wtorek, 20 września 2016

70(350) Po drugiej stronie ściany

Autor: Paweł Mossakowski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka.
Ocena: 3/6

Henryk i Justyna, wieloletni małżonkowie 50+, rodzice dorosłej już córki, mieszkają w podwarszawskiej malutkiej miejscowości w połowie bliźniaka. Lubią swój dom i ciszę, do której wracają po długim dniu pracy w stolicy. On jest wykładowcą akademickim, ona psycholożką pracującą z dziećmi. Pewnego dnia okazuje się, że sąsiedzi, z którymi Henryk i Justyna w sumie nie utrzymywali zbyt bliskich kontaktów, wyprowadzają się. Swoją połowę domu sprzedali ludziom, którzy już na pierwszy rzut oka i pierwsze usłyszane wiadomości ;) nie wzbudzają sympatii. Okazuje się, że nowi sąsiedzi zza ściany są bardzo prości, żeby nie powiedzieć-prostaccy, a do tego mają problemy z alkoholem...Ona-sprzątaczka w szkole, on wieczny bezrobotny, kombinujący, jak by tu wyłudzić rentę. Trzydziestolatkowie, z kilkuletnim synkiem, zaczynają skutecznie burzyć spokój zarówno w domu jak i życiu Henryka i Justyny.
Książka mnie nie zachwyciła. Temat dość "życiowy", ciekawy i każący się zastanowić: co ja bym zrobiła na ich miejscu. Jednak styl pisania Autora, wg mnie typowo "męski";) średnio się sprawdził w tego typu powieści. Ani to czytadło, ani poważna lektura, problemy podobne jeden do drugiego przewijają się od pierwszej do ostatniej strony. To, co na początku budzi emocje, po kilku powtórzeniach zaczyna nudzić. Jednym słowem: całkiem średnio.

piątek, 16 września 2016

69(349) Wszystko w porządku: układamy sobie życie

Autor: Szymon Hołownia, Marcin Prokop
Wydawnictwo: Znak
Ocena: 3/6

Jak określają pomysł na książkę Autorzy, miała to być próba zrobienia porządków. W swoich notatkach, karteczkach, pamięci, przemyśleniach. A ponieważ porządki skojarzyły im się z domem, podzielili wszystko wg pomieszczeń: kuchnia, salon, przedpokój itd. Niektóre przyporządkowania mają wg mnie rzeczywiście sens (jak wypowiadanie się w "kuchni" na temat kulinarno-smakowych wspomnień z dzieciństwa), inne dużo mniej.Jest to rzeczywiście zbiór najróżniejszych myśli, wspomnień, skojarzeń, chwilami poważnych, częściej humorystycznych i lekkich.
Trochę mnie zaskoczyło, czemu jedna książka akurat tych dwóch, tak różniących się pod każdym względem panów? Ich poglądy są tak inne, że całość wygląda tak, jakby ktoś pociął na kawałki dwie różne książki i przetasował kartki. Między wypowiedziami obu panów nie ma z reguły żadnych powiązań. Brakowało mi choćby wspólnego tematu, by po nim nastąpiła konfrontacja poglądów. Dobrze chociaż, że każdy z panów pisze na innego koloru kartkach, przynajmniej wiedziałam, co kto. Bo inaczej tylko po poglądach trzeba by identyfikować;)
Być może miłośnicy pana Hołowni lub pana Prokopa będą mieli frajdę z takiej pozycji. Dla mnie to chaotyczny zlepek banalnych, płytkich tekstów. Ot, do przejrzenia przy śniadaniu.

czwartek, 15 września 2016

68(348) W górę rzeki

Autor: Barbara Kosmowska
Wydawnictwo:
Ocena: 5/6


Główna bohaterka, Lena, mimo mocno średniego wieku, nie umie się pogodzić ze swoim życiem. Ze śmiercią męża, mimo, że poprzedziła ją długa choroba i że upłynęło od niej już kilka lat; z odejściem z domu dorosłej córki; z niefrasobliwością przyjaciółek; z odchodzeniem pacjentów...
Łucja to jeszcze tak naprawdę dziecko, chowane wcześniej pod rodzicielskim kloszem, karmione górnolotnymi ideami i przyzwyczajane do luksusu. Jest już prawie psycholożką, pełną wiary w to, że zbawi świat. Na razie "zbawia" jednego osobnika. Jako wolontariuszka trafiła na dogorywającego ćpuna, którego postanowiła wrócić do życia, obdarzyć uczuciem i do którego wreszcie się wprowadza do lokalu przypominającego melinę. Czy można się więc dziwić, że Lena ma do córki żal, że ta zrezygnowała z poukładanego, dobrze rokującego na przyszłość życia na rzecz minimalizmu, grzebania w śmietnikach i spania z człowiekiem z marginesu??? A jednak Łucja ma prawo by iść własną drogą i być szczęśliwa. Dokąd ją ta droga doprowadzi?
Kosmowska stworzyła wachlarz ciekawych, różnorodnych i bardzo prawdziwych postaci. Opisuje życie bez słodzenia, wręcz dorzuca do opowieści sporą ilość dziegciu, głównym tematem czyniąc skomplikowane relacje międzyludzkie.
Powieściową rzeczywistość obserwujemy z punktu widzenia Leny, Łucji, jak i Maćka-jej partnera-ćpuna.
Nie jest to lektura łatwa, miła i lekka. Ale na pewno warta przeczytania. Bo i takie życie, jak to przedstawione przez Kosmowską, istnieje zaraz za rogiem...

środa, 14 września 2016

67(347) Rzeka ludzi osobnych

Autor: Katarzyna Enerlich
Wydawnictwo: IMG
Ocena: 5+/6


Staroobrzędowcy (starowiercy) to temat w naszym kraju bardzo mało znany. Dla mnie, przyznaję, również taki był. Do czasu, gdy sięgnęłam po najnowszą powieść pani Enerlich.
Pierwsi staroobrzędowcy trafiają na Mazury, do Puszczy Piskiej, w 1830 roku. Własnymi siłami budują pierwsze osady, drogi, uprawiają ziemię, polują. Są samowystarczalni. Wreszcie powstaje klasztor w Wojnowie, początkowo męski, potem przekształcony na żeński.
Jednym z pierwszych osadników był Fiodor Malewan. To historie właśnie jego rodu, kolejnych pokoleń silnych, samodzielnych kobiet, poznajemy w książce pani Enerlich. Każda z nich miała nieślubne dziecko, córkę, każda sama borykała się z problemami codzienności. Po drodze były dwie wojny, które dotknęły i rodzinę Malewanów. Nie brakowało w niej tragedii i trudnych momentów. Ale nie brakowało też spokoju i radości. Kobiety wyspecjalizowały się w sadownictwie, swoją wiedzę rozszerzały całe życie i przekazywały kolejnym pokoleniom. Były też blisko związane z zamieszkującymi klasztor siostrzyczkami.
To tu właśnie, do Wojnowa, przybywa Katarzyna, współczesna kobieta, która miała męża, kochanka, pracę w teatrze i całkiem udane życie. Mąż zmarł, kochanek odszedł, w pracy się wypaliła. Postanowiła więc na pół roku wynająć stary dom w Wojnowie, by, na zlecenie psychoterapeuty, uleczyć w ciszy i spokoju swą duszę. Sąsiadką Katarzyny jest osiemdziesięcioletnia Augusta, potomkini Fiodora Malewana. Początkowo staruszka jest nastawiona do nowo przybyłej bardzo wrogo, jednak stopniowo, pod wpływem różnych wydarzeń, kobiety zbliżają się do siebie, by w końcu stać się najbliższymi przyjaciółkami. Okazuje się, że Augusta od prawie 60 lat skrywa pewną tajemnicę, która kładzie się cieniem na jej życiu i powoduje, że stało się ono koszmarem lęku przed ujawnieniem tragicznych wydarzeń.
W powieści przeplatają się wątki współczesne z historycznymi, fikcja z prawdą.
To jedna z najlepszych książek, jakie czytałam od dawna! Chylę czoła przed nakładem pracy, jaki musiała włożyć Autorka, by tak rzetelnie opowiedzieć o starowiercach i historii tego kawałka Mazur!!!
O moim zachwycie powieścią i tematem niech świadczy fakt, że wracając z krótkiego urlopu nadłożyliśmy drogi, by przejechać przez Mazury i zobaczyć klasztor, Wojnowo, Krutynię i jezioro Duś:)



środa, 24 sierpnia 2016

66(346) Powrót na Staromiejską

Autor: Anna Mulczyńska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena: 3/6

Weronika, po kilku latach mieszkania w Szwecji, wraca do Polski. Zdradzona przez męża, zraniona, postanawia zacząć nowe życie. Po dziadku odziedziczyła mieszkanie i mały sklepik na ulicy Staromiejskiej, brukowanej, urokliwej w samym sercu starówki jakiegoś małego miasteczka. Chce spełnić swe marzenie i otwiera Robótkowo, idealne miejsce dla wszystkich miłośniczek rękodzieła wszelkiej maści. Równocześnie Weronika szyje patchwork Dear Jane. Jego nazwa wzięła się od imienia pierwszej autorki, która swą pracę szyła w Ameryce czekając na powrót męża z wojny. Ukończyła patchwork w 1863 roku, całość szyje się ręcznie, a składa się z 225 kwadratów i trójkątów. To właśnie wyzwanie podjęła Weronika, by oderwać myśli od smutnej przeszłości. Postanowiła, że dopóki nie skończy szycia, nie zwróci uwagi na żadnego mężczyznę i da czas swemu zranionemu sercu na gojenie się. Jednak życie płata jej figla. Uroczy (choć wcale nie przystojny) sąsiad z przeciwka, właściciel restauracji, szybko zaprząta myśli kobiety. Oczywiście i ona nie jest obojętna Edziowi...Jednak los rzuca pod nogi młodych niejedną kłodę.
Powieść jest bardzo przewidywalna, infantylna, ale jakże miła i przyjemna w czytaniu;) Niestety, akcja zdecydowanie zdominowana jest sercowymi uniesieniami, rozterkami i załamaniami.
Raziło mnie bardzo używanie przez Autorkę zdrobnień imion (Werka, Edzio) nie tylko w dialogach, ale i w narracji. Kilkakrotnie miałam też wrażenie pogubienia w czasie. Np. Weronika wybrała się na spacer w bluzeczce na ramiączka, z gołymi plecami w ...październiku:/ Albo zwichnęła nogę zaraz przed Wigilią, a potem się okazało, że zdążyli jej zdjąć gips...tydzień przed świętami. Takich wpadek było kilka.
Ciekawostką, która odróżnia tą powieść od innych, jest klimat Robótkowa i rękodzieła. Możemy poczytać o wspomnianym patchworku, o technice wyszywania krzyżykami, o decoupagu, tkaninach, dodatkach. Nie są to konkretne informacje, ale opisy działań Weroniki tworzą aurę, która na pewno spodoba się wszystkim miłośniczkom rękodzieła. Co więcej, mnie zachęciła do odkurzenia pudła z mulinami i kanwą:) Uroku akcji dodają opisy wspólnego tworzenia na kursach organizowanych przez Weronikę czy świątecznego jarmarku.
Oko przyciąga okładka, która oddaje urok opisywanej ulicy Staromiejskiej.
Mimo płytkości i wad powieść czyta się bardzo szybko i sympatycznie. Świetna lektura na lato! Jednak rozczaruje się ten, który liczy na coś ambitniejszego niż zwykłe babskie czytadło;)

wtorek, 23 sierpnia 2016

65(345) Księga kodów podświadomości

Autor: Beata Pawlikowska
Wydawnictwo: G+J
Ocena: 2/6

Beata Pawlikowska stała się domorosłą psycholożką. Na podstawie swoich doświadczeń (co wielokrotnie podkreśla) daje recepty innym, jak zmienić swoją podświadomość. Nie tylko recepty. Najpierw stawia diagnozę. Stwierdza, że 99% społeczeństwa ma wbite w podświadomość błędne kody, powodujące, że człowiek czuje się gorszy, słaby, że boi się świata. Co za tym idzie, nie jest szczęśliwy, nie umie się wybić z błędnego koła. Na szczęście pani Pawlikowska wie, jak to zrobić. Najpierw demaskuje podstępną podświadomość, a potem-każdy z kodów po kolei. Co więcej, każdy z tych złych kodów zastępuje dobrym, który ma wprowadzić na drogę wolności i szczęścia. To tylko kwestia czasu i samozaparcia, by wbić sobie w podświadomość dobry przekaz.
Nie umiem jednoznacznie ocenić tej książki. Coś mi krzyczy, że Autorka idzie drogą zbyt prostą, skrótową. Nie pisze nic o przyczynach danych zachowań, myśli, nie zagłębia się w żaden temat. Clou ma być wbijanie sobie jak mantry pewnych sformułowań. Czy to pomaga? Może niektórym tak. Czy jednak nie jest to zamiatanie problemów pod dywan i wmawianie sobie: już mam czysto i ładnie?
Książka napisana jest bardzo prosto. Na końcu Autorka pisze, że pomijanie znaków interpunkcyjnych było jej celowym zabiegiem. Hmmm....Mam wrażenie, jakby książeczka była pisana trochę "na kolanie", na fali popularności, kolejny poradnik-bestseller. W kółko o tym samym.
Nie raz miałam wrażenie, że Pawlikowska myli pojęcia, używa błędnie określenia "podświadomość". Jest to dla mnie dużym zgrzytem w tego typu lekturach.
Na pewno plusem jest spory przekaz pozytywnych myśli w końcowej części książki. Jednak to za mało, żeby polecić ją komuś, kto ma rzeczywiste problemy.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

64(344) Opowieści galicyjskie

Autor: Andrzej Stasiuk
Wydawnictwo: Czarne
Ocena: 4/6

Końcówka ubiegłego wieku. Dawny system chyli się ku schyłkowi. Upadają PGR-y, podstawa bytu.  I niejeden człowiek, który nie umie się odnaleźć w nowej rzeczywistości, chyli się ku upadkowi. Ale nie każdy. Są i tacy, którzy w "nowym" rozkwitają, tacy, którzy wychodzą z szarości i rozświetlają się kolorami niczym motyle. Zaczynają nowe życie. I takie dwa światy, tych upadających i tych rozwijających skrzydła, współistnieją w Galicji. A obok nich jeszcze widziadła.
Taką rzeczywistość opisuje Stasiuk w tej niezbyt grubej książeczce, podzielonej na krótkie rozdziały. Bohaterem każdego z nich jest ktoś inny. Łączy ich wspólne miejsce życia, mała miejscowość w Beskidzie Niskim. Autor stoi z boku, obserwuje, zmieniający się świat opisuje pięknym, poetyckim językiem.