Rok pierwszego wydania: 1983
Ocena: 5/6
Oj jaka to przyjemna staroć!
Po pierwsze dlatego, że mam leciwe, pożółkłe wydanie, pachnące kurzem. Uwielbiam takie!
Po drugie dlatego, że mogę "zajrzeć" do lubianego przeze mnie pana Iwaszkiewicza i podpatrzeć, co czytał w latach sześćdziesiątych, bo o tym traktuje książka.
A czytał różnorodne pozycje. Z reguły ówczesne nowości wydawnicze. Niestety wiele z nich nie przetrwała próby czasu, są dziś nieznane, niedostępne, nie wznawiane. Tylko niektóre można wypożyczyć z magazynu staroci w bibliotece wojewódzkiej....
Iwaszkiewicz czytał zarówno powieści młodych, początkujących autorów, jak i pozycje z klasyki. Wnioskuję, że lubił biografie, pamiętniki, bo przytacza sporo tytułów z tej dziedziny.
W felietonach, które ukazywały się w latach 60-tych ubiegłego wieku w "Życiu Warszawy" Iwaszkiewicz wspomina też o osobach, z którymi pracował, które znał, podziwiał w młodości. Nawiązuje też do wielkich bieżących rocznic, jak np. do setnych urodzin Żeromskiego czy rocznicy Powstania Styczniowego.
Jak zwykle w utworach Iwaszkiewicza zachwycił mnie język, jakim pisał. Czytając o książkach, czułam się, jakbym słuchała pięknych opowieści pana Jarosława siedzącego w fotelu w Stawisku. Przyznam, że o ile powieści Iwaszkiewicza aż tak bardzo mi się nie podobają, o tyle Stawisko kocham miłością bezwzględną i czytam wszystko, co wpadnie mi w rękę, dotyczące toczącego się tam życia.
Żałuję, że moje stare wydanie książki nie ma wstępu, którym opatrzone jest wydanie nowsze. Trudno, może kiedyś uda mi się trafić i na takie ze wstępem. Na razie moje w pełni mnie satysfakcjonuje i dawkuję sobie felietony w codziennych dawkach leczniczych, żeby za szybko mi się nie skończyły!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz