Rok pierwszego wydania: 2022
Ocena: 5/6
Po raz kolejny tego lata mogę powiedzieć: dawno nie sięgałam po kryminał! Bardzo dawno! Ale to lato rządzi się swoimi prawami i czasem warto zrobić odstępstwo od reguły. Tym bardziej, że jakiś czas temu o "Schronisku..." było dość głośno, ma wiele dobrych recenzji i zbierało nagrody jako książka roku. Tym bardziej, że zbiegiem różnych okoliczności "Schronisko..." znalazło się w moim domu i kusiło, by jednak dać mu szansę. Więc dałam. I nie żałuję swojej decyzji.
Max, młody stomatolog, ma do wykorzystania zaległy urlop. Mimo ponurej listopadowej aury postanawia jechać w Karkonosze, do nieczynnego schroniska Pod śnieżnymi kotłami, które niedawno kupił jego ulubiony wujek. Niestety, kilka tygodni wcześniej mężczyzna zginął w wypadku, spadł w przepaść robiąc zdjęcie. Max nie może sobie wybaczyć, że nie miał czasu wcześniej odwiedzić wujka.
W opuszczonym schronisku zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Okazuje się, że wujek dostał przed śmiercią pocztówkę z pogróżkami. Podobną korespondencję odebrał też właściciel innego schroniska. Czy rzeczywiście we wrześniu wydarzył się w górach nieszczęśliwy wypadek? Czy komuś zależało na tym, żeby Artur zginął? Max zaczyna robić swoje dochodzenie, a atmosfera stopniowo się zagęszcza. Adrenalina rośnie ;)
W międzyczasie wychodzą na jaw rodzinne tajemnice, które mnożą w głowie Maxa kolejne zagadki.
We współczesną akcję kryminalną wpleciona jest ciekawie opowiedziana okołowojenna historia Karkonoszy, w której splatały się losy Czechów, Niemców i Polaków.
Rzeczywiście powieść wciąga. Nie jest to kryminał podobny do dziesiątki innych wydanych w ostatnim miesiącu. Widać, że autor pasjonuje się historią tego regionu, ma szeroką wiedzę, którą dzieli się z czytelnikami. "Schronisko..." spodobało mi się na tyle, że zamówiłam w bibliotece kolejny tom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz