poniedziałek, 14 października 2024

"Ja śpiewam, a góry tańczą" Irene Sola

 Rok pierwszego wydania: 2019

Ocena: 4/6



"Te góry są wyjątkowe. Pierwotne. Z innego świata. Legendarne.

Pirene była córką Tubala, króla Iberii. A Gerion był olbrzymem o trzech ludzkich ciałach złączonych w pasie i odebrał tron Tubalowi. Pirene uciekła w te góry, a Gerion podpalił je całe, żeby ją osaczyć. Spalił ją żywcem, a Herakles pokrył jej zwłoki wspaniałymi kamieniami, tworząc łańcuch niczym rzeźbę grobową, rozciągnięty od Zatoki Biskajskiej do przylądka Creus. Te góry zwą się Pirenejami w hołdzie dla Pirene." (str 70)

"Dzisiejszy poranek jest wilgotny. Oddycham głęboko (...) To zapach ziemi, drzew i poranka. Wcale się nie dziwię, że ludzie stąd są lepsi, prawdziwsi, szlachetniejsi, skoro oddychają tym powietrzem każdego dnia. I piją wodę z tej rzeki. I codziennie kontemplują te legendarne góry, tak piękne, że aż chwyta za serce." (...)

"Pewien mieszkaniec mi powiedział, że te skały są przeklęte, że co dziesięć lat ktoś ginie od uderzenia pioruna." 

"Tutaj, wysoko, również emocje są znacznie surowsze. Bardziej nagie. Bardziej autentyczne. Życie i śmierć, życie i śmierć, i instynkt, i brutalność tu, wysoko, są obecne na każdym kroku. My, cała reszta, zapomnieliśmy o tym, jak wspaniałe jest życie. My, z wielkich miast, żyjemy jakby w rozwodnieniu. (...)

Tutaj, wysoko, również czas na inną konsystencję. Odnoszę wrażenie, jakby godziny nie ważyły tyle samo. Jakby dni nie trwały tyle samo ani nie miały takiego samego koloru, ani takiego samego smaku. Tutaj czas płynie inaczej, ma inną wartość" (str. 72) 

Coraz mniej lubię literaturę współczesną. Nie pasuje mi ten rodzaj narracji, jakiś skrótowy, oszczędny w słowa. Wolę klasyczne, długie i barwne opowieści.

Skusiła mnie piękna okładka. Miało być baśniowo, magicznie. Miała być ciekawa historia. Niby było to wszystko ale jakoś tak skrótowo, zaplątanie. Zdecydowanie wolę innego rodzaju opowieści.