzi na pograniczu początków chrześcijaństwa i pogaństwa.
Powieść pełna namiętności, uczuć, tajemniczości, średniowiecznych wierzeń i czarów. Przyznam, że nie jest szczytem kunsztu literackiego, jednak losy bohaterów wciągają niesamowicie. Napisana jest bardzo prosto, jak typowe romansidło. Świetna lektura by oderwać się od rzeczywistości ;)

środa, 3 grudnia 2014

74(194) Pies, który biegł ku gwieździe

Autor: Henning Menkel
Ilość stron:  180

Ocena: 4+/6
Źródło:szafa z książkami

Jedenastoletni Joel został porzucony przez matkę we wczesnym dzieciństwie. Wychowuje go ojciec w małym skandynawskim miasteczku. Są lata 50-te. Mężczyzna żyje wspomnieniami o swej młodości spędzonej na statkach i na morzu oraz tęsknotą za żoną. Pewnej bezsennej nocy Joel widzi w świetle latarni tajemniczego psa, który wg niego biegnie ku swojej gwieździe. Postanawia go odnaleźć i w tym celu zakłada Tajne Stowarzyszenie.
Jednak pies jest tu tylko pretekstem do snucia opowieści o samotności, o ludziach, systemie wartości  i dojrzewaniu. Zdecydowanie z gatunku psychologicznych, a nie przygodowych.
Powieść niby młodzieżowa, ale myślę, że dorosły odczyta ją wielopoziomowo. Autor nawiązuje do wielu istotnych kwestii dotyczących problemów i psychiki właśnie dorosłych bohaterów. Daleki jest od moralizowania, jednak w bardzo subtelny sposób przemyca prawdę o dobru i złu.
Książka głęboko zapadająca w pamięć. Naprawdę dobra.

wtorek, 1 kwietnia 2014

20(140) "Syrenka"

Autor: Camilla Lackberg
Ilość stron: 488
Ocena: 4+/6
Źródło: biblioteka

Kolejna część całkiem fajnej sagi kryminalnej. Wszystkie książki łączy wątek obyczajowy i bohaterowie, a nowe są wątki kryminalne.
We Fjalbece w tajemniczych okolicznościach ginie mężczyzna. Jego najbliżsi koledzy zaczynają dostawać anonimowe listy z pogróżkami. Wraz z upływem czasu w małym miasteczku mają miejsce kolejne tragiczne wydarzenia. Co łączy je wszystkie?
Jak zwykle u Lackberg, wątki teraźniejsze przeplatają się z przeszłością, która w końcu pomaga rozwikłać zagadkę.
Jedyny minus, to dłużące się nieco śledztwo. Kilkukrotne wizyty u tych samych osób, które nic nie wnoszą nowego, bardzo podobne rozmowy, które nadal nic nie wyjaśniają. Dopiero na ostatnich kilkudziesięciu stronach akcja nabiera fajnego tempa, nie można się oderwać od książki.

piątek, 7 grudnia 2012

51. "Biblioteka cieni"

 Autor: M. Birkegaard
Wydawnictwo: Świat Ksiażki
Ilość stron: 432
Ocena: 3/6
Źródło: kolejkowo



Skusiło mnie to, że to książka o książkach. Czyli o mojej pasji. Pomysł ciekawy. Polega na tym, że niektórzy ludzie mają dar wpływania na innych poprzez czytanie książek. Są Lektorami-Nadawcami. Są też Odbiorcy, czyli ci, którzy "słyszą" teksty czytane po cichu przez kogoś w pobliżu. Słyszą głosy. Tajne Towarzystwo Lektorów chce wpływać na losy świata.
Brzmi ciekawie. Jednak całość napisana bardzo blado. Przegadana, monotonna, momentami po prostu nudna. Autor, z opisu na okładce, jest informatykiem i pisał tą powieść 5 lat. Daje się odczuć, że nie bardzo wiedział, jak to dobrze zrobić.
Miał to być thriller, jednak słabo trzyma w napięciu jak się by oczekiwało po tym gatunku. Poza tym fabuła tak przewidywalna, że po 70 str można się domyślać o co będzie chodziło przez kolejne 350...
Spokojnie można sobie odpuścić.



poniedziałek, 23 kwietnia 2012

20. "Niemiecki bękart"

Autor: C. Lackberg
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 568
Gatunek: powieść kryminalna
Ocena: 4+/6
Źródło: kolejkowo
'

Kolejny tom sagi, przez który przebrnęłam. Jeden z lepszych. Jednak nieco "przegadany", wątki obyczajowe nieco przeciągają akcję i odsuwają moment rozwiązania zagadki. Gdyby książkę skurczyć o jakieś 150 str pewnie czytałoby się lepiej...