Rok pierwszego wydania: 1984
Ocena: 6/6
Nie wiem, co jest takiego w tej książce, że tak bardzo mi się podoba? Czytałam ją już kilka lat temu, z fabuły pamiętałam niewiele, ale pamiętałam wrażenie, że jest bardzo, bardzo dobra. Więc postanowiłam przeczytać jeszcze raz i sprawdzić, czy nadal jest taka dobra.
Jest.
Co mnie w niej urzeka?
Praga z 1968 roku. Inne niż dziś realia, ale tak wspólne wtedy dla całego bloku komunistycznego. A dla porównania, dla kontrastu-Szwajcaria.
I miłość jako studium psychiki mężczyzny i kobiety. Zdrady, nie tylko małżeńskie, ale i zdrady siebie, swoich poglądów, zdrada matki...
I przekonanie, że nasze życie jest takie, jakie jest w wyniku splotu wielu przypadków. Począwszy od przypadkowego spotkania naszych rodziców, właśnie tej kobiety i tego mężczyzny. Spotkanie Teresy i Tomasza też jest wynikiem przypadku. Nie jednego nawet, a aż sześciu.
I filozofia. I psychologia.
I książki. I muzyka.
I ta nieznośna lekkość bytu. Ukazana w różnych wydaniach.
Kiedy zaczynałam czytać książkę, fabuła tylko delikatnie zarysowywała się na tle przemyśleń autora. Później Kundera wraca do niektórych wydarzeń, momentów z życia Teresy, Tomasza czy Sabiny, by ukazać je w całkiem innym świetle, by czytelnik mógł je zinterpretować na nowo. Miesza się chronologia, przeplatają się miejsca. Ale nie ma to znaczenia. Bo ważne jest to, jak mogę się przeglądać w losach bohaterów. Ważna jest ponadczasowość emocji
Wielokrotnie miałam wrażenie, że sam autor też przygląda się swoim bohaterom, ich wyborom i konsekwencjom tego, co robią. Wtrąca: "Moim zdaniem..." albo: "Myślę, że..."
Wrócę do niej jeszcze. Na pewno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz