Rok pierwszego wydania: 2004
Ocena: 5+/6
Nie wiem, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o "Dziejach" Herodota, ale w mojej głowie ten tytuł tkwi już od dawna. Jednak wciąż podchodzę z wielką nieśmiałością do tej obszernej książki, tym bardziej, że została napisana prawie 500 lat przed Chrystusem! Gdy pojawiła się w moim Kalendarzu Adwentowym w zeszłym roku i tym samym zajęła miejsce na półce z książkami, przypomina mi o sobie coraz częściej. I coraz większą mam ochotę wreszcie ją przeczytać.
Jednak koleżanka, dużo bardziej oczytana niż ja, podpowiedziała mi, żebym najpierw sięgnęła po "Podróże z Herodotem" Kapuścińskiego. A że lato kojarzy się nie tylko z lekkimi powieściami przygodowymi, ale też z podróżami, a Kapuściński na mojej półce czeka już dość długo na swoją kolej, posłuchałam rady koleżanki.
Wybitny polski reportażysta tym razem sięgnął po wątki autobiograficzne i cofnął się do początków swojej pracy. Wtedy to po raz pierwszy został wysłany do Indii.
"Na koniec tej rozmowy, w której dowiedziałem się, że jadę w świat, Tarłowska sięgnęła do szafy, wyjęła książkę i podając mi ją powiedziała: -To ode mnie, na drogę. Była to gruba książka w sztywnych, pokrytych żółtym płótnem okładkach. Na froncie przeczytałem wytłoczone złotymi literami nazwisko autora i tytuł: Herodot. DZIEJE" (str 14)
Z wielkim zainteresowaniem czytałam o wrażeniach i przeżyciach młodego Kapuścińskiego, którego marzeniem, po podróżach po małych polskich miasteczkach i wsiach, było przekroczyć granicę. Jego marzenie spełniło się w niespodziewanej skali. Znalazł się w zupełnie obcym świecie, bez znajomości języka, zaskoczony, zagubiony, zauroczony.
Tak rozpoczęły się jego podróże na daleki i bliski Wschód czy do Afryki. W tych podróżach towarzyszyły Kapuścińskiemu "Dzieje" Herodota. Stąd też tytuł książki. Autor przytacza fragmenty "Dziejów" nawiązujące do rejonów, w których był i je czytał, ale też do jego przemyśleń i wrażeń. Fragmenty te komentuje, czasem streszcza. Daje wspaniałą lekcję historii starożytnej, nawiązując do "Dziejów". Zawsze byłam na bakier z tym przedmiotem w szkole, a i później jakoś nie było za bardzo czasu i okazji nadrabiać zaległości. Tym bardziej czytam książkę z wielkim zaciekawieniem i już planuję kolejne lektury dotyczące Antyku.
U Kapuścińskiego więcej Herodota niż podróży nawet!
"Wtedy, w Kongu, historie opisywane przez Herodota tak mnie wciągnęły, że chwilami bardziej przeżywałem grozę narastającej wojny między Grekami i Persami niż tej aktualnej, kongijskiej, na której byłem korespondentem" (str. 157)
Między wierszami przewijają się realia głębokiego PRL-u, warunki podróżowania w latach 50-tych czy 60-tych ubiegłego wieku. Ale...
"Wracam do Herodota. Częste czytanie jego dzieła i nawet pewne zżycie się, swoisty rodzaj obycia się i przyzwyczajenia, odruchu i nawyku zaczęły wywierać na mnie dziwny wpływ, którego nie umiem dokładnie zdefiniować. Na pewno wprowadza mnie on w stan, w którym przestaję odczuwać, że istnieje bariera czasu, że od wydarzeń opisywanych przez Greka dzieli mnie dwa i pół tysiąca lat, przepaść, w której spoczywa i Rzym, i średniowiecze, narodziny i istnienie Wielkich Religii, odkrycie Ameryki, Odrodzenie i Oświecenie, maszyna parowa i iskra elektryczna, telegraf i samolot, setki wojen, w tym dwie światowe, odkrycie antybiotyku, eksplozja demograficzna, tysiące i tysiące rzeczy i zdarzeń, które - gdy czytamy Herodota- znikają, jakby ich nie było albo zeszły z pierwszego planu, z czoła sceny, i cofnęły się w cień, skryły za kotarą, za kulisami" (str 206)
To moje pierwsze spotkanie z Kapuścińskim. Bardzo udane. Piękny język, spójne zdania, przemyślana konstrukcja.
I na pewno zachęcił mnie do sięgnięcia wreszcie po "Dzieje"! Mam nawet może takie samo wydanie z 1959 roku, jak to, które dostał Kapuściński u progu swych podróży!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz