wtorek, 22 września 2026

Dwa lata bez bibliotek!

 



Z bibliotek korzystałam praktycznie od początku podstawówki. Szkolnych,  miejskich, wojewódzkiej. Przez wiele lat to właśnie biblioteki były głównym źródłem książek, które czytałam.

Aż przyszedł czas nadmiaru, o którym pisałam już kilka lat temu. Potrafiłam mieć ponad 20 wypożyczonych książek jednocześnie. I wciąż kompulsywną chęć znoszenia kolejnych. Oczywiście nie było szans, żeby to wszystko przeczytać. Terminy zwrotu były nieubłagane, a we mnie rosło napięcie i frustracja. Zaczęłam czytać szybko, nieuważnie, przeskakiwałam strony, żeby tylko zorientować się o co chodzi w książce i chwytałam za kolejną.

Wreszcie powiedziałam: dość. Pewnego dnia oddałam wszystkie książki, karty biblioteczne schowałam głęboko do szuflady, stanęłam przed swoimi półkami pełnymi książek do przeczytania i zaczęłam nowe życie. Nowe czytelnicze życie w rytmie slow.

I tak minęły już dwa lata. Przez ten czas zdarzyło mi się wypożyczyć coś z biblioteki, zwłaszcza w wakacje nad morzem, ale to były pojedyncze przypadki. 

Co przez te dwa lata osiągnęłam? Co mi dał biblioteczny detoks? 

Nie zliczę, ile  własnych książek przez ten czas przeczytałam. Książek, które czekały latami, a przecież jeśli pojawiły się w moim domu to znaczy, że chciałam je poznać! 

Nauczyłam się czytać powoli. Jedną książkę na raz, a nie kilka jak wcześniej. To sprawia, że dużo lepiej skupiam się na treści, lepiej ją zapamiętuję. Przeczytałam dużo grubych, kilkuset stronicowych klasycznych powieści, które omijałam w bibliotekach, bo wiedziałam z góry, że nie dam rady przeczytać takiego tomiszcza w miesiąc. Nabrałam czytelniczej cierpliwości. Zdarzało się, że jedną powieść czytałam przez trzy czy cztery miesiące! Ba, mogłam sobie robić przerwę, odłożyć jedna pozycję na tydzień czy dwa i znów do niej wrócić. Przestałam czytać "na czas", na ilość. Dzięki slow readingowi zmniejszyła się ilość przeczytanych w ciągu roku lektur, ale na pewno zdecydowanie wzrosła jakość mojego czytania! 

Czy tęsknię za bibliotekami? Za ich klimatem? Czasem tak. Zdarza się, że wstąpię do którejś z nich w drodze z pracy, ale kiedy stanę otoczona tyloma książkami, tytułami, czuję się przytłoczona. Nie wiem już, co miałabym wybrać. I stwierdzam szybko, że wszystko, czego potrzebuję, mam przecież w domu.

Nadal czeka na mnie pewnie ponad 200  nieprzeczytanych książek na domowych półkach. Dlatego nie planuję jeszcze powrotu do regularnych wizyt w bibliotekach. Sama jestem ciekawa, czy kiedyś do nich wrócę. Na razie dobrze mi z domowymi towarzyszkami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz